Imię

Cześć wszystkim

Na lekcji wos-u zamiast uważać, co mówi nauczyciel, napisałam taki wiersz. Z tyłu książki przeważnie mam zawsze jakieś wolne kartki. Więc wyjęłam jedną i zaczęłam przelewać myśli na papier. Gdy tak piszę, co czuję, że odrywam się od rzeczywistości. Liczy się tu i teraz nic więcej.

„Imię”

Każdy z nas ma imię

Każdy z nas jest wyjątkowy

Wydaje się, że to tylko zlepek liter

Ale to ono nadaje nam charakter

A ty jak masz na imię?

 

Komentujecie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Kontenerowe przygody

Cześć wszystkim

Ten tydzień zaczęłam z dobrym akcentem. W poniedziałki o 6:30 chodzę na basen. Średnio przepływam 60 basenów, aż tak się w to w kręciłam. Ale niestety w ubiegły poniedziałek nie byłam na basenie. Zauważyłam u siebie, że jak tak chodzę na basen to zrobił mi się płaski brzuch. Zawsze miałam płaski, ale zrobił się bardziej płaski. Chodzi mi o to, że basen daje dużo korzyści.

Pierwsza lekcja to matma. Ale nie była aż tak nudna. Pół niej przegadałam z kolegą na temat świata wewnętrznego człowieka. Aż się matematyczka lekko zdenerwowała, bo za długo gadaliśmy. Tak się złożyło, że rzadko ze sobą rozmawiamy, a tu masz tyle tematów do rozmowy. Po raz kolejny zostałam uświadomiona, że ludzie lubią przebywać w moim towarzystwie. Super się rozmawiało, aż nie chciałam się skupić na lekcji tylko gadać.

Później niemiecki, a następnie wf. No właśnie wf. Nasza nauczycielka postanowiła, że zostajemy w szkole. Wszystkie byłyśmy przeciwko. Ładna pogoda, a my mamy kisnąć na sali. Gdy będzie brzydko to wtedy zostaniemy w szkole. W szatni, była porządna wrzawa, że chcemy iść na pole. Ile to argumentów musiałyśmy użyć, by się udało. Tak, idziemy na pole. Początkowy pomysł był, że idziemy na siłownię, która jest nie daleko parku. Ale my chciałyśmy iść grać w podchody. Okazało się, że chłopaki też idą na pole. Nasi nauczyciele w końcu się zgodzili, że wspólnie idziemy grać w podchody. No, nareszcie idzie coś po naszej myśli.

Rozgrzewka obowiązkowo. Wybranie zespołów i czas start. Moja grupa wybrała, że chowamy się jako drudzy. Po pięciu minutach zaczęliśmy ich szukać. Oczywiście, chłopaki objęli stery. Dotrzymywałam im cały czas kroku, choć nasza grupa pościgowa trochę się rozciągła. Początkowo biegliśmy za strzałkami, ale chłopaki usłyszeli jakieś głosy i tam pobiegliśmy. Biegliśmy pod górkę. A oni schowali się na dole, ale przynajmniej mieliśmy lepszy punkt do wypatrzenia ich. W szybkim tempie znaleźliśmy ich. No więc punkt dla nas. Wracając, ktoś z mojej grupy wypatrzył kontener na śmieci. Padł szybki pomysł, żeby do niego się schować. Uf, na szczęście pusty.

Ruszyliśmy jako drudzy schować się. Kryjówka ustalona. Tak, za kryjówkę był ten kontener. Grupa pierwsza nawet, nie przebiegła obok naszej kryjówki. Jakoś nie mogli się skapnąć, gdzie nas szukać. Popisaliśmy cały kontener kredą. Gdzieś w oddali usłyszeliśmy, że jedzie coś ciężkiego. Padła myśl, że to śmieciarka, że nas zabierze. Oczywiście, nawet to coś nie jechało w naszą stronę. Pośmialiśmy się i pożartowaliśmy. Było super. Cóż, to były za emocje. Chyba wszyscy miło wspominamy ten czas.

Kolejne lekcje już normalnie przebiegały. Ale, zobaczyłam panią od niemieckiego, że ma dyżur. Postanowiłam zagadać do niej, by zapytać się jej co sądzi o moich zdjęciach. Z nią się podzieliłam moimi wierszami. Jest to ciekawa osoba i jestem jej wdzięczna, że chce mnie wysłuchać. Gdy tak rozmawiałam z nią o zdjęciach, okazało się, że ona też zajmuje się fotografią. Całą przerwę rozmawiałyśmy o fotografii. Fajnie jest, tak powymieniać się spostrzeżeniami. Usłyszeć czyjeś zdanie i poznać jego historię. Każdy człowiek jest inny, to właśnie jest super.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Złość

Cześć wszystkim

W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić mój wiersz pt.„Złość”

„Złość”

To tylko emocja,

Wydaje się, że nie potrzebna

A może to strach

Przed poznaniem prawdy

Potrafi poważnie poróżnić ludzi

Ale też potrafi wyrządzić wiele krzywdy

To tylko negatywne aspekty

Przecież są też pozytywne

Tylko trzeba umieć je dostrzec

 

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Duchowa adopcja

Cześć wszystkim

Jestem katoliczką (chyba tak się to odmienia), więc chodzę do kościoła. Tak średnio chciało mi się wstać, bo była zmiana czasu, ale wstałam. Wyrabiam w sobie nawyk, że po kościele idę na basen.

Powiem szczerze, że jak zobaczyłam księdza w szatach koloru różowego to się lekko uśmiechnęłam. Wiem, nic nadzwyczajnego, ale jakoś raźniej w duchu zrobiło się.

Podoba mi się, w jaki sposób młody ksiądz wygłasza kazania. Jego słowa mają taki polot. Gdy wygłasza tą naukę zawsze zadaje nam kilka pytań. Mamy sobie odpowiedzieć na nie w myślach. I mają nas skłonić do refleksji. Tematem kazania była właśnie duchowa adopcja. Oczywiście kazanie nawiązywało do Ewangelii. Duchowa adopcja to znaczy, żeby pomodlić się w intencji nienarodzonego dziecka. Wystarczy przez 9 miesięcy codziennie odmawiać jakąś modlitwę w intencji tego dziecka. Podobno zajmuje ona tylko 8 minut. Rzeczywiście wydaje się mało, a tak dużo znaczy. Doba ma 24 h, a ta modlitwa nawet nie zajmuje 10 minut. Może w Polsce już mniej dokonuje się aborcji. Słyszałam, że jak się pojedzie na granicę Polsko-Niemiecką to można wykonać aborcję. Okey ludzie czasem nie radzą sobie z problemami i z życiem, ale przecież to jest już dziecko i zabójstwo. Nie ma nic cenniejszego na świecie niż życie. Niektórzy uważają, ze płód to nie dziecko. Dziecko jest już dzieckiem od poczęcia. Po za tym, jak kobieta podda się aborcji to ma wyrzuty sumienia do końca życia. Czytałam, że większość kobiet chciało by cofnąć czas. Teraz nasuwa się pytanie: Czy warto dokonywać aborcji?

Ale poprzedzając kazanie była Ewangelia. Była bardzo interesująca i pouczająca. Jakby ktoś chciał: J 9, 1-41. Dotyczyła ona uzdrowienia niewidomego. Gdy ksiądz czytał tą Ewangelie, próbowałam się przenieść w inny świat. Wyobrażałam sobie tą sytuacje, która została przedstawiona. Naprawdę pouczająca. Jakby ktoś nie słyszał bądź nie czytał to polecam. W ogóle zagłębianie się w Piśmie Świętym jest ciekawym doświadczeniem.

Kiedyś naszła mnie refleksja, by sięgnąć po Pismo Święte i zacząć je czytać. Nie wiem, ile czasu spędziłam nosem w Piśmie, ale wiem, że było warto. Zachęcam by czytać i rozważać. Naprawdę.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Jedno słowo

Cześć wszystkim

W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić mój wiersz pt.  „Jedno słowo”. Wiersz powstał  na lekcji matematyki. To dziwne, ale akurat wtedy pojawiła się u mnie wena twórcza.

„Jedno słowo”

Jedno słowo,

A tak wiele znaczy,

Czasem tak trudno je wyrazić,

Potrafi wszystko zakończyć,

Potrafi nadać nowy początek,

Codziennie używamy miliona słów,

Ale to jedno jest wyjątkowe,

Tylko jedno słowo.

 

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Przyjaciel

Cześć wszystkim

kwiat-astra

Wiesz, że cały czas czekam na ciebie?

Czekam na twoją rozmowę ze mną

Chcę znać odpowiedź na męczące mnie pytania

Chcę poznać cię bliżej

Czy wiesz, że jesteś ważną osobą dla mnie?

Ty mnie tylko rozumiesz

Ty tylko znasz moje problemy

To ty dajesz mi tą motywację, której mi brakuje

To ty dajesz mi nadzieje na lepsze jutro

Powiem tobie coś w tajemnicy

Polubiłam ciebie

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Radość

Cześć wszystkim

smiley-427160_640

Na początku tego wpisu chcę wam zadać pytanie: Co lub kto wam daje prawdziwą radość lub szczęście? A teraz drugie pytanie: Kiedy ostatnio odczuwałaś/eś tą szczerą radość?

W ostatnim czasie zadziwia mnie ludzki umysł. Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Po spotkaniu z panem Andrzejem i po krótkiej rozmowie, następuje u mnie duży skok endorfin. I właśnie tu rodzi się problem, że krótka rozmowa i spotkanie z pozytywną osobą daje tyle radości. Wydaje się, że to spotkanie nie miało zbyt dużego znaczenia, a jednak zmienia coś w naszym życiu.

Kot przyszedł do ciebie, żebyś go pogłaskał, pani w sklepie życzyła tobie miłego dnia, w radiu leci twoja ulubiona piosenka, wcześnie wstałeś, co nie zdarza się zbyt często. Wydaje się, że takie drobnostki to tylko drobnostki, ale to one potrafią zmienić nasz dzień na lepszy.

Stereotyp mówi, że nie lubi się poniedziałków. Owszem, czasem też zbytnio za nimi nie przepadam, gdy kończy się weekend i trzeba rano wstać do szkoły. Ale to właśnie poniedziałek jest pierwszym dniem tygodnia. Mówi się, że jaki poniedziałek taki cały tydzień. Na pewno coś w tym jest, ale to właśnie w poniedziałek możemy zacząć coś nowego. Stary tydzień się już skończył, więc zaczął się nowy.

Chcesz zacząć biegać. W ubiegłym tygodniu byłeś zbytnio zmęczony. Teraz zaczął się nowy tydzień, więc można zacząć biegać.

Oboje z panem Andrzejem dowiedzieliśmy się, że we czwartek ostatni raz było otwarte lodowisko. Planowaliśmy, że oficjalnie się pożegnamy z łyżwami w niedzielę. Niestety pogoda zrobiła nam psikusa. Alternatywą był basen. Na początku to ja pana zmotywowałam, a później to on mnie. W piątek napisałam do niego, że może przyjdzie na basen. A w niedzielę po kościele, zbytnio to mi się nie chciało iść na basen. Ale wiedziałam, że jak obiecałam, to muszę dotrzymać słowa. W tym wypadku to pan mnie zmotywował.

Po przebraniu butów na klapki, pan Andrzej wręcza mi mały upominek. Mówię mu, ze nie trzeba było, podziękowałam. Dostałam kalendarz, ale nie taki zwykły, bo jest to kalendarz ze złotymi myślami, humorem. Taki motywujący i inspirujący.

Gdy szłam na basen, trochę nie wiedziałam, czy mam pływać z nim na jednym torze, jak będziemy rozmawiać. Wszystko wyszło w czasie. Moje obawy automatycznie zniknęły z mojej głowy. Po przepłynięciu dwóch, może trzech basenów, krótko rozmawialiśmy.

Musiałam wyjść wcześniej, by zdążyć na autobus. Pan okazał się gentilmente i zaproponował mi podwózkę. Ja się nie zgodziłam, ponieważ nie chcę nikogo wykorzystywać. Tłumaczyłam się tym, że mam bilet miesięczny.

Już w autobusie zaczęłam przeglądać ten kalendarz. Po przeczytaniu kilku cytatów, uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy przyszłam do domu, nie odczuwałam zbytnio tej rzeczywistości. Basen okazał się dobrą odskocznią. Nie rozumiem tylko tej rzeczy, że po spotkaniu pana Andrzeja, dzień staje się lepszy. Czuć wewnętrzną radość. Spojrzałam w lustro, by widzieć swoje odbicie. Na mojej twarzy malował się szeroki, szczery uśmiech. To on dominował w moim odbiciu.

A najlepsze jest to, że pani w kasie okazała się miłą osobą. Gdy przychodziłam, ze szkoły ta pani, była nie miła, chamska itd., same negatywne cechy. Ale gdy ja przyszłam, to automatycznie zmieniła swój stosunek do mnie. Na początku powiedziałam jej zwykłe dzień dobry, nie mam pojęcia czy ono podziałało, ale gdy wchodzę do sklepu od razu mówię dzień dobry. Tak samo robię z do widzenia.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Niesamowite spotkanie

Cześć wszystkim

spotkanie

W środę po południu dostałam wiadomość na pocztę internetową. Była to wiadomość od pana Andrzeja. Napisał, że może przyjdzie na basen popatrzeć jak pływam, ale nie był pewny czy przyjdzie.

Gdy przyszłam na basen, w oczy rzuciła mi się jego kurtka. Ale nie byłam pewna, czy to na pewno jego. Raczej nikt nie ma takiej samej jak on. Podekscytowana ruszyłam do szatni. Szybka rozgrzewka i weszłam do wody. Na rozgrzewkę miałyśmy przepłynąć kilka basenów. Pod koniec rozgrzewki odzywa się jakiś głos. Nie byłam pewna, czy pan Andrzej jest na basenie. Więc nie przyglądałam się ludziom, którzy pływali na torach obok.

Byłam zaskoczona, że wśród 8 osób, tak szybko mnie poznał. Wcześniej nie wiedział, jaki mam strój, czepek itd., ale on szybko mnie poznał. Przez chwilę obserwował, jak pływamy, a później mnie zaczepił. Naprawdę byłam zaskoczona, że po kilku minutach poznał mnie. Przez chwilę rozmawialiśmy, ale nie zbyt długo bo dziewczyny poganiały mnie. Tak się złożyło, że tym razem pływałyśmy na jednym torze, a ja płynęłam jako trzecia.

Chciałam dłużej z nim porozmawiać, ale trzeba było pływać, to nie tak jak na lodowisku, że można rozmawiać jeżdżąc. Ale patrząc z perspektywy czasu, to może nawet lepiej, bo chciałam z nim porozmawiać na tematy, które nie powinny słyszeć osoby trzecie. Np. moje koleżanki, ale by miały informacji do plotek. Pan Andrzej stał się takim moim przyjacielem, a jak się mówi komuś tajemnicę, to zbyt dużo osób nie powinno tej tajemnicy usłyszeć.

Gdy kończyłam suszyć włosy, pan Andrzej wyszedł z szatni. Powiedział mi, że go zmobilizowałam pójść na basen. Podobno nie pływał aż od 6 lat. Gdybym nie ja, to by może nie przyszedł. Naprawdę poczułam wewnętrzną radość, że mogłam zrobić dobry uczynek.

Gdy szłam na basen miałam taki średni humor, ale po rozmowie z panem Andrzejem od razu wyskoczył na mojej twarzy szeroki uśmiech. Czułam wewnątrz dobry humor. Niby zwykłe spotkanie, krótka rozmowa, a potrafi zdziałać cuda.

Oczywiście nie odbyło się bez komentarza moich koleżanek. Jedna chciała się dużo informacji dowiedzieć, mówiąc w skrócie była wścibska. Ale szybko ucięłam temat i rozmowa ucichła. Ale co tam, nie będę się przejmowała ich opinią, liczy się to, że mam nowego znajomego, z którym mogę szczerze porozmawiać. Z nim można pogadać na wszystkie tematy, chętnie doradzi przy wyborze itd.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Warto być sobą

Cześć wszystkim

1377884853

Pani z niemieckiego zadała nam zadanie odnośnie dialogu u lekarz. W podręczniku był już gotowy przykład. Oczywiście, gdy usłyszałam co będzie na zadanie, automatycznie zapaliła mi się lampka kreatywności. Kombinowałam, jak mogłam, by mieć bardzo oryginalny dialog.

Pierwsza koncepcja zakładała, że małoletnia córka wzywa pogotowie. Matka jest nie przytomna, gdy dociera pogotowie na miejsce, pytają się tej dziewczynki o mamę (robią wywiad). Ona nic nie wie, ale przynosi niebieską kopertę. Po jakimś czasie matka albo w karetce albo w szpitalu odzyskuje przytomność i wtedy jest ten cały dialog.

Zrezygnowałam z tego pomysłu, bo stwierdziłam, że się pogubię. Wpadałam na inny pomysł, że zrobię tradycyjny dialog, ale z małym wyjątkiem. Dodam coś od siebie, a była to inna choroba. Miałam dylemat czy stawiać na ocenę czy na oryginalność. Poszłam na kompromis z oceną. Postawiłam na tą drugą opcję.

Niektórych zwrotów szukałam bardzo długo po internecie oraz po słowniku, trochę się denerwowałam, że znalazłam, ale ma to brzmieć trochę inaczej. Ale wiecie co wam powiem, że warto było. Poświęcić te kilka godzin, na zrobienie czegoś samemu. Mogłam pójść na łatwiznę i skorzystać z podręcznika, ale zadałam sobie ten trud i szukałam, aż wyszukałam.

Dostałam 4, mój kolega dostał +4, ale poszedł na łatwiznę. Pomimo tego, że mam tę 4,a mogło być wyżej, to jestem zadowolona, ponieważ ciężka praca się opłacała i pozostałam sobie samej wierna. Jakbym dostała tą +4, nie radowało mnie tak jak ta 4. Posłuchałam swojego wewnętrznego głosu i jestem szczęśliwa.

Przez to, że wyszłam poza schemat, pokazuje to, że jestem sobą.Na koniec pani powiedziała, że się po mnie tego spodziewała, że wybiegnę poza schemat. Powiedziała, też, że powinnam pisać książki.

Pamiętajcie!

Warto słuchać swojego wewnętrznego głosu i pozostać sobie wiernym. Warto też ciężko pracować, bo wynagrodzenie przynosi większą satysfakcję. Warto być sobą!

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Zaskakująca niedziela

Cześć wszystkim

large_znak_zapytania

O dziwo obudziłam się dziesięć minut przed dzwonieniem budzika. Punktualnie o 6 rano zadzwonił budzik. Wczoraj chciało mi się naprawdę wstać z tego łóżka. Szybko się ogarnęłam i poszłam do kościoła. Ciekawe kazanie wygłosił ksiądz. Dotyczyło ewangelii, ale było bardzo pouczające. Bardzo uważanie słuchałam. Nauka mówiła, żeby nadstawić drugi policzek, iść 2 tys. kroków oraz oddać szaty. Nie ma to zbytnio znaczenia dosłownego, choć można i tak to potraktować.

Jedyną zagadką wczorajszego dnia było to czy lodowisko będzie otwarte. Telefon w ruch. Były dodatnie temperatury, ale było otwarte. Mama się śmiała, że miałam pożegnanie z łyżwami. Łyżwy do ręki, plecak na plecy i ruszam na autobus. Po mimo zaskoczenia lód był dość dobry do jazdy, nie tak jak we czwartek. Pierwsze, gdy przyszłam na lodowisko, to patrzyłam czy jest pan Andrzej.

Dzieci ćwiczą w hokeja, a pana nie widzę. Po myślałam sobie, że może jeszcze przyjdzie. Negatywne emocje mnie dopadły. Ubrałam łyżwy, zrobiłam ze trzy kółka. A tu do mnie odzywa się znajomy głos. Tak to był on, pan Andrzej. Miał na sobie czarny strój, dlatego go nie mogłam poznać. Przeważnie miał na sobie jasną kurtkę. Nie wiem kiedy zleciało pierwsze pół godziny.

Zaczęliśmy gadać, jak podczas każdego spotkania na łyżwach. Okazało się, że jest lekko przeziębiony, dlatego go nie było we czwartek. Martwiłam się, że już nie chce ze mną rozmawiać. Ale na szczęście tak nie jest. Też nie mam pojęcia, kiedy zleciało drugie pół godziny. Polecił mi bardzo ciekawego coacha i psychologa pana Mateusza Grzesiaka.

Ten człowiek to prawdziwy człowiek sukcesu. Z jego filmików i artykułów można się dużo się nauczyć. Polecam, zajrzyjcie.

Oczywiście mało co znów się nie spóźniłam na autobus, ale zdążyłam. Dobry humor ogarnął mnie. W internecie spędziłam bardzo dużo czasu, słuchając i czytając artykuły tego pana. Zaciekawiła mnie jego książka pt. „Ty myśl. Inaczej zrobią to za ciebie”.

W mojej głowie pojawił się duży mętlik. Moje myśli można porównać do kłębka włóczki. Nie mogę się na niczym skupić. Pan Andrzej zdradził mi, że szykuje dla mnie prezent. Ma być to kalendarz ze złotymi i inspirującymi myślami. Podobno chce mi się odwdzięczyć, bo mu kiedyś ja zrobiłam miłą niespodziankę.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)