Przeprowadzka+ szkoła

Cześć wszystkim

W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień, czyli dzień wyprowadzki. Całą sobotę się pakowałam. A wczoraj około 16:15 przyjechałam. Rodzice bardzo się martwią i denerwują. Da się to wyczuć. Cały czas mówię im, żeby wyluzowali.

A moje wrażenia? Czuję pustkę, ale myślę, że dlatego, że nie mam zbytnio co robić. Jestem przyzwyczajona mieszkać z kilkoma osobami, a nie sama. Ale myślę, że nie długo się przyzwyczaję.   Planuje jeszcze pójść na miasto. Czuję dużą odpowiedzialność i zaufanie. Wszystkie oczy są wpatrzone na mnie. Najbardziej boje się, że zawiodę moich rodziców i nie tylko.

W pokoju mieszkam sama, więc będę mieć ciszę do nauki. Jest biurko, szafa, toaletka i regał, no i łóżko. A w internacie są cztery-osobowe lub trzyosobowe pokoje. Więc już w pokoju jest trochę ludzi.

Szkoła fajna, mnóstwo miłych ludzi. Już trochę zaczęłam ogarniać co i jak w szkole, lecz jeszcze wszystkiego nie wiem. Moja wychowawczyni chyba uczy matmy. Ale też jest miła i gadatliwa. Naprawdę jest dużo ludzi, którzy chcą pomóc tym klasą pierwszym. Zapytałam się jednej dziewczyny coś, to ona poszła ze mną i mi pokazała. Ekstra, że są tacy ludzie :)

Już poznałam jedną dziewczynę z mojej klasy. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i jutro umówiłyśmy się, że będziemy razem siedzieć w ławce. Trochę taka cicha dziewczyna, ale jest fajna.

Zobaczymy jutro, co przyniesie dzień.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Udało się!!! :)

Cześć wszystkim

Choć na zegarku jest już 22:30, to ja nadal odczuwam radość po dzisiejszym dniu. Kolejny raz byłam na basenie, choć miałam przerwę, to i tak jestem mega zadowolona z mojego wyniku.

Już wyjaśniam o co mi chodzi. Dzisiaj zrobiłam 62 baseny. Mój pierwszy sukces, to dobiłam do 60. Mój drugi sukces, to złamałam tą magiczną liczbę. A mój trzeci sukces, to przybliża mnie do 70 basenów. Potrzebowałam 55 minut, żeby nakręcić 1550m. Resztę czasu trzeba przeznaczyć na suszenie włosów. Mogłam zrobić jeszcze ze dwa baseny, ale nie wiedziałam w jakim stanie są włosy. Raz są w połowie suche, a raz całe mokre. Więc, to zawsze pozostaje zagadką.

Gdy weszłam do szatni, to dwie dziewczyny w moim wieku ubierały czepek. Pewno pomyślały sobie, że coś mam z  głową. A co tam, nie będę się przejmować takimi rzeczami. Sama do ciebie się uśmiechałam. One nie wiedziały ile basenów przepłynęłam. Tryskałam energią i radością. Byłam i jestem zadowolona z mojego osiągnięcia.

Gdy szłam na basen, to pomyślałam sobie, żeby złamać tą 60-tkę. Udało mi się. Przy basenie 29/30 pomyślałam, że to nie możliwe. A przy basenie 47/48 pomyślałam sobie, że dam radę. Tak jak pisałam w poprzednich wpisach o basenie, to najgorsze jest to pierwsze 30 basenów. A później to leci. Tu 40, zaraz 50, następnie 60. I mam swój mały sukces.

Na początku pływam stylem zmiennym (delfin, grzbiet, żaba i kraul). W różnej kolejności. Drugą część basenów najwięcej przepływam żabą i kraulem. Patrząc ogólnie jakim stylem najwięcej basenów przepłynęłam jest, to kraul.

Dzisiaj było bardzo mało ludzi. Najgorsze jest zacząć bardzo szybko. Jak widzę kogoś, kto pływa na torze obok, to włącz mi się żarówka rywalizacji. Czasami zaczynałam nie swoim tempem i później „zdychałam”. W dniu dzisiejszym, na torze obok też pływała jakaś osoba, lecz ja pływałam swoim tempem. Jestem z tego bardzo zadowolona.

Jak przyszłam do domu i poinformowałam mamę, że tyle i tyle przepłynęłam, to nie okazała żadnych emocji. Musiałam się z nią podzielić, bo bym nie wytrzymałam  bym  z radości. Powiedziała, że jest zdziwiona z mojego wyniku, bo miałam przerwę. Żadnej radości, kompletnie nic. Dla mnie najważniejsze jest to, że w końcu udało mi się.

A z tatą ostatnio ani nie pogada, ani się nie dogada. Po pracy przychodzi jakiś, taki dziwny. Ciągle daje jakąś kontrę, cały czas mu coś przeszkadza. Nie mam ochoty z takim człowiekiem rozmawiać. No i przecież ciągle mi dogryza itd. Jak ja się niezmiernie cieszę, że już wyjeżdżam. W końcu ucieknę od tych ludzi. Jestem taka zadowolona z dzisiejszego dnia :)

Dzięki, za wysłuchanie moich odczuć itd.

To do następnego wpisu. Cześć :)

Magia wspomnień + doświadczenie

Cześć wszystkim

Przepraszam, że dopiero teraz piszę ten wpis, ale miałam dużo rzeczy do roboty. Po pierwsze brak czasu. Ogarnęłam porządnie swój pokój. Zajęło mi to trochę czasu, ale pokój teraz błyszczy. A po drugie fajny sposób na rozładowanie złych emocji. Począwszy od ścierania kurzu, a skończywszy po trzepaniu dywanu i myciu okien. Tak, sama ogarnęłam swój pokój. Satysfakcja jest o wiele większa, gdy robi się to samej. A poza tym zrobiłam jeszcze porządek w mojej szafie. Ubrań mam bardzo dużo, a w większości nie chodzę. Śmieję się, że co 5 minut mogę się przebierać. Dwa worki ciuchów, czekają na kolejnego właściciela. Niektóre z ubrań są nowe, inne miałam tylko kilka razy na sobie, a inne są za małe. Nie ma sensu wyrzucać, a można oddać ludziom potrzebującym.

A przy okazji porządków, to znalazłam swoją koszulkę, która była zrobiona specjalnie dla mojej klasy. Cel był taki, żebyśmy na zawodach wyglądali jednakowo. To ubranie, będzie mi przypominało o tych wszystkich zawodach, o dreszczyku emocji o dopingowaniu. Raz tak mocno krzyczeliśmy na zawodach pływackich, że sędzia musiał nas uciszać. Jedno hasło, a wszyscy wiedzieli z jakiej jesteśmy szkoły. J-E-D-Y-N-K-A, J-E-D-Y-N-K-A, J-E-D-Y-N-K-A. Ciągle mam to słowo w swojej głowie.

moja koszulka (1)moja koszulka (2)

A co do wyjazdu do babci, to zmiana otoczenia bardzo pomaga, ale gdy wróciłam do domu, to czułam, że nie chcę tu przebywać. Już nie dużo czasu zostało do mojego wyjazdu. Naprawdę nie mogę się tego doczekać. Gdy wróciłam, to rodzice chcieli, żebym zrobiła to i to, a później tamto. Chcieli, żebym się rozdwoiła, a ja przecież też mam swoje zajęcia. Nie mogli zrozumieć, że ja robiłam coś innego. Mówi się, że to właśnie nasi rodzice znają nas bardzo dobrze. Moi znają moje personalia i tyle. Tak, naprawdę to oni mnie nie znają. Wiedzą, że piszę wiersze i robię zdjęcia. Ale nie wiedzą, że prowadzę foto-bloga czy bloga. Nie wiedzą, że medytuję itd. Wszystko to wskazuje, że nie mam zaufania do nich. Ale jak mogę mieć zaufanie, skoro oni ciągle wylewają na mnie beczkę negatywnych haseł.

Zrobiłam małe doświadczenie na sobie. Z jednej strony kartki napisałam te wszystkie negatywne komentarze, a z drugiej te pozytywne. Zgadnijcie, których było więcej. Aż sama się zdziwiłam. Negatywnych było 11, a pozytywnych 14. Więc jest lekka przewaga. Te hasła pisałam z głębi, czyli tak jak piszę wiersze. Ręka jest tylko narzędziem, przelania myśli na papier. Pomysł z doświadczeniem wpadł mi do głowy na spontanie. Naprawdę zdziwiłam się i to dość mocno, ale również odczuwałam wielką radość. Tak bardzo się cieszyłam, że to właśnie pozytywnych haseł jest więcej.

To do następnego wpisu. Cześć :) 

Basen i wyjzad

Cześć wszystkim

Ostatnio byłam na basenie. W końcu mogłam porządnie sobie popływać. Przepłynęłam aż 54 długości. Daje to wynik 1350 m. Jestem z siebie zadowolona, bo po takiej długiej przerwie aż tyle przepłynęłam. Chciałam dobić do 60, ale czasu zabrakło, ale i tak jest dobrze. Moim marzeniem jest zrobić 70 lub 80 basenów, może kiedyś mi się to uda.  Rzadko widzę, żeby ktoś robił rozgrzewkę. Wystarczy chociaż pięć minut, żeby się rozgrzać. A pozwoli, to uniknięcia kontuzji. Zawsze robię rozgrzewkę, czasem jest krótka, ale wiem, że warto poświęcić te kilka minut.

Gdy skończyłam rozgrzewkę, to zawołał mnie pewien pan i zapytał mnie się czy umiem dobrze nurkować, bo wpadły mu okulary i nie może sobie poradzić. Spróbowałam raz i nie dałam rady. Za chwilę podjęłam próbę drugą, bez efektu. No w końcu próba trzecia i okulary wyłowione. Pan mi podziękował chyba ze trzy razy. I na basenie można jakoś pomóc :)

Jutro wyjeżdżam do babci. Planuje zostać tam do soboty, a może trochę dłużej. Jadę by naładować baterie, na nowy rok szkolny. Tu już trzeba zacząć pracować od września, bo w grę wchodzi zdana dobrze matura i egzaminy zawodowe. Zmiana otoczenia, dobrze mi zrobi.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Koncert

Cześć wszystkim

„Koncert”

Dochodzi dziesiąta

Otwieram okno

I słyszę ten dźwięk

Moje uszy słyszą

Niesłychany koncert

Słyszę tylko to

Skupiam się tylko na tym

Rozmyślam i odpływam

Już wiem

Że uzależniłam się

Od tego dźwięku

Tak, od dźwięku pięknego koncertu

*Życie w XXI wieku

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nic straconego

Cześć wszystkim

We wcześniejszym wpisie pisałam, że bardzo zależało mi na oglądaniu spadających gwiazd, a akurat chmury mi nie pozwoliły delektować się tym pięknym widokiem.

Nie chciało mi się wychodzić na pole, by sprawdzić niebo. Coś mnie tchnęło, żebym jednak poszła sprawdzić. Jakbym nie sprawdziła, to bym bardzo żałowała. Może po 15 minutach, wypatrzyłam spadającą gwiazdę. Tak, jakby ona była specjalnie dla mnie. Na polu spędziłam około dwóch godzin. Trochę mało, ale i tak jestem bardzo zadowolona.

Było trochę zimno, więc musiała się cieplej ubrać. W sumie to tak wypatrzyłam około 6 spadających gwiazd. Pomyślałam życzenia, mam nadzieję, że się spełnią. Byłam taka uradowana, że jednak udało mi się coś wypatrzyć. Co prawda, były chmury, ale gwiazdy się przebijały. To była piękna noc. Tak więc, około 1:40 poszłam spać. Mama na mnie się trochę zdenerwowała, ale przecież mam wakacje. A takie noce nie zdarzają się zbytnio często.

Także, jak ktoś, tak jak ja nie oglądał spadających gwiazd z soboty na niedzielę, to jeszcze jest szansa. A do mojej mamy dałam sobie już spokój, wiem, że z nią szczerze nie mogę porozmawiać. Wczoraj ostatni raz podjęłam próbę, nic z tego. Ciągle mnie demotywuje, ale ja się tym nie przejmuje. Jeszcze tylko 20 dni. Dam radę. A jeszcze Zapraszam na mojego nowego foto bloga tu jest link:
https://foto-hobby.flog.pl/
Krótki, ten wpis jest. Czuję, że gdzieś ta wena mi zwiała :)

Do następnego wpisu. Cześć :)

Rzeka, gwiazdy i sytuacja z mamą

Cześć wszystkim

W piątek naszła mnie ochota, by pójść nad rzekę. Akuratnie mam blisko, więc mogę często chodzić. Termometr wskazywał 32 stopnie C. Pochodziłam sobie w wodzie. Usiadłam na kamieniu i zamknęłam oczy. Ten dźwięk, był tak piękny, że nie chciałam wracać do domu. Wzięłam wielki kamień i rzuciłam go z całek siły. W końcu mogłam się wyżyć. Popuszczałam sobie parę kaczek. Poczułam się jak małe dziecko. To było takie super.

W nocy z soboty na niedzielę miały być spadające gwiazdy. Na ten dzień bardzo czekałam. A tu masz, zaczął padać deszcz i w dodatku przyszła burza. Cały rok czekałam na to. Co jakąś godzinę chodziłam sprawdzać niebo, bo przecież Ziemia się obraca, więc chmury się przesuwają. Około 23:30 wyszłam na pole zobaczyć, co z niebem. Musiałam się pogodzić, że w tym roku nie będę oglądać spadających gwiazd. Byłam tak zdenerwowana, jak się dowiedziałam, że na zawodach w sztafecie będę rezerwową. Wygryzła mnie pewna fałszywa koleżanka. Wszyscy wiedzieli, że specjalnie się do tych zawodów przygotowywałam i mi bardzo zależało. Więc wczoraj odczuwałam właśnie taką złość. W piątek niebo było ładne, w czwartek też. Przez te ostatnie dni chodziłam oglądać gwiazdy, ale na sobotniej nocy zależało mi najbardziej. Gdy tak patrzę w niebo, to czuję, że odrywam się od rzeczywistości. Liczy się tu i teraz. Czuję również, że mogę wyciągnąć rękę i złapać jedną gwiazdę. Ten widok jest taki piękny, że nie chcę wracać do domu. Uwielbiam oglądać gwiazdy.

A co do sytuacji z mamą, to ten problem trochę się uspokoił. Co prawda mówi mi różne rzeczy de motywujące, ale ja się nimi nie przejmuję zbytnio. Obrzuca mnie różnymi wyzwiskami itd., ale sama nie potrafi zrozumieć, że to właśnie ona ma problem. Próbuje się na mnie wyżyć. Ale ja wiem, że muszę być silna. Jeszcze 21 dni. Wytrzymam to. We wtorek po tej całej kłótni pojawiła mi się pewna refleksja. Może los chce mnie zweryfikować czy dam sobie radę, albo chce mnie zahartować psychicznie. Może moje myślenie jest błędne, ale takie myśli pojawiły się w mojej głowie. A najbardziej mnie wkurza, że moi rodzice nie okazują mi miłości. Czyli, nie powiedzą, że są dumni, albo, że się cieszą, że dostałam tą 5 albo 4 ze sprawdzianu. Jest mi mega smutno, że nie mówią takich właśnie słów. Ostatnio przyniosłam nawet dobre świadectwo, nie dostałam ani jednego miłego czy motywującego słowa. Jest mi bardzo smutno z tego powodu.

Znów mnie okłamała (chodzi o moją mamę). Myślałam, że mogę z nią normalnie porozmawiać, a tu nic z tego. Ona nadal nie widzi problemu. Mówię spokojnie, ona zaczyna podnosić ton swojego głosu. Zamiast powiedzieć: „Ania miałaś rację. Choć porozmawiamy itd”. Nie chodzi mi o przyznanie mojej racji, tylko szczerą rozmowę. A z nią się nie da porozmawiać. Nie chcę dzwonić, ani do wujka, ani do babci, żeby im nie dokładać problemów. Chociaż wiem, że w moim wujku, mam ogromne wsparcie. Dziękuje mu bardzo za to, choć mieszka daleko, to i tak mogę do niego zadzwonić z jakimś problemem i się wygadać.

Kilka dni temu właśnie dostałam prezent od niego. Dostałam od niego fajny sweterek i spodnie, ale nie tylko to. W paczce były jeszcze rzeczy do szkoły. Ucieszyłam się bardzo, że ktoś o mnie pamięta. Wujek się cieszy, że mi się podoba. Znam sama to uczucie. Bo ja też sama uwielbiam robić miłe niespodzianki.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nie zrobiłam nic złego

Cześć wszystkim

Myślałam, że gorzej już nie może być. Najgorszy okres w moim życiu.

Mama od rana na mnie krzyczy. Zaczęło się o 7:50, że nie wstaje. Ja mówię, że mam wakacje, a ona na mnie krzyczy. Mówię uspokój się, nie krzycz, a ona powiedziała, że ona może dopiero zacząć krzyczeć. Pojechała do miasta na rowerze. Myślałam, że ochłonie. Myliłam się. Przyjechała rozjuszona jak indor. Uciekałam jej z drogi, nie odzywałam się lub spokojnie do niej mówiłam. A ona na mnie krzyczała. Babcia pojechała do ciotki, tata w pracy, więc zostałam sama z tym potworem. Padły wyzwiska w moją stronę i takie inne rzeczy, że nie dam sobie rady,  że jestem słaba itd. Dużo płakałam. Ona widziała moje łzy, a nadal krzyczała. Pytam się jej w czym tobie zawiniłam, a ona na mnie cały czas krzyczy.

Wkurzyłam się i poszłam na piechotę domi miasta. Opowiedziałam całą tą historię mojemu wujkowi, który jest dla mnie mega wielkim wsparciem. Gdy tak z nim rozmawiałam, to czas i droga leciały mi szybciej. Wyjaśnił mi kilka pewnych rzeczy. Moja mama ma taki charakter i ja wyfruwam z gniazda i się boi. Nie umie sobie z tym poradzić, więc wyładowuje się na mnie. Nie rozumie, że ja to wszystko odczuwam. Zostało mi jeszcze 26 dni, do wyprowadzki. Wujek powiedział, że mnie doskonale rozumie i, że muszę być silna, cierpliwa i nie poddać się. Muszę przejść przez to jak przez katar. Los rzucił mi mega ciężkie wyzwanie. Ale muszę walczyć i być silna. Nie dam się. Czasami ten czas tak wolno leci.

Gdy byłam na mieście spotkałam swojego kuzyna. Tak średnio go lubię, ale to co powiedział, to mnie powoli przekonuje do jego osoby. Pokazał, że mogę liczyć na niego. Plątałam się po mieście, bo co miałam robić. Chciałam być jak najdalej od domu. Spotkałam dwóch grajków. Jeden pan grał na gitarze i śpiewał. Śpiewał polskie piosenki. Usiadłam sobie na ławeczce i go słuchałam. Trochę oderwałam się od problemów, lecz nie do końca. Problemy cały czas krążyły mi po głowie. Siedziałam tak aż 40 minut i słuchałam. Zamykałam oczy, żeby lepiej się wsłuchać. Później podeszłam do tego pana i powiedziałam kilka miłych słów, również wrzuciłam mu monetę i podarowałam mu uśmiechniętą buźkę z napisem miłego dnia. Drugi pan grał jakieś 60 metrów od tamtego pana. Ten pan grał na skrzypcach, też się zatrzymałam i słuchałam. Jemu też podarowałam tą karteczkę i wrzuciłam monetę.

Teraz, gdy to piszę, to czuję ogromny ból głowy. Pomimo, że się uspokoiłam i zażyłam tabletkę. Dzisiejszy dzień mogę określić słowem masakra. Muszę być silna. Gdy wróciłam do domu, to mama trochę się uspokoiła, ale nadal czuć tą atmosferę. Jest lepiej niż było. Gdy byłam już blisko domu, to koło mnie przejeżdżało dwóch chłopców. Jakaś 5 klasa podstawówki. Jeden mówił do drugiego, „fajna jest ta okolica, nikt się nie drze”. Obecnie mieszkam na obrzeżach miasta. Do miasta mam jakieś 3 kilometry w jedną stronę. Ja dzisiaj zrobiłam dwie strony na piechotę. Przynajmniej mogłam się trochę uspokoić. Do godz. 10 w moim domu było piekło, nie dałam żadnego powodu do kłótni i nie zrobiłam nic złego.

Dobra, kończę już.Muszę to jeszcze wytrzymać do trzeciego września.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Bez sportu, czuję się jak ryba bez wody

Cześć wszystkim

Coraz rzadziej pojawiają się wpisy. Brakuje mi weny, a przede wszystkim czuję, że jestem wykończona psychicznie. Już się nie mogę doczekać trzeciego września. Za nie cały miesiąc wyprowadzam się z domu. Wiem, że już nic nie będzie takie samo, jak w domu. Przeraża mnie kuchnia. Od czasu do czasu, chciałabym sobie zrobić pierogi czy naleśniki. A jak przy kuchence mikrofalowej, to zrobię. No właśnie nie zrobię i z tego powodu bardzo cierpię.

W domu coraz częściej jest napięta atmosfera. Rozmawiam, bo chcę, żeby ta atmosfera była fajna. A jedna osoba mówi, że dla niej taka rozmowa nic nie da. Ona swoje wie i jej nie jest coś takiego potrzebne. Taka postawa doprowadza mnie do szału, żeby tylko spróbować. Kiedyś tak rozmawiałam z tą osobą i powiedziała, że boi się wyjawić swój sekret. Myślę, że jakby wyrzuciła, to co jej leży na serduchu, to by była lepszą osobą i lepsza atmosfera by panowała. U mnie w domu nie ma szczerych rozmów. Jeden drugiemu nie powie co leży na serduchu, przez to atmosfera jest taka jaka jest. Z jednej strony cieszę się, że się wyprowadzam, ale z drugiej trochę się boję, tego wszystkiego. Nie, że histeryzuję, ale odczuwam lekki strach. Słyszałam, że tylko głupi się nie boi. Wszytko będzie nowe dla mnie, ale myślę, że pierwszy tydzień to będzie dla mnie szok, ale później już się przyzwyczaję i będzie okey. Żal mi się rozstawać z moim pokojem, jest taki ładny. To moje królestwo, moje koty. Ich też będzie mi brakowało.

Jestem zorganizowana, więc myślę, że sobie poradzę. Nawet przerobiłam nieużywany notes, który siedział w szufladzie chyba ze dwa lata. Przerobiłam go  na plannera. Mi się on podoba, a przede wszystkim, to ja sama mogłam mogłam go przerobić. Uwielbiam moją kreatywność i taką pracę manualną. Podoba mi się, że to właśnie ja jestem twórcą i  to są moje pomysły. W szkole jednym z przezwisk dla mnie było pozytywnie zakręcona. Tu jakiś pomysł rzuciłam, tu coś pomogłam, tu coś zrobiłam itd. same takie pozytywy. Głównie mój dobry humor płynął ze sportu. Bo, przecież to wina endorfin :) Chcę być nadal taką pozytywną osobą, a nie jak w domu, atmosfera nadęta, domownicy w kiepskich humorach itd.

Wiem, że będzie dużo nauki itd., ale bardzo chcę się zgłosić do wolontariatu. Nie wyobrażam sobie życia bez pomagania.

A chyba najbardziej będzie mi brakowało sportu. Mają być trzy godziny wf-u. Od podstawówki byłam w klasie sportowej i tego będzie mi brakowało. Myślę nadal kontynuować swoją przygodę z bieganiem. Ale chciałabym też popływać i pojeździć na łyżwach. Tam gdzie będę chodzić do szkoły, to nie ma pływalni. Jest to małe miasteczko. W 20 minut jazdy autobusem i jestem w większym mieście. Tam jest basen i lodowisko itd. Jest to miasto większe od mojego rodzinnego miasta. Patrzyłam już na cennik i na wygląd tych obiektów i powiem szczerze, że w moim mieście rodzinnym jest o wiele lepiej. Większe lodowisko, mogłam się porządnie wyszaleć. Tego będzie mi po prostu żal. Od miasta, w którym będę mieszkać do mojego rodzinnego miasta podróż twa około 1,5 godziny. Więc czas, tu gra ogromną rolę. Nie mam pojęcia jak będą wyglądać lekcje wychowania fizycznego, oby były tak super jak w gimnazjum. Tu basen, albo łyżwy, albo stadion, albo podchody itd. Najgorsze co może zrobić nauczyciel, to dać piłkę, żeby uczniowie sobie grali. Dramat. Przepraszam za słowo, ale cholernie będzie mi brakowało czasówek na basenie, rywalizacji, wszelkich zawodów jak łyżwiarskie czy pływackie.

Dobra, cały czas mówię, że będzie mi brakowało tego czy tam tego. Bo w prawdzie taki był mój styl życia, bez sportu, nie dam rady funkcjonować. Okropnie żałuję, że to wszystko już się skończyło, ale dobra trzeba się skupić tu i teraz. Koniec z marudzeniem. Może wf nie będzie aż tak zły, jak sobie to wyobrażam. Są też zawody jak przełaj czy lekkoatletyka, ale bardzo zależy mi na pływackich czy łyżwiarskich. Może w klasie też będą takie dziewczyny, które kochają sport, tak jak ja. Zobaczę za nie cały miesiąc.

Dzięki, że wyrwaliście do końca. Muszę skupić się na tu i teraz, a nie na przeszłości. Ona zawsze pozostanie w mojej głowie.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wakacje po mojemu

Cześć wszystkim

W ubiegłym tygodniu działo się bardzo dużo. Ciągle brakowało mi siły do napisania wpisu.

Środa

W środę miałam imieniny. Zanika ta tradycja, że składa się życzenia właśnie na imieniny. Ale moi najbliżsi pamiętali o mnie. Już od rana, dzwonił mój telefon (oczywiście z życzeniami). Tata po racy przywiózł dużą pizzę. Podobno miała średnicę 60 cm. Zdziwiłam się, że jest aż taka wielka. Nawet była smaczna. Przed południem zadzwonił do mnie mój wujek. Bardzo się ucieszyłam, że z nim porozmawiałam. Powiedział mi, że się cieszy, że piszę wiersze i fotografuje. Po tych wszystkich rozmowach i życzeniach, czułam się tak radośnie, że jednak ktoś o mnie pamięta. Później poszłam do pani doktor. Wyniki mam dobre. Pani powiedziała, że jestem okazem zdrowia. I w końcu mogę chodzić na basen. A bąble na nodze znikły. Ta maść i tabletki na alergię dużo pomogły. Wieczorem zadzwoniła znów do mnie babcia. Powiedziała, żebym przyjechała, bo coś się jej zepsuło.

Czwartek

Wstałam bardzo wcześnie, żeby już z rana pojechać do babci. Akurat podwiózł mnie tata, bo jechał do pracy. W autobusie wyciągnęłam książkę, ale jakoś nie mogłam się skupić na czytaniu. Około 40 minut jazdy i jestem na miejscu. Gdy przyszłam do babci, to mój kuzyn ponownie się ucieszył, że przyjechałam. Jeszcze przed moim wyjazdem, chciałam pójść na spacer z psem. Gdy szłam z Puszkiem, to zobaczyłam znów tego chłopaka, ale był przy pracy. Ciął drzewo u mojego wujka. Gdy przyjechałam do domu, to te myśli jakoś zniknęły. Zobaczyłam samochód mojego innego wujka przed domem. Chyba po nie całych pięciu minutach, ciocia i wujek zaczęli mi składać życzenia. To było takie fajne. Przyjechali w odwiedziny, ale też złożyć mi życzenia. Podobają mi się takie szczere życzenia. Wieczorem tata powiedział jedno zdanie, które bardzo podniosło mi ciśnienie. Ogromnie się zdenerwowałam na niego. Postanowiłam, że jutro pójdę do fryzjera.

Piątek

Miałam jechać autobusem po 9:20, ale bardzo chciało mi się spać. Obudziłam się po 7, ale stwierdziłam, że nie pojadę autobusem po 9. Spałam do 11:40. Nie żartuje. Na wakacjach wstaje około 7:30. Ale chyba ciśnienie było słabe. Jednak po południu się zebrałam i pojechałam do fryzjera. W moim mieście jest bardzo dużo zakładów fryzjerskich. Wchodzę do jednego, a tam klientka z nałożoną farbą. Wchodzę do drugiego, a tam za chwilę ma przyjść umówiony klient. Wchodzę do trzeciego, a tam też pani z nałożoną farbą. Ale przyszła druga pracownica i to właśnie ona mnie obsłużyła. Chciałam z myciem, to miałam z myciem. Jestem bardzo nie zadowolona z tego salonu. Masażu głowy nie było. Bardzo dużo zapłaciłam, a były tylko podcinane końcówki. Mam włosy aż po łopatki. Ta pani przystawiła mi tylko maszynkę do włosów i gotowe. Chciałam mieć ścięte na prosto, a jak wyszłam to tego nie widziałam. Jestem zrozpaczona, bo wydałam tak dużo, a usługa mnie nie zadowala. Podobno włosy są w bardzo dobrej kondycji. Teraz, gdy zapuszczam włosy, to z myślą o przeznaczeniu ich na perukę. W 2014r ścięłam włosy aż do linii ucha. Ścięte włosy oddałam na perukę. Minęły trzy lata, a włosy urosły mi do łopatek. Myślę je jeszcze trochę zapuścić i ściąć.

Sobota

W sobotę miałam gości. Przyjechały moje ciotki. Ja ich zbytnio nie znam, ale moja babcia je zna. Były u nas chyba z trzy godziny. Później sprzątanie i takie tam inne zajęcia. Miałam bardzo dużo rzeczy do ogarnięcia, więc nie miałam czasu na pisanie wpisu.

Niedziela

Jak to zwykle bywa w ten dzień, że idzie się na Msze Święta. Ja chodzę na 7, są później, ale ja wolę z rana. Następnie z tatą pojechałam na ryby. Mam wykupioną licencję, więc trzeba korzysta. Straż rybacka pojawia się bardzo często, więc trzeba się pilnować. Jak złapią kogoś bez dokumentów, to potem ten ktoś będzie miał duże konsekwencje. Złapałam 2 małe okonie i jedną płotkę. Było dużo brań, ale ryba jakoś nie chciała się złapać. Amury wygrzewały się pod powierzchnią wody, ale jakoś nie chciały zostać złapane. Ja łowię na spławik, czyli metodą spinningową. Gdy przyjechaliśmy do domu, to zjadłam obiad i położyłam się. Bardzo fajnie jest tak pojechać nad stawy i tak się zrelaksować, odpocząć od tego wszystkiego.

Dzięki, że wytrwaliście do końca :)

Do następnego wpisu. Cześć :)