Szkolne historie

Cześć wszystkim

Rok szkolny się już skończył około dwóch tygodni temu, a ja mam głowę pełną wspomnień. Może tym wpisem chcę trochę oszukać mój mózg, że we wrześniu nadal spotkam się z moją byłą klasą. Choć to już nie jest prawdą, trzeba się pogodzić z teraźniejszością. Wpis ten będzie miał kilka historii.

Pierwsza historia

Bardzo zależało mi na piątce z biologii. Wychodziło mi +4, a na koniec dostałam mocną 4, z której jestem bardzo zadowolona. No szkoda, że nie 5, ale jest dobrze. Pamiętam ten sprawdzian, z którego brakło mi jednego punkta do 5. Ja zawsze mam takie szczęście. Albo pół punkcika z kartkówki z wosu też do 5. Za mną siedziała koleżanka, nazwijmy ją Magda, której też brakło chyba jednego punkta do piątki. Pani z biologi wpuszczała nas przed dzwonkiem do sali i zawsze najpierw rozdawała prace uczniom, a później wpisywała oceny do dziennika. Chodziły plotki, że Magda już na technice dopisywała sobie + przed oceną , tak więc zamiast 4 miała +4. Jej też zależało na piątce z biologii. Moja koleżanka wpadła na pomysł, że poprawi pewne zadanie, żeby zdobyć tego punkta. Pamiętam do dziś tą złość, którą w środku czułam. Cały sprawdzian ściągała, bo siedziała z jedną z najlepszych uczennic w klasie. Słyszałam pewne rzeczy, które działy się na sprawdzianie, bo przecież siedziałam tuż przed nimi. Gdy podeszła do pani i wskazała, że to zadanie ma dobrze, to myślałam, że po prostu się ugotuję ze złości. Ale gdy okazało się, że jednak brakuje jej pół punkta, to poczułam w trybie ekspresowym tą radość. No w końcu widziałam tą sprawiedliwość. Zaś Magda czuła tą złość, a ja radość.

Druga historia

Przez cały rok szkolny siedziałam w ławce z moim kolegą. Mało tego siedzieliśmy razem na większości przedmiotów. W pewnej sali siedzieliśmy w takiej ławce, która jest na widoku nauczyciela. Postanowiliśmy się, co jakiś czas zmieniać, czyli raz ja siedzę po lewej stronie, a raz on. Nazwijmy go Wiktor. Były to lekcje z moją byłą wychowawczynią, a tych lekcji w tygodniu było z osiem. Zauważyłam, że pani, gdy rozdawała sprawdziany, to łatwiejsza grupa była po lewej stronie. Wiktor nie chciał się zmieniać. Więc, ja postanowiłam pierwsza przed nim wchodzić do sali i zajmować krzesło po lewej stronie. Zbiegiem czasu było mi to już obojętne, po której stronie siedzę. Nie zapomnę tych naszych kłótni, które były prowadzone w sposób żartobliwy. Te ciągłe przekomarzania, nie zapomnę tego. I będzie mi tego brakowało we wrześniu.

Trzecia historia

We wtorki miałam na 8:50, ale nie miałam autobusu na tą godzinę. Więc, godzinę przeważnie siedziałam w szkole. Naszą miejscówkę, w której się przesiedziało tyle godzin, była szatnia. Po zawodach, bardzo często spędzaliśmy tam czas. Ale wracając do tematu. Były tam ławki, ale pewnego dnia pozabierali te ławki i nie było miejsca, gdzie usiąść. No oczywiście była podłoga, a ja wpadłam na pomysł, że piętro wyżej są krzesła, tuż obok biblioteki. Poszłam sobie tam usiąść. W ubiegłym roku szkolnym zmienił się mi dyrektor. Nie przypuszczałam, że będzie akuratnie on tam tędy przechodził. Już mu miałam mówić „dzień dobry”, a no pierwszy rzucił hasło „Cześć młoda”. Później oczywiście mu odpowiedziałam to zwykłe „dzień dobry”. Na pierwszych lekcjach edb, bo mieliśmy akuratnie z nim, pokazał taki dystans. Pierwsze lekcje były sztywne, cisza, ale później przyzwyczaiłam się do niego. I to co na korytarzu mi pierwszy powiedział, zaskoczyło mnie. Chyba chciał pokazać, że on też jest taki młodzieżowy, i że nie należy się go bać.

Czwarta historia

To jest dopiero historia, bo dotyczy klasowego prima aprilis. Pierwszy kwiecień wypadał w sobotę, ale ja wpadłam na pomysł, by zrobić psikusy nauczycielom. Co prawda było to w piątek i w ostatni dzień marca, ale był ubaw. Pierwszą lekcją była fizyka, postanowiliśmy, że w szatni zostawimy nasze plecaki. Pani przyniosła dziennik, ale gdzieś wyszła. Na parapecie była przygotowana dekoracja. Ktoś rzucił pomysł, by tam schować dziennik. Gdy pani weszła do sali, to od razu skapnęła się, że dziennika nie ma. Zabawiliśmy się w zabawę ciepło- zimno i dziennik się znalazł. Później kazała wyciągnąć zeszyty, a my mówiliśmy, że nie mamy plecaków. Nauczycielka nie chciała nam uwierzyć, ale w końcu się przekonała, że mówiliśmy prawdę. Wzięłam lakier do paznokci i posmarowałam nim kredę. Niestety to nie wypaliło, bo pani przełamała kredę na pół. Później był niemiecki i angielski. Postanowiliśmy, że zamienimy się kolejnością tych lekcji. Następnie był wos. Tym razem wymyśliliśmy, że schowamy się w szatni. Niestety nikt nie przewidział tego, że pan od wosu miał tam dyżur. Wpadliśmy, ale było trochę śmiechu. Naszej wychowawczyni chcieliśmy schować torebkę, ale akuratnie wtedy weszła do sali. Ale i tak miło wspominam tamten dzień. Było tyle śmiechu.

Piąta historia

Po egzaminach pani od polskiego zadała nam przeczytanie ostatniej lektury. Żeby było tego mało, to mieliśmy przeczytać tą książkę na weekendzie majowym. Ja stwierdziłam, że będę odpoczywać u babci, a nie czytać lekturę. Mieliśmy przeczytać Wiedźmina „Ostatnie życzenie” Andrzeja Sapkowskiego. Pani dała nam dłuższy termin. Powiem szczerze, że nie chciałam tego czytać. Ja jak nie przeczytam książki, to nic nie rozumiem ze streszczenia. Tą książkę przeczytało 5 osób na 27. Tym osobą, które przeczytały tą książkę, pani dała cząstkową 5 z polskiego. Bardzo ta lektura mi się spodobała. Bardzo mnie wciągnęła. Ja jak czytam książkę, to sobie to wyobrażam i przenoszę się w świat, który jest tam przedstawiony. Nawet mi się głupio zrobiło, że nie chciałam tak świetnej książki przeczytać. Polecam, bardzo ciekawa i wciągająca książka.

Dobra to już koniec. Dzięki, że wytrwaliście do końca. A może i Wy macie jakąś ciekawą historię

Do następnego wpisu. Cześć :)

Moje marzenia

Cześć wszystkim

Dzisiaj naszła mnie wielka refleksja, w której pojawiła się potężna dawka inspiracji. Jeszcze do południa padał deszcz. Nic kompletnie mi się nie chciało. Ale już popołudniu zaświeciło słońce. Mój wieczorny humor bardzo się poprawił i właśnie wtedy w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pomysłów.

W szkole ponadgimnazjalnej, do której się wybieram jest kółko fotograficzne, jest wolontariat. Chcę nadal kontynuować moją przygodę z pomaganiem. Wpadł mi pewien pomysł do głowy, ale nie wiem czy wypali. Z drugiej strony odzywa się głos, który mówi, żebym przystopowała. Bo za dużo sobie biorę na głowę. Po pierwsze nauka, na pewno będzie jej więcej niż w gimnazjum, a po drugie samodzielność. Sama będę sobie gotować.

Moja głowa ma mnóstwo pomysłów, tylko jak je wszystkie wykonać. Chcę się dobrze uczyć, chcę uprawiać sport, chcę się udzielać charytatywnie, chcę pisać wpisy na bloga, chcę ukończyć tą szkołę i dostać się na dobre studia.

Planów jest mnóstwo. Po skończeniu szkoły myślę pracować i studiować zaocznie psychologię. Jeszcze nie wiem gdzie i jaką dokładnie psychologię, ale wiem, że tym się bardzo interesuję. Początkowo ciekawiła mnie socjologia, ale teraz myślę bardziej o psychologii. Jak wszystko pójdzie dobrze, to mam nadzieje, że moje marzenia się spełnią. Może nie powinnam pisać o marzeniach, bo może się nie spełnią, ale chcę się z Wami podzielić tymi informacjami. Ciekawa jest też filozofia. A może zrobię podwójne studia? Kto to wie, co przyniesie los?

Musimy stawiać sobie cele, by do nich dążyć. W mojej głowie tworzy się mój plan na przyszłość i jaka chce być w przyszłości. Wiem, że będzie zderzenie z teraźniejszością, ale trzeba mieć marzenia.

Do tematu psychologii zainspirowało mnie kilka czynników. Pierwszym takim czynnikiem jest dom, którym nie potrafi się rozmawiać. Sama zaczęłam zadać pewne pytania, na które nikt nie potrafił mi odpowiedzieć oczywiście z dziedziny psychologii. Pewnego dnia znalazł się pewien człowiek, który zaczął odpowiadać na moje pytania i również zainspirował mnie jeszcze bardziej do psychologii. Kolejny czynnik to otoczenie. W szkole ciągle słyszałam, że się nie uda itd. Jeśli tak nastawimy nasz mózg, to na pewno nie wyjdzie. Psychologia jest bardzo ciekawa. Dużo czasu spędzam na słuchaniu, czytaniu i przeglądaniu różnych rzeczy na temat psychologii. Każdy z nas może osiągnąć dwa razy więcej niż ma. Tylko właśnie jak się pozna mechanizm działania własnego mózgu, to potrafimy robić różne rzeczy. Można tu pisać i pisać. Tu są dwa linki, które polecam.
http://mateuszgrzesiak.pl/

https://www.youtube.com/user/grzesiakm

Właśnie na YouTube jest ciekawy filmik, który mi bardzo pomaga. Zaraz dodam link do niego. Czasem jak nie mam do niczego siły, to sobie włączam i słucham. Daje mi takiego powera. Pokazuje mi, żebym sama w siebie wierzyła, jeżeli nikt we mnie nie wierzy.



A tak odbiegając od tematu. To kiedyś myślałam o dziennikarstwie. Miło wspominam, mój wywiad z panem podróżnikiem, który się nie nagrał. Choć rozmowę przeprowadzałam z nim ze dwa razy, ale najwidoczniej tak miało być. Nikt mu nie zadał pytań, po skończonej prezentacji, ja miałam kilka pytań do niego. Nie zapomnę radości pana podróżnika, że byłam tak odważna, by zadać mu kilka pytań. Nie zapomnę również jego pocałunku w moją dłoń. Pamiętam to wszystko. Pomysł do wywiadu wpadł mi do głowy na spontanie. Później oczywiście musiał być mój wewnętrzny krytyk, który mówił, że po co mi po itd. Ale zwalczyłam go i przeprowadziłam wywiad. To pokazało, że jestem ciekawa świata i lubię ryzykować, ale przy okazji dowiedziałam się kilka ciekawych rzeczy, że pomysły lub złote myśli, które przychodzą na spontanie, dają bardzo fajne i pozytywne efekty. Może i ja kiedyś też będę podróżować. Mam tyle planów. Mam nadzieję, że większość wypali. Choć życie czasem potrafi porządnie namieszać.

Jak wspomniałam na początku tego wpisu, że zamierzam się przyłączyć do wolontariatu. Mam już pewne doświadczenie, bo w gimnazjum należałam do Szkolnego Koła Caritas. Nie piszę by się chwalić, ale powiedzieć Wam, że pomaganie jest super. Pamiętam tą satysfakcję, gdy pakowaliśmy paczki żywnościowe. Taka mała rzecz, a tak pomaga. Albo kwesty. Czy to w słońcu czy to w mrozie, ale się stało. Albo stanie w sklepach i zbieranie żywności. Bolały mnie nogi okropnie, ale nie żałuję tego wysiłku. Późniejsza radość i satysfakcja to wszystko wynagradzały. Nie wiem jak to wszystko udźwignę, ale mam dużą nadzieję, że jakość dam radę. Wszystkie plany chcę wdrożyć do życia. Czy się uda, nie wiem sama. Czas pokaże.

A dzięki, że wyrwaliście do końca. Tak, tak to już koniec tego wpisu.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Szpital

Cześć wszystkim

Chyba już nie muszę pisać, że to mój kolejny wiersz

 

„Szpital”

Jedni wychodzą

Z gabinetu z uśmiechem

A inni ze złami w oczach

Diagnoza nieodwracalna

A wydaje się,

Że to tylko podbity papier

Jednak potrafi wiele namieszać

Strach o swoje lub cudze życie

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Przygoda z Archipelagiem skarbów

Cześć wszystkim

Było to rok temu, a pamiętam to do dziś. Po egzaminach trzecioklasistów w 2016 r. do mojej szkoły przyjechała grupa profilaktyczna.

Nauczyciele dobrze tym wiedzieli, ale nic nam nie powiedzieli. Już na początku tego wpisu zaznaczę, że mi osobiście bardzo się to podobało.

Program zajęć był rozłożony na dwa dni. Akurat fajnie, bo wypadło to we czwartek i w piątek. Cała ta grupa profilaktyczna nazywała się Archipelag skarbów. Może i wy też mieliście styczność z tą grupą.

Nie była to tylko przynudzająca prezentacja. Było to coś dużo fajniejszego, niż tylko siedzenie i słuchanie. Podobało mi się, że osoby, które to prowadziły dawały różne zadania dla chętnych.

Na drugi dzień był festiwal twórczości. Oczywiście był zapowiedziany. Wymyśliłam kilka rzeczy. Moja pewna koleżanka podpuściła mnie z pewnym tematem. Ni stąd, ni z owąd wzięłam kartkę i zaczęłam pisać. Ręka była tylko narzędziem. Miałam już przygotowaną prezentację, ale chciałam jeszcze coś napisać. Napisałam wiersz na temat, który mnie koleżanka podpuściła, ale nie żałuję. To popłynęło z mojego wnętrza.

Okazało się, że nie miałam żadnej konkurencji. Byłam sama. Wygrałam książkę pt. „Tajemnice Skyle” Agnieszki Grzelak . I jeszcze był autograf. Bardzo szybko zatopiłam się w jej treści. Jako, że był to tom 4, postanowiłam kupić sobie całą kolekcję od początku. Może napiszę wpis na temat całej tej serii.

tajemnice skyletajemnice skyl2ecała seriacała seri2a

Obecnie czytam tom 3 serii Więzień labiryntu pt. „Lek na śmierć” James Dashner. Polecam świetne są te serie. Ja osobiście uwielbiam fantastykę.

Pan, który był jednym z prowadzącym powiedział mi, że jestem odważna, że na taki temat napisałam wiersz. Festiwal twórczości był na samym końcu, ale przednim coś się wydarzyło.

Było pewne zadanie do wykonania. Nie było chętnych, więc się zgłosiłam. Moje zachowanie było spowodowane spontanem. Musiałam wyjść z sali. Oprócz mnie był jeszcze kolega, który też się zgłosił. Pani zawiązała mi oczy jakąś chustą, przez którą nic nie widziałam. Gdy weszłam, od razu potknęłam się o krzesło. Później okazało się, że muszę ten tor jakoś przebrnąć, z pomocą publiczności. Pamiętam, że bardzo dużo głosów krzyczało mi, że w prawo, że prosto, ale tych głosów po prostu było za dużo. Wpadłam na pomysł, że będę się obracać i się pytać, gdzie mam iść. Łatwo nie było, ale jak zastosowałam odpowiednią taktykę wszystko się udało. Po wykonaniu zadania, mogłam sobie wybrać nagrodę ze skrzyni skarbów. Od początku podobała mi się koszulka, ale nie to wyciągnęłam. W ręce wpadła mi torba, z której jestem bardzo zadowolona, bo koszulkę założę tam raz czy dwa, a z torby bardzo często korzystam.

Zaimponowało mi to, że cały ten skład mówił z głowy. Nie mieli żadnych kartek. Bardzo mi się to wydarzenie spodobało. Większość marudów narzekało, że długo, że tyłek boli od siedzenia. Ale jak to marudy, zawsze będą narzekać. Na koniec ucięłam sobie z nimi krótką pogawędkę. Nie zapomnę tego wydarzenia, to było coś cudownego. Bardzo podobają mi się takie akcje, które w taki sposób działają. A nie, że jest to drętwe gadanie i nuda.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Przemyślenia po niedzielnej rozmowie

Cześć wszystkim

W niedzielę dodałam wpis, w którym napisałam o mojej rozmowie z wujkiem. Napisałam też tam, że nie ujawnię, o czym rozmawialiśmy. Ale teraz chcę napisać o efektach tej rozmowy.

Potrzebowałam kilku dni, by mój świat wewnętrzny jakoś się uporządkował. W niedzielę już po około dwóch godzinach, czułam, że coś się zmienia. W moim wnętrzu panował bałagan, ale który już się trochę uporządkował.

Po tej rozmowie, już nie do końca uważam, że ten dom to samo bagno. Podobno moje zachowanie i myślenie, było spowodowane i jest nadal okresem dojrzewania. Może tak, bo przecież hormony wariują.

Gdy w poniedziałek jechałam, składać świadectwo, to czułam się rozbita tam w środku. Trochę nie mogłam się skupić na czytaniu książki. Dużo myślałam nad wszystkim.

Uświadomiłam sobie pewne rzeczy. Że nie należy patrzeć tylko z jednej pozycji i należy zrozumieć tę drugą osobę. Nie przejmuje się już takimi błahostkami. Nie rozumiem, po co przejmują się takimi błahostkami, które prowadzą do kłótni. Każdemu przydała by się taka rozmowa, żeby popatrzeć z całkiem innej perspektywy. W sumie do niedzieli, też się przejmowałam takimi rzeczami, ale zrozumiałam to.

Zaczęłam stosować tą taktykę, żeby słuchać i obserwować. Dużo ta metoda pokazuje. Niektóre sprawy postrzegam już inaczej. Ta rozmowa zmieniła moje myślenie.

Krótki, ale sensowny wpis.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Więzienie

Cześć wszystkim

Mój kolejny wiersz

 

Cały czas widzę

Świat przez kraty

Mam na sobie

Wciąż te same łachy

Promienie słoneczne

Docierają do mojej twarzy

Przez szpary

Tylko tak

Postrzegam ten świat

Nawet przyleciał

Do mnie ptak

I wyćwierkał mi piosenkę

Że polubiłam tą Ankę

A może niezbyt miłą fankę

Żyję pewną nadzieją

Że może kiedyś

Polepszy się mój los

Mówiąc wprost

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Kawowy ratunek

Cześć wszystkim

Kilka miesięcy temu w mojej klasie zdarzyła się niesamowita przygoda. Był wtorek. Mieliśmy lekcje od 8:00 do 14:15. W dodatku mieliśmy trzy lekcje pod rząd z naszą wychowawczynią. Na trzeciej lekcji był wos, za lekcję religii.

Mój sympatyczny kolega Mikołaj, był nie wyspany. Godzinę wcześniej mieliśmy matmę. Jest, a raczej był to kolega, który na lekcjach często dogadywał. Zagadywał nauczycieli, by nie mogli przerobić materiału nauczania. Brzmi do dziwnie, ale zawsze znalazł jakiś temat do dłuższej rozmowy z nauczycielami. Nie na przerwach, ani na dyżurach, ale właśnie na lekcjach często zagadywał.

Wracając do wosu. Poprosił nauczyciela o kawę. Tak, właśnie o kawę. Zapytał się w prost. Co prawda nauczyciel, nie zgodził się. Wcześniej zapytał matematyczkę, ona również się nie zgodziła. Pierwsza lekcja polskiego, później druga, a następie historia. Mikołaj próbował dalej, nie poddawał się.

Na początku lekcji, gdy pani weszła do sali, trzymała w dłoni filiżankę z kawą. Mój kolega usiadł pierwszej ławce i delektował się aromatem kawy. Grzecznie podziękował i poszedł umyć filiżankę. Sam zgodził się, żeby pani go przepytała.

W ubiegłym tygodniu zakończyłam gimnazjum. Jak to zwykle bywa daje się prezenty. Zaraz napiszę co ja dałam mojej wychowawczyni, ale jeszcze chcę coś napisać o Mikołaju. Nie wiem, co on dał pani, ale powiedział przy całej klasie, że dziękuje za tamten ratunek. Prawdopodobnie była to kawa i coś jeszcze słodkiego.

Ja dałam lilie. Może brzmi to zbytnio zwyczajnie. Codziennie zaglądałam do ogródka, żeby lilia rozkwitła. Była często podlewana. W piątek z rana mama mnie budzi radosnym głosem i mówi, że lilia się rozwinęła. Od zakończenia roku szkolnego minęło kilka dni, a żadna lilia się nie rozwinęła. Tak sobie myślę, że ten kwiat był specjalnie dla tej osoby.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Rozmowa

Cześć wszystkim

Wczoraj już od samego rana działo się coś złego. Na przebudzenie dostałam mocną dawkę adrenaliny. Otóż spadłam z drabiny. Nie jest to mała wysokość, podobno spadałam jak piłka. Mam stłuczoną lewą stopę, kilka siniaków. Przy chodzeniu boli mnie noga. Ale da się przeżyć.

Jutro mam jechać z kopią świadectwa i kopią egzaminu do szkoły ponadgimnazjalnej. Już o 5:50 pobudka, chociaż już są wakacje. Mój autobus jest o 6:20, później muszę łapać kolejny, który jedzie o 6:30. Muszę szybko iść, by zdążyć.

Gdy byłam w łazience, to mama zapytała się czy długo jeszcze. Niby zwykłe pytanie, ale z jakim tonem wypowiedziane. Były tam emocje negatywne. To trochę mnie dobiło i się rozpłakałam. Dobrze, że zabrałam ze sobą telefon, z którego grała muzyka.

Już się nie mogę doczekać września, kiedy się stąd wyprowadzę. Będzie ciężko, ale dam radę. Przynajmniej będę daleko od tego bagna. Nikt w domu mnie nie rozumie. Coraz częściej przekonuje się sama, że dobrą decyzję podjęłam.

Ktoś mi powiedział, że jestem osobą wrażliwą. Zgadza się, jestem wrażliwa na sztukę, jak i na cierpienie ludzi. Ten dom zabija we mnie te cechy. Gdy tak nie raz płaczę, to czuję jak łzy spływają mi po policzkach. Czuję ich smak, ale równocześnie przychodzi ulga, że te emocje wypłynęły.

A zapominałam bym dodać o wczorajszej kłótni z babcią. Porównuje to zazwyczaj do takiej bomby, która zaraz wybuchnie. Wystarczy głupi powód, a zawieszka zostaje pociągnięta. To tylko kwestia czasu, kiedy wybuchnie.

Czasami już nie daję rady. Albo medytuję, albo płaczę albo piszę wiersze. Zauważyłam u siebie, że jak przychodzi dołek emocjonalny, to chcę się komuś wygadać. Najczęściej słucham smutnych piosenek. Gdy mam ten dołek, to czuję to w środku, czuję taki duży dół. Ale zawsze po jakimś czasie mija. Dobrze, że są to emocje, które nie są na stałe.

Dzisiaj przyjechał mój wujek, z którym chciałam pogadać. Mieszka on bardzo daleko, więc rzadko on przyjeżdża. Zawsze wszyscy chcą z nim pogadać, ja wtedy usuwam się na bok. Ale już nie dałam rady i musiałam z nim pogadać. Co prawda było dużo ludzi, ale poszliśmy do samochodu i zaczęliśmy gadać. Tego bloga traktuje jako pamiętnik. Każdy kto go czyta, wchodzi do mojej prywatności, ale tym razem nie napiszę wszystkiego. Część zachowam w tajemnicy.

Mogę napisać o moich wnioskach, które wyciągnęłam z tej rozmowy. Zrozumiałam, że należy patrzyć na świat szeroko, być obserwatorem. Minęła jakaś godzina, a ja w środku mam mętlik. Ale już pewna refleksja powstaje. Dużo czasu spędziłam rozmawiając. Skupiłam się tylko na rozmowie. Wszystkie problemy zostały zepchnięte na tor boczny. Powiem wam coś w tajemnicy, chociaż ten wujek, z którym rozmawiałam, mam do niego duże zaufanie, ale nie powiedziałam o blogu. O tym nikt nie wie. Wiecie tylko wy, co czytacie tego bloga.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Koniec :(

Cześć wszystkim

Dzisiaj zakończyłam edukację w gimnazjum. O godz. 9:00 rozpoczęła się Msza Święta.

Następnie udaliśmy się do szkoły na salę gimnastyczną. Program, który był przygotowany był wzruszający. Była piosenka pt. „Ona tańczy dla mnie”. Oczywiście w przerobionej wersji. Był przygotowany filmik, który opowiadał o naszej szkole. Na koniec występu, została zaśpiewana piosenka pt. „Pokolenie”, też w przeróbce. Również dziewczyny z mojej klasy zaśpiewały bardzo wzruszającą piosenkę. Jedna z dziewczyn, która to śpiewała się rozpłakała. Wszyscy, którzy byli na scenie ryczeli. Mi też łezka w oku się zakręciła, ale nie ryczałam.

Później udaliśmy się do sal, by otrzymać świadectwa. Na początku przedstawiciele klasy podeszli do pani i wręczyli jej prezent. Pani się poryczała, choć powiedziała, że jest twarda i nie będzie płakać. Wygłosiła wzruszającą przemowę, przy której część osób się popłakała.

Rozdanie świadectw i czas ruszać w świat. Ale nie tak prędko. Przed rozstaniem, przeczytałam swój wiersz, który dla pani napisałam. Pani zaproponowała, że pójdziemy na lody, ale ktoś rzucił hasło, że pizza. Więc poszliśmy do pizzerii.

Jeszcze wczoraj patrzyłam do ogródka, żeby lilia się rozwinęła. Specjalnie dla pani wychowawczyni się rozwinęła. Wręczyłam jej, gdy wszyscy wyszli. Powiedziała mi bardzo ważną rzecz, którą na pewno zapamiętam na długo. A mianowicie, żebym była tak oryginalna i kreatywna jak jestem i, że byłam sobą przez cały czas i, żeby tak zostało i, żebym nadal pisała wiersze.

Jest piątek, a ja wyjątkowo jadłam mięso w ten dzień. Zawsze trzymam post, ale dzisiejszy dzień był inny. Źle się z tym czuję, bo zawsze poszczę. No trudno, pójdę najwyżej do spowiedzi. Demokracja zwyciężyła, jakie były pizzy, a wszystkie były z mięsem.

Większość jadła pizzę rękami, ale tylko nie liczi posługiwali się sztućcami. Mnie też namawiali, żebym jadła rękami, ale ja zostałam przy swoim. Pani zafundowała nam deser. Była to szarlotka lodami. Trochę ją to wyniosło. Powiedziała, że jesteśmy ostatnią gimnazjalną jej klasą, i że byliśmy super klasą.

Obok nas siedziała klasa przeciwna, ale już bez ich wychowawczyni. Nie to co nasza wychowawczyni. Piękne momenty wzruszeń na pewno zapadną na długo w pamięci. Dobrze, że są wspólne zdjęcia. Teraz, gdy piszę ten wpis uświadomiłam sobie, że żałuje tego, że się roztajemy. Przez 9 lat wspólnie. Teraz chce mi się płakać. Za dwa miesiące nie będzie to już samo. Najlepsza wychowawczyni na świecie. Dopada mnie dołek z tego powodu, że to już koniec.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Teatr

Cześć wszystkim

Rok szkolny się kończy, a ja mam kilka historii do napisania związane ze szkołą.

Chyba w połowie marca bieżącego roku moja klasa była w teatrze. Dużo osób nie pojechało, gdyż spektakl był wieczorem i był w piątek. Ja się od razu zgodziłam. W prawdzie wolę pójść do teatru niż na film do kina.

Musieliśmy mieć kilka lekcji. A około południa wyruszyliśmy w stronę Krakowa. Moja nauczycielka postanowiła, że przed teatrem wejdziemy do Galerii Krakowskiej. Ja od razu postanowiłam, że idę do pizzerii Hut. Moim zdaniem jest to najlepsza pizzeria. No chyba, że oprócz włoskiej, ale jeszcze jej nie próbowałam.

Przykleiła się do mnie koleżanka, z którą siedziałam w autobusie. Na początku byłam lekko zdenerwowana, ale później było fajnie. Do naszej dwójki dołączyły się jeszcze dwie inne osoby. Była to również koleżanka i kolega. Oni we trójkę zamówili sobie dużą pizzę, zaś ja sobie zamówiłam małą. Gdy kończyłam jeść ostatni kawałek, czułam, że jestem najedzona. Reszta moich towarzyszy mi po dziękowała za ten pomysł. Oni nie wiedzieli, co mają zrobić ze swoim czasem wolnym. A tak to ja rzuciłam pomysł i było fajnie.

Czekając na pizze, pogawędziliśmy sobie. Nie rozumiem jednej rzeczy. A mianowicie, jak kelnerka przyniosła nam jedzenie, to moi współbiesiadnicy zaczęli jeść pizzę rękami. Były talerze i były szczućce. Ja od początku posługiwałam się szczućcami, zaś niektórzy z mojego stolika stwierdzili, że pizzę ciężko się kroi to wezmę ją w palce.

A tak narzekali na lekcje techniki, gdy pani nam opowiadała różne takie rzeczy np. na temat szczućów. Zrozumiałam bym, gdyby to był fast- food, ale nie pizzeria. Kiedyś też byłam, ale to z inną koleżanką w pizzerii. Jej zachowanie było karygodne. W tedy miałyśmy po 15 lub 14 lat. Nie umiała się zachowa w takim miejscu.

Wiem, ten wpis miał dotyczyć wycieczki, ale jeszcze przytoczę wam ostatnią historię.

Rok temu moja klasa była na dwudniowej wycieczce. Mieszkaliśmy w pensjonacie. Przyszliśmy na obiad. Przy stoliku siedziałyśmy we cztery osoby. Pani przyniosła wazę, w której była zupa. Był chyba rosół. Jak to bywa w rosole jest jeszcze marchewka, pietruszka i takie tam inne. Jak dziewczyny sobie to nalewały, to była jakaś masakra. Tylko, żeby nie było marchewki na talerzu.

Ja też nie jestem święta, bo w domu też wybrzydzam. Ale no, jak jestem gdzieś u obcego to jem wszystko. A nie, że tego nie lubię czy tam tego.

Dobra czas wrócić do wycieczki.

O 19:30 rozpoczął się spektakl. Był bardzo ciekawy. Było dużo muzyki. Aktorzy na bis przyszli i zagrali jeszcze jeden przebój. Nawet nasz nauczyciel, który jest trochę sztywny, wtedy się rozluźnił. Nie żałowałam a ni tego czasu, a ni pieniędzy. Oglądając przedstawienie, skupiłam się na tym co tu i teraz. Wkręciłam się i sama zaczęłam śpiewać. Było dużo śmiechu. Takie coś, to ja lubię. Po skończonym spektaklu, nauczyciele się mnie pytali czy zrozumiałam sztukę. A ja mówię, że tak. Moim zdaniem chodziło o to, żeby robić to co się lubi,a nie to co nam społeczeństwo narzuca.

Miasto wieczorem wyglądało bajkowo. Nie zapomnę tam tego dnia. To była cudowna przygoda.

Do następnego wpisu. Cześć :)