Ach szkoło

Cześć wszystkim

To tu jest mój kolejny wiersz, który napisałam na zakończenie szkoły

 

Ach szkoło,

To tu życie toczyło się wesoło

To ostatnie moje chwile

Spędzone w tobie

Wiele mnie nauczyłaś

To z tobą przeżywałam radość i smutek

To w twoich murach

Zawiązywały się pierwsze przyjaźnie

I łamały się bojaźnie

Dziękuje ci

Za to wszystko.

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Zwariowany poniedziałek

Cześć wszystkim

Wczorajszy dzień to był tragiczny, no było parę rzeczy fajnych, ale przeważały złe wiadomości. Po kolei opiszę mój wczorajszy dzień.

Prawie każdy poniedziałek moimi oczami zaczyna się tak samo, że idę na lekcje i pierwszą lekcją jest matma. Ale tym razem było inaczej. Babcia i ciocia dały mamie listę zakupów, żeby pokupowała parę rzeczy. Rano obie jechałyśmy autobusem po 7:20. Miałam plan, żeby wysiąść, gdzie indziej, ale wysiadłam z mamą. Przeczuwałam, że będę jej potrzebna. Zakupy miała aż w pięciu torbach plus do tego koszyczek truskawek. Zegarek wskazywał godzinę 8:00, stwierdziłam, że poczekam, aż przyjedzie autobus i jej te zakupy podam do autobusu. A autobus miał się zjawić 8:20, dobra to poczekałam i tak nie było sensu iść na matmę. No trudno przepadła mi matma, ale i tak już nic na niej nie robimy.

Co roku na ostatni wf nauczyciele zabierali nas na lody. Rok temu byliśmy na lodach i dwa lata temu też, ale w tym roku było inaczej. Zawsze to nauczyciele fundowali nam lody, a wczoraj same musiałyśmy zapłacić za siebie. No dobra, ale i tak fajnie, że byłyśmy na tych lodach. Co prawda pani z początku nie chciała się zgodzić, bo zostały jeszcze dwie lekcje, ale jakoś ją przekonałyśmy.

Po powrocie z naszej słodkiej uczty, zobaczyłam, że mam sms od mamy. Babcię znów zabrało pogotowie. Cały dobry humor wciągu minuty, gdzieś wyfrunął. Zadzwoniłam do mamy, okazało się, że babcia miała udar. No super, co tyle co wyszła z zawału, a tu ma udar, w dodatku ma niedowład prawej ręki. Ta informacja totalnie mnie załamała. Po szkole przyjechałam do domu i z powrotem pojechałyśmy autobusem do szpitala. Byłam głodna, ale no trudno pojechałam odwiedzić babcię. Babcia była blada, było jej zimno, była głodna. Ale nie można było jej przynieść coś do jedzenia, bo miała podłączoną kroplówkę. Przy jej łóżku stał monitor, który ją cały czas monitorował. Miała mnóstwo kabli podłączonych do swojego ciała.

Wracając do szkoły to w mojej szkole jest taka „ściana pamięci”, że się tam różni ludzie podpisują. Chyba w każdej szkole jest coś takiego. Tak więc, wpadałam na pomysł, by ułożyć wiersz i go tam napisać. W następnym wpisie opublikuje, jaki wiersz tam napisałam. Do mojego pomysłu wkręciła się moja koleżanka, nawet to dobrze. Ona też napisała coś od siebie. Ale irytujące jest to, że prawie cała ściana jest popisana przez jakieś dzieci. Różne nie przyjemne hasła były tam napisane.

Na koniec roku szkolnego mamy tradycyjnie klasowe ognisko. Tym razem odbędzie się ono u pani wychowawczyni. W poniedziałki mamy z nią dwie ostatnie lekcje. Gdy zaczęła się druga lekcja, padł pomysł, żeby pójść na zakupy związane w ogniskiem. Jakimś cudem pani się zgodziła i poszła razem z nami. Niektóre osoby przejęły funkcję lidera i to one wkładały potrzebne rzeczy do koszyka. Podobały mi się wspólne zakupy. Zawsze jest to lepsze niż siedzenie na tych lekcjach, w szczególności gdy jest bardzo gorąco. A poza tym i tak oglądamy już tylko same filmy, bo przecież oceny są już wystawione.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wspólne robienie ciasta

Cześć wszystkim

W sobotę ostro się pokłóciłam się z mamą. Zdenerwowałam się na nią i zaczęłam czytać książkę, którą dostałam ostatnio w prezencie. Jest to trzeci tom serii Więzień labiryntu. Pierwsze dwa tomy ciekawe, polecam, jak ktoś lubi fantastykę to jest idealna seria dla nie go. Może zrobię kiedyś wpis o tej serii. Naprawdę polecam.

Po pewnym czasie zeszłam na dół. Patrzę, a tam mama przygotowuje składniki na ciasto. Od razu założyłam fartuszek i zaczęłam rozdzielać żółtka od białek. Trochę mama się na mnie zdenerwowała, bo ona dopiero co przygotowywała składniki, a ja już chciałam robić.

Przy robieniu wspólnego biszkoptu, cała wcześniejsza złość gdzieś wyfrunęła. Można by rzec, że prawie całe ciasto zrobiłam sama, ale mamie też przypisuje się pewny udział. Ja zajęłam się ubijaniem piany z białek. Później resztę składników wymieszałam i tradycyjny krzyżyk. Ciasto mogło wylądować w piekarniku. Oczywiście nie mogło by się obyć bez wylizania miski. Tym razem musiałam się podzielić z mamą.

Po około 40 minutach ciasto było już gotowe do jedzenia. W kilkanaście minut trzy baby zjadły pół ciasta. Musiałyśmy zostawić trochę pewnemu panu, którym był tata. Niestety w ubiegłą sobotę pracował, więc nie było go w domu. W ciągu jednego dnia cały biszkopt został zjedzony. Aż do teraz wspominam jego smak, był przepyszny.

Później jak to zwykle bywa, przychodzi czas na porządki. Odkurzanie, wycieranie kurzy i tym podobne zadania wypełniły resztę soboty. Ale wiecie, wspólne robienie ciasta jakoś pozytywnie zadziałało na mnie i na mamę. Minęła jej już złość, to był dobry pomysł z robieniem wspólnego biszkoptu.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wybór szkoły

Cześć wszystkim

Nie chcę zdradzać mojego wieku, ale w tym wpisie będzie to konieczne.

Za kilkanaście dni kończę gimnazjum i zaczynam inny poziom życia. Niby nic wielkiego, ale wyprowadzam się z domu.

Większość moich kolegów i koleżanek wybiera się do tej samej szkoły. Kilka osób w tym ja wyjeżdżam ze swojego rodzinnego miasta. Dużo ludzi „okupuje” biol-chem. Ja stwierdziłam, że w tym mieście nie ma dla mnie szkoły. Jest jeden kierunek, który mnie interesował, ale jest 17 miejsc, a 40 osób chętnych. Więc będzie ostre cięcie. Ten profil nazywa się Technik organizacji reklamy. Idealny pod moją osobowość.

Jestem osobą kreatywną, oryginalną i ma bogatą wyobraźnie. Idealnie się wpisuje we mnie ten profil, ale zrezygnowałam z niego, gdyż stwierdziłam, że nie wiem co po ty. Wybrałam szkołę o profilu Technik leśnik. Ta szkoła jest oddalona o 50 km od mojego domu.

Mama powiedziała, że mnie nie puści do internatu, bo sama przeżyłam w nim życie i podobno chce mnie chronić przed pewnymi rzeczami. Znalazła jakiegoś pana, który wynajmuje pokoje. Podobno jeden pokój jest dla mnie zarezerwowany.

Moi rodzice początkowo nie chcieli mnie wypuścić z domu, ale ja już dokumenty złożyłam. Teraz kwestia czasu, czy się tam dostanę.

Większość osób z klasy mi zazdrości, bo będę sama już mieszkać, sama gotować. Z rodziny nikt w moje siły nie wierzy, no może oprócz babci, która mi powiedziała, że jestem uparta to sobie dam radę. Myślę, że powiedziała to tylko na odczepne. Owszem będzie mi ciężko, ale dam sobie radę. Pokaże sobie i innym, którzy we mnie nie wierzą, że dam radę.

Rodzice mówią, że zatęsknię za tym domem. A ja cieszę się, że uciekam z tego domu. Uważam, że mój dom to tylko adres zamieszkania. Chce uciec z tego bagna. Po co mam tu siedzieć, jak w kółko jest to samo. Przeważają kłótnię, zła atmosfera no może czasem jest jakiś przebłysk słońca w postaci dobrego humoru. Tata twierdzi, że rzucam się na głęboką wodę. Uważam, że trzeba podejmować ryzyko, a nie stać w miejscu i nic nie robić. Jedynie czego może mi brakować, to moich kotów. Mama wpadła na pomysł, żebym dojeżdżała, a ja nie chcę się zgodzić. Bo dojazdy mnie wykończą. Rano wcześnie wstać, powrót wieczorem, a kiedy nauczyć się na sprawdzian itd. Wolę tam mieszkać, niż dojeżdżać.

Koleżanka zapytała się mnie, czy nie będę tęsknić za swoim rodzinnym miastem. Moją odpowiedzią jest, że nie będę tęsknić. To miasto, w którym obecnie mieszkam upada, dużo młodych ludzi wyjeżdża. Mnie tu nic nie trzyma.

Ludzie z klasy zazdroszczą mi tego, że wyprowadzam się z domu, a ja ich się zapytałam, że oni też mogą się wyprowadzić. Odpowiedzieli mi, że rodzice ich nie puszczą. Uważam, że rodzice swoje życie już przeżyli teraz czas na nasze wybory. To jest nasza przyszłość, nie rodziców. Jak zdadzą maturę to i tak będą musieli wyjechać na studia. Ale to już ich wybór.

Ja wybrałam taką szkołę jaką chciałam. Jak pójdzie wszystko dobrze, będę miała maturę i tytuł technika. Po ukończeniu tej szkoły będę miała zawód, a później będę mogła pójść na studia, nie koniecznie w tym kierunku. Może to być inny kierunek studiów, tylko zależy to od przedmiotów na maturze. I w ten właśnie sposób wyobrażam sobie swoją przyszłość. Zdobędę zawód leśniczego i pójdę na studia w innym kierunku. Nie chcę zdradzać za dużo moich marzeń, żeby nie za peszyć.

Wybierając tą szkołę myślałam o mojej przyszłości, ale też o tym, że ucieknę z tego bagna, którym jest mój dom. W tym domu nie ma przemocy, ale są ciągłe kłótnie. Nikt mnie nie rozumie, nawet jak o tym głośno powiem. Bardzo się cieszę, że uciekam z tego więzienia.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Miła niespodzianka

Cześć wszystkim

We wtorek miałam chemię. Niby zwykła lekcja, a jednak nie taka zwykła. Na koniec roku szkolnego moja szkoła porządnie mnie zaskoczyła. Moja nauczycielka chemii mówiąc w prost nie umie uczyć. Jej się wydaje, że przekazuje nam wiedzę, ale my nic z lekcji nie kumamy. Napisze coś na tablicy, puści filmik i tyle. Nawet nie wytłumaczy co i jak. Szkoda gadać.

Jej lekcje zależą od jej humoru. Tak, to humor decyduje o wszystkim. Czasami jest naprawdę wredna, a czasami jak ostatnio jest miła.

Na naszej no można powiedzieć, że ostatniej lub przed ostatniej lekcji chemii zdarzyło się coś nieprawdopodobnego. Chemiczka poczęstowała nas czekoladkami. Nigdy czegoś takiego nie zrobiła, a poza tym moja klasa ostatnio jej podpadła. Ale to fajny taki mały gest ze strony nauczyciela. W końcu pokazała, że też jest człowiekiem. Przynajmniej to będę miło wspominać z jej lekcji, a nie sam krzyk itd. Podobała mi się jej postawa na koniec.

Moja wychowawczyni przed świętami Wielkanocnymi też zrobiła mojej klasie miłą niespodziankę.

Chyba pisaliśmy sprawdzian i po sprawdzianie rozdała nam małe babeczki. Większość je zjadła, a ja schowałam, żeby włożyć tą babeczkę do koszyczka i ją poświęcić. Podobno pani sama piekła te babeczki. To był miły gest ze strony nauczyciela. Pamiętam, że gdy zobaczyłam tą niespodziankę, szczerze się uśmiechnęłam. Fajnie, że po prostu nauczyciele pamiętają o nas. Takie niespodzianki sprawiają dużo radości.

Na zakończenie roku szkolnego rok temu postanowiłam napisać wiesz o mojej wychowawczyni. Po rozdaniu świadectw, wyszłam na środek klasy. Zaprezentowałam to co napisałam. Dostałam duże brawa, ale nie to nie cieszyło najbardziej. Cieszyło mnie to, że pani się ten wiersz spodobał. Powiedziała mi, że dostała najlepszy prezent, jaki mogła dostać. Bardzo mnie cieszy, jak obdarowywana osoba się cieszy lub trafię w jej gust. Ten strzał w 10 jest bardzo ważny w dawaniu prezentów.

Jedna z koleżanek na mikołajki kupiła drugiej koleżance kubek z pieskami. Taki kubek jest spoko, ale może obdarowywana osoba nie lubi psów. Koleżanka, która ten kubek kupiła, kierowała się tym, że ona lubi psy. Kupując prezent warto zdawać sobie sprawę, że to nie nam ma się prezent podobać, tyko osobie, której wręczamy.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Fotografia

Cześć wszystkim

Od dłuższego czasu zajmuje się fotografią. Jest to jedna z moich pasji. Kiedyś już dodałam zdjęcia, ale okazało się, że dużo miejsca zabierają na blogu. Więc zrezygnowałam z dodawania zdjęć. Trochę tych zdjęć się uzbierało. W szafie już od kilku lat leżał album na 300 zdjęć. Tak sobie pomyślałam, że założę sobie taki album z zdjęciami, które zrobiłam.

Zrobiłam porządną selekcję i w ten sposób wybrałam najlepszą sześćdziesiątkę zdjęć. W moim mieście jest kilka zakładów fotograficznych. Popytałam się o cenę i czas wydruku i wybrałam to studio, które najbardziej mi odpowiadało. W szkole podpytałam się nauczycieli, które studio jest najlepsze według nich.

A ja wybrałam to, które miało najmniej takich pochwał. Szczerze mówiąc jestem zadowolona ze zdjęć, było szybko, jakość dobra. Atmosfera była fajna, a nie jak w pewnym studiu. Wchodzę i mówię dzień dobry, a tam taka sztywność, że chce się zaraz z tamtą wyjść.

Przy okazji miałam małą pogawędkę z panem fotografem. Zapytałam się go, jakie błędy widzi na tych zdjęciach, co należy poprawić, by zdjęcia były lepsze. Chciałam się dowiedzieć to od eksperta, bo w domu się pytam, to mama mówi, że nie jest ekspertem. Ta rozmowa dużo mi dała. Poszłam do innego fotografa. Ten miał całkiem inną opinię. Kolejny mi powiedział, że zdjęcia są nie ostre. Zaś jeszcze inny, co innego mi powiedział. Zebrałam te wszystkie opinie w jedną całość i wyciągnęłam wnioski.

Bardzo podoba mi się głębia ostrości. Większość, lecz nie wszystkie zdjęcia były nie ostre, bo fotografowałam na zbyt długich czasach i bez statywu. Fotografuję kompaktem i bez statywu. Z każdej tej opinii coś wyciągnęłam. Teraz wszystkie parametry w aparacie ja ustawiam. Uczę się na błędach i eksperymentuje. Czasem zdjęcie wyjdzie za jasne lub za ciemne, ale jest to kwestia czasu i przysłony. Czuję, że za każdym razem gdy fotografuję odkrywam coś nowego. Każde zdjęcie ma swoją historię. Robiąc zdjęcia czuję, ze odrywam się od rzeczywistości. W tedy czas dla mnie nie istnieje. Czuję, że eksperymentuję.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Odprężacze od problemów

Cześć wszystkim

Ostatnio pisałam, że kilka tygodni temu miałam dołek emocjonalny. Dziś trochę nawiążę do poprzednich wpisów.

Chyba ze dwa tygodnie temu pisałam sprawdzian z niemieckiego. Dostałam jedynkę, którą poprawiłam, ale zaraz wytłumaczę, dlaczego dostałam lufę. Chodź większość, rzeczy wiedziałam to postanowiłam się trochę zbuntować i kompletnie nic nie napisać. Swoje plany wdrożyłam do życia. Nie obyło się bez zaskoczenia i komentarzy moich kolegów i koleżanek i samej pani nauczycielki.

Wszyscy byli w lekkim szoku, dlaczego nic nie napisałam. Ten czas wykorzystałam na napisanie wierszy. Tak na sprawdzianie napisałam wiersze. Może to głupie, ale wiem, że ten czas był mi potrzebny. W tamtym czasie miałam dół emocjonalny. Potrzebowałam tego czasu, by wejść w kontakt z samą z sobą i wylać to co tam siedzi. Później wyjaśniłam pani, co i jak. Ona po części mnie zrozumiała. Nie żałuje tego, co zrobiłam. Uważam, że było mi to bardzo potrzebne.

W poniedziałki mam wf. Sport to kolejna dobra rzecz, by zapomnieć o problemach. Dół towarzyszył mi bardzo długo. Gdy biegniesz to skupiasz się tylko na biegu. Nic więcej mnie nie obchodziło. Liczył się jak najlepszy czas. Gdybym skupiła się na tych problemach to zapomniałabym o biegu i nie uzyskałabym takiego czasu jaki uzyskałam. Więc warto zostawić to wszystko, gdzieś z tyłu i skupić się na tym co jest teraz ważne.

W domu mam dwa koty. Są to koty dachowce. Ale jak zacznie się je głaskać to też zapomina się o tych problemach. Zwierzęta pozytywnie wpływają na człowieka. Jak kot przyjdzie, żeby go pogłaskać to już jest coś. Bo nie zawsze one tego chcą. Kładę się na łóżku i biorę koc. Przychodzi Felek i wchodzi pod koc. Pod kocem robi takie kółeczko i jak go zrobi to kładzie się obok mnie. Łebek mu wystaje spod koca i mi mruczy. A ja go głaszczę. Tylko do mnie Felek ma takie zaufanie.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Ucieczka

Cześć wszystkim

Mój wiersz, który napisałam podczas załamania psychicznego.

„Ucieczka”

Pierwsza kropla krwi

Spadła na podłogę

Za chwilę druga

Pójdzie w ślad pierwszej

Żyletka zmieniła kolor

Z srebrnej na czerwony

Z brzękiem upadła na podłogę

Po paru minutach

Ktoś zaczął się

Dobijać do środka

Krzycząc; Ania otwórz

A ja już siły nie mam

Czuję, że odpływam

Uciekam w inny świat

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Dom czyli wykończenie psychiczne

Cześć wszystkim

Ostatnio miałam dół emocjonalny. Często chciało mi się płakać i trzy niedziele temu przepłakałam pół dnia. Było to spowodowane tym, że moi rodzice kompletnie mnie nie rozumieli. Mówiłam im moje obawy i problemy, a oni powiedzieli, że im też jest ciężko. No rozumiem każdemu czasem jest ciężko, ale oni nawet nie spróbowali mnie zrozumieć.

Bardzo często ostatnio się kłóciliśmy. Po prostu nie wytrzymywałam tego. Powiedziałam im, że kupię sobie żyletkę. A tata zapytał się mnie cytuję „Czy chce mieć łatkę psychiatryka”. Może nie pocięłam bym się, ale chciałam im dać sygnał, że już nie daje rady. Uważam, że cięcie się, jest to sygnał dość pilny, że w domu dzieje się coś nie dobrego.

Któregoś wieczoru wzięłam nożyczki i przejechałam sobie po ręce. Po ręce przejechałam ze dwa razy. Stwierdziłam, że nie dam rady się pociąć. Chciałam zobaczyć jak to jest. Podobno przychodzi ulga. To było silniejsze od mnie. Nie dałam rady się pociąć. Może tak miało być, że musi być ten dół.

A do tego dołu można dorzucić babcię w szpitalu. Okazało się, że przed moim bierzmowaniem babcia zesłabła w mieście. Po tygodniu wszystko wróciło do normy, ale nie zapomnę tamtych chwil. Płacz, strach to były naprawdę mocne emocje. Okazało się, że babcia miała zawał. W dodatku jest cukrzykiem i ma mnóstwo chorób. A obecną chwilę babcia przebywa w domu, można by rzec, że wszystko wróciło do normy.

Podobno po każdej burzy przychodzi słońce. Chodź jak patrzę z perspektywy czasu to taki dół jest potrzebny by po rozmyślać, zastanowić się nad sobą. Czułam, że jak łzy spływały po policzku to przychodziła ulga. Płacz pomógł mi wylać, co tam w środku siedziało.

Wiedziałam, że pani od niemieckiego ma dyżur w szatni w poniedziałek. Podeszłam do niej by z nią porozmawiać. Ona też ma ciężką sytuację, bo jej mama choruje na nieuleczalną chorobę. Cały czas przebywa w szpitalu. Podziwiam ją, że potrafi oddzielić pracę zawodową od życia prywatnego, choć nie zawsze się to udaje.

Wysłuchała mnie. Przy okazji dowiedziała się dużo ciekawych rzeczy. Po tej rozmowie poczułam niesamowitą ulgę. Na pierwszej lekcji chciało mi się płakać, czułam ten dół. A po rozmowie z tą panią poczułam, że taki wielki głaz spadł z mojego wnętrza. Teraz rozumiem, gdy ktoś mówi, że jest obok. Warto być obok, by ta osoba mogła się po prostu wygadać. To jest ważne. Lepiej jest wyrzucić teraz co nas gryzie, niż miałoby to wrócić z podwójną siłą.

Wydaje się nam, że nauczyciel na przerwach jest taki sam jak na lekcjach. A czasem warto do niego podejść i tak pogadać lub w ogóle o coś zapytać. A później rozmowa jakoś sama idzie. Gdy poznaje się historię drugiej osoby, to ta osoba pozwala nam patrzeć przez swoje oczy. Możemy zobaczyć jak ona postrzega pewne sprawy.

Negatywne rzeczy próbuje blokować. Czyli nie dopuszczam ich to siebie. Jedna osoba powiedziała mi, że jak iskra spadnie nam na rękaw i szybko strzepniemy tą iskrę to nie wyrządzi nam krzywdy. A jak ją przetrzymamy dłużej to może nam wypalić dziurę.

W następnym wpisie opublikuje mój wiesz, który napisałam na dzień matki. Na matmie wyciągnęłam kartkę i zaczęłam pisać. Wersy same się układały w całość. A ręka była tylko narzędziem, by myśli przenieść na papier. Jest to smutny wiersz. Moi rodzice zareagowali bardzo negatywnie. Ale ja się cieszę, że go napisałam, bo wylałam z siebie to co siedziało tam w głębi. Znów jak wyrzuciłam to z siebie to poczułam coś w rodzaju takiej ulgi.

Wiersze też pomagają tak wyżalić się, później można to zachować lub spalić. Nie trzeba być uzdolnionym by napisać co nam leży na sercu. Wystarczy wejść w kontakt z samym sobą. I najważniejsze, żeby nie robić tego z przymusu. Jak coś robimy z prymusu, to nasze efekty jakieś pracy są kiepskie. Jednym z moich marzeń było, napisać wiersz z przesłaniem metaforycznym, takie jak pisała m.in Wisława Szymborska. W któregoś dnia przyszło to samo. Tak powstał mój wiersz pt. „Jedno słowo”. Ja osobiście jestem z tego wiersza dumna.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Bierzmowanie czyli wiara według mnie

Cześć wszystkim

16 maj 2017 to data historyczna dla mnie, ponieważ w tym dniu przyjęłam kolejny sakrament, którym było bierzmowanie.

Tak się złożyło, że nie mogłam przyjąć bierzmowania z moją klasą, ponieważ biskup tak zarządził, że gdzie się należy do parafii tam będzie bierzmowanie. Oczywiście poszłam do proboszcza mojej parafii. Niestety nie pomogły rozmowy ani prośby. Jakoś z czasem pogodziłam się z tą sytuacją. Moja klasa bierzmowanie miała 13 maja. Nie tylko ja przyjęłam ten sakrament w innej parafii, było jeszcze 10 osób oprócz mnie.

W poniedziałek gdy przebierałyśmy się na wf to moje koleżanki śpiewały piosenki z przekleństwami, przeklinały. Nie chcę nikogo oceniać, bo od tego jest Bóg. Ale to było trzy dni po bierzmowaniu. Tak jakby dla nich bierzmowanie nic nie znaczyło.

Dla mnie ten sakrament znaczy dużo. Zobowiązuje nas do bronienia wiary, życia tą wiarą oraz należy pogłębiać wiarę. Po za tym stajemy się dojrzałymi chrześcijanami. Obecnie chodzę do kościoła, modlę się i wierzę.

We wtorek jeszcze rano podeszłam do księdza w szkole. Poprosiłam go o modlitwę w mojej intencji, żebym bierzmowanie dobrze przeżyła. Może niektórzy powiedzą, ale po co. Ponieważ chciałam dobrze przeżyć bierzmowanie. Ten sakrament przyjmujemy tylko raz w życiu. Jak miałam egzamin czy jakiś waży sprawdzian, to rzucałam hasło babci lub mamie, żeby się za mnie pomodliły. Podejrzewam, że to zrobiły. Taka modlitwa dużo pomaga. Każdy z nas może poprosić o modlitwę.

Muszę przyznać, że kazanie, które wygłosił biskup dawało dużo do myślenia. Na początku przytoczył życie Św. Andrzeja Boboli, a później zadał pytanie, żeby każdy z nas odpowiedział sobie samemu. A to pytanie dotyczyło krzyża, z którym przyszliśmy do kościoła. Czy założyliśmy go szybko przed kościołem czy potrafimy przejść z krzyżem na piersi przez swoje miasto, czy się tego nie wstydzimy itd. Zadawał różne pytania nawiązaniu do wiary. To naprawdę było ciekawe kazanie.

Siostra zakonna na lekcji religii mówiła nam, żebyśmy przed bierzmowaniem myśleli tylko o Duchu Świętym. Przed namaszczeniem krzyżma odmówiłam modlitwę do Ducha Świętego. A po całej tej uroczystości mój świadek wręczył mi mały prezent, którym była książka o papieżu i jego wizycie w Krakowie. Trafiła w mój gust. Bardzo chciałam jechać do Krakowa, nawet moja ciocia tam mieszka, ale oczywiście rodzice się nie zgodzili. Obiecałam sobie, że i tak kiedyś pojadę na spotkanie z papieżem. Gdy mój świadek położył swoją prawą rękę na moim prawym ramieniu to poczułam coś wyjątkowego. Tak samo jak w przypadku, gdy biskup namaszczał moje czoło.

Bierzmowanie to nie tylko przyjęcie sakramentu to coś więcej, to co zachodzi tam w środku. Najlepszą radą moim zdaniem jest, to żeby przyjąć ten sakrament ze świadomością. Bądźmy świadomi.

Ostatnio miałam gorszy okres w swoim życiu. W następnych wpisach opowiem więcej. Dobrze, że kościół znajduje się blisko mojej szkoły. W mojej szkole panuje zakaz opuszczania budynku podczas przerw itd. Ale ja wyszłam, by się przewietrzyć. Poszłam do kościoła, by się pomodlić. Po takiej krótkiej modlitwie jakoś inaczej się poczułam, tak lepiej.

A jak jestem przy temacie wiary to jak to ksiądz powiedział, że bez modlitwy wszystko się sypie. To prawda. Widzę to sama po sobie, gdy zacznę grzeszyć i co raz rzadziej się modlę to z grzechami staczam się w dół. Przed spowiedzią czuję na plecach wielki wór z moimi grzechami, a po spowiedzi ta jakby ten wór znikł. Sakrament pokuty to naprawdę piękna sprawa. Po przez niego się oczyszczamy. Po spowiedzi czuję się tak fajnie, radośnie itd. Gdy jestem w łasce uświęcającej czuję, że przeżywam tą Mszę. Warto chodzić do spowiedzi.

Do następnego wpisu. Cześć :)