Archiwa kategorii: Pamiętnik

Basen i wyjzad

Cześć wszystkim

Ostatnio byłam na basenie. W końcu mogłam porządnie sobie popływać. Przepłynęłam aż 54 długości. Daje to wynik 1350 m. Jestem z siebie zadowolona, bo po takiej długiej przerwie aż tyle przepłynęłam. Chciałam dobić do 60, ale czasu zabrakło, ale i tak jest dobrze. Moim marzeniem jest zrobić 70 lub 80 basenów, może kiedyś mi się to uda.  Rzadko widzę, żeby ktoś robił rozgrzewkę. Wystarczy chociaż pięć minut, żeby się rozgrzać. A pozwoli, to uniknięcia kontuzji. Zawsze robię rozgrzewkę, czasem jest krótka, ale wiem, że warto poświęcić te kilka minut.

Gdy skończyłam rozgrzewkę, to zawołał mnie pewien pan i zapytał mnie się czy umiem dobrze nurkować, bo wpadły mu okulary i nie może sobie poradzić. Spróbowałam raz i nie dałam rady. Za chwilę podjęłam próbę drugą, bez efektu. No w końcu próba trzecia i okulary wyłowione. Pan mi podziękował chyba ze trzy razy. I na basenie można jakoś pomóc :)

Jutro wyjeżdżam do babci. Planuje zostać tam do soboty, a może trochę dłużej. Jadę by naładować baterie, na nowy rok szkolny. Tu już trzeba zacząć pracować od września, bo w grę wchodzi zdana dobrze matura i egzaminy zawodowe. Zmiana otoczenia, dobrze mi zrobi.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nic straconego

Cześć wszystkim

We wcześniejszym wpisie pisałam, że bardzo zależało mi na oglądaniu spadających gwiazd, a akurat chmury mi nie pozwoliły delektować się tym pięknym widokiem.

Nie chciało mi się wychodzić na pole, by sprawdzić niebo. Coś mnie tchnęło, żebym jednak poszła sprawdzić. Jakbym nie sprawdziła, to bym bardzo żałowała. Może po 15 minutach, wypatrzyłam spadającą gwiazdę. Tak, jakby ona była specjalnie dla mnie. Na polu spędziłam około dwóch godzin. Trochę mało, ale i tak jestem bardzo zadowolona.

Było trochę zimno, więc musiała się cieplej ubrać. W sumie to tak wypatrzyłam około 6 spadających gwiazd. Pomyślałam życzenia, mam nadzieję, że się spełnią. Byłam taka uradowana, że jednak udało mi się coś wypatrzyć. Co prawda, były chmury, ale gwiazdy się przebijały. To była piękna noc. Tak więc, około 1:40 poszłam spać. Mama na mnie się trochę zdenerwowała, ale przecież mam wakacje. A takie noce nie zdarzają się zbytnio często.

Także, jak ktoś, tak jak ja nie oglądał spadających gwiazd z soboty na niedzielę, to jeszcze jest szansa. A do mojej mamy dałam sobie już spokój, wiem, że z nią szczerze nie mogę porozmawiać. Wczoraj ostatni raz podjęłam próbę, nic z tego. Ciągle mnie demotywuje, ale ja się tym nie przejmuje. Jeszcze tylko 20 dni. Dam radę. A jeszcze Zapraszam na mojego nowego foto bloga tu jest link:
https://foto-hobby.flog.pl/
Krótki, ten wpis jest. Czuję, że gdzieś ta wena mi zwiała :)

Do następnego wpisu. Cześć :)

Rzeka, gwiazdy i sytuacja z mamą

Cześć wszystkim

W piątek naszła mnie ochota, by pójść nad rzekę. Akuratnie mam blisko, więc mogę często chodzić. Termometr wskazywał 32 stopnie C. Pochodziłam sobie w wodzie. Usiadłam na kamieniu i zamknęłam oczy. Ten dźwięk, był tak piękny, że nie chciałam wracać do domu. Wzięłam wielki kamień i rzuciłam go z całek siły. W końcu mogłam się wyżyć. Popuszczałam sobie parę kaczek. Poczułam się jak małe dziecko. To było takie super.

W nocy z soboty na niedzielę miały być spadające gwiazdy. Na ten dzień bardzo czekałam. A tu masz, zaczął padać deszcz i w dodatku przyszła burza. Cały rok czekałam na to. Co jakąś godzinę chodziłam sprawdzać niebo, bo przecież Ziemia się obraca, więc chmury się przesuwają. Około 23:30 wyszłam na pole zobaczyć, co z niebem. Musiałam się pogodzić, że w tym roku nie będę oglądać spadających gwiazd. Byłam tak zdenerwowana, jak się dowiedziałam, że na zawodach w sztafecie będę rezerwową. Wygryzła mnie pewna fałszywa koleżanka. Wszyscy wiedzieli, że specjalnie się do tych zawodów przygotowywałam i mi bardzo zależało. Więc wczoraj odczuwałam właśnie taką złość. W piątek niebo było ładne, w czwartek też. Przez te ostatnie dni chodziłam oglądać gwiazdy, ale na sobotniej nocy zależało mi najbardziej. Gdy tak patrzę w niebo, to czuję, że odrywam się od rzeczywistości. Liczy się tu i teraz. Czuję również, że mogę wyciągnąć rękę i złapać jedną gwiazdę. Ten widok jest taki piękny, że nie chcę wracać do domu. Uwielbiam oglądać gwiazdy.

A co do sytuacji z mamą, to ten problem trochę się uspokoił. Co prawda mówi mi różne rzeczy de motywujące, ale ja się nimi nie przejmuję zbytnio. Obrzuca mnie różnymi wyzwiskami itd., ale sama nie potrafi zrozumieć, że to właśnie ona ma problem. Próbuje się na mnie wyżyć. Ale ja wiem, że muszę być silna. Jeszcze 21 dni. Wytrzymam to. We wtorek po tej całej kłótni pojawiła mi się pewna refleksja. Może los chce mnie zweryfikować czy dam sobie radę, albo chce mnie zahartować psychicznie. Może moje myślenie jest błędne, ale takie myśli pojawiły się w mojej głowie. A najbardziej mnie wkurza, że moi rodzice nie okazują mi miłości. Czyli, nie powiedzą, że są dumni, albo, że się cieszą, że dostałam tą 5 albo 4 ze sprawdzianu. Jest mi mega smutno, że nie mówią takich właśnie słów. Ostatnio przyniosłam nawet dobre świadectwo, nie dostałam ani jednego miłego czy motywującego słowa. Jest mi bardzo smutno z tego powodu.

Znów mnie okłamała (chodzi o moją mamę). Myślałam, że mogę z nią normalnie porozmawiać, a tu nic z tego. Ona nadal nie widzi problemu. Mówię spokojnie, ona zaczyna podnosić ton swojego głosu. Zamiast powiedzieć: „Ania miałaś rację. Choć porozmawiamy itd”. Nie chodzi mi o przyznanie mojej racji, tylko szczerą rozmowę. A z nią się nie da porozmawiać. Nie chcę dzwonić, ani do wujka, ani do babci, żeby im nie dokładać problemów. Chociaż wiem, że w moim wujku, mam ogromne wsparcie. Dziękuje mu bardzo za to, choć mieszka daleko, to i tak mogę do niego zadzwonić z jakimś problemem i się wygadać.

Kilka dni temu właśnie dostałam prezent od niego. Dostałam od niego fajny sweterek i spodnie, ale nie tylko to. W paczce były jeszcze rzeczy do szkoły. Ucieszyłam się bardzo, że ktoś o mnie pamięta. Wujek się cieszy, że mi się podoba. Znam sama to uczucie. Bo ja też sama uwielbiam robić miłe niespodzianki.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nie zrobiłam nic złego

Cześć wszystkim

Myślałam, że gorzej już nie może być. Najgorszy okres w moim życiu.

Mama od rana na mnie krzyczy. Zaczęło się o 7:50, że nie wstaje. Ja mówię, że mam wakacje, a ona na mnie krzyczy. Mówię uspokój się, nie krzycz, a ona powiedziała, że ona może dopiero zacząć krzyczeć. Pojechała do miasta na rowerze. Myślałam, że ochłonie. Myliłam się. Przyjechała rozjuszona jak indor. Uciekałam jej z drogi, nie odzywałam się lub spokojnie do niej mówiłam. A ona na mnie krzyczała. Babcia pojechała do ciotki, tata w pracy, więc zostałam sama z tym potworem. Padły wyzwiska w moją stronę i takie inne rzeczy, że nie dam sobie rady,  że jestem słaba itd. Dużo płakałam. Ona widziała moje łzy, a nadal krzyczała. Pytam się jej w czym tobie zawiniłam, a ona na mnie cały czas krzyczy.

Wkurzyłam się i poszłam na piechotę domi miasta. Opowiedziałam całą tą historię mojemu wujkowi, który jest dla mnie mega wielkim wsparciem. Gdy tak z nim rozmawiałam, to czas i droga leciały mi szybciej. Wyjaśnił mi kilka pewnych rzeczy. Moja mama ma taki charakter i ja wyfruwam z gniazda i się boi. Nie umie sobie z tym poradzić, więc wyładowuje się na mnie. Nie rozumie, że ja to wszystko odczuwam. Zostało mi jeszcze 26 dni, do wyprowadzki. Wujek powiedział, że mnie doskonale rozumie i, że muszę być silna, cierpliwa i nie poddać się. Muszę przejść przez to jak przez katar. Los rzucił mi mega ciężkie wyzwanie. Ale muszę walczyć i być silna. Nie dam się. Czasami ten czas tak wolno leci.

Gdy byłam na mieście spotkałam swojego kuzyna. Tak średnio go lubię, ale to co powiedział, to mnie powoli przekonuje do jego osoby. Pokazał, że mogę liczyć na niego. Plątałam się po mieście, bo co miałam robić. Chciałam być jak najdalej od domu. Spotkałam dwóch grajków. Jeden pan grał na gitarze i śpiewał. Śpiewał polskie piosenki. Usiadłam sobie na ławeczce i go słuchałam. Trochę oderwałam się od problemów, lecz nie do końca. Problemy cały czas krążyły mi po głowie. Siedziałam tak aż 40 minut i słuchałam. Zamykałam oczy, żeby lepiej się wsłuchać. Później podeszłam do tego pana i powiedziałam kilka miłych słów, również wrzuciłam mu monetę i podarowałam mu uśmiechniętą buźkę z napisem miłego dnia. Drugi pan grał jakieś 60 metrów od tamtego pana. Ten pan grał na skrzypcach, też się zatrzymałam i słuchałam. Jemu też podarowałam tą karteczkę i wrzuciłam monetę.

Teraz, gdy to piszę, to czuję ogromny ból głowy. Pomimo, że się uspokoiłam i zażyłam tabletkę. Dzisiejszy dzień mogę określić słowem masakra. Muszę być silna. Gdy wróciłam do domu, to mama trochę się uspokoiła, ale nadal czuć tą atmosferę. Jest lepiej niż było. Gdy byłam już blisko domu, to koło mnie przejeżdżało dwóch chłopców. Jakaś 5 klasa podstawówki. Jeden mówił do drugiego, „fajna jest ta okolica, nikt się nie drze”. Obecnie mieszkam na obrzeżach miasta. Do miasta mam jakieś 3 kilometry w jedną stronę. Ja dzisiaj zrobiłam dwie strony na piechotę. Przynajmniej mogłam się trochę uspokoić. Do godz. 10 w moim domu było piekło, nie dałam żadnego powodu do kłótni i nie zrobiłam nic złego.

Dobra, kończę już.Muszę to jeszcze wytrzymać do trzeciego września.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Bez sportu, czuję się jak ryba bez wody

Cześć wszystkim

Coraz rzadziej pojawiają się wpisy. Brakuje mi weny, a przede wszystkim czuję, że jestem wykończona psychicznie. Już się nie mogę doczekać trzeciego września. Za nie cały miesiąc wyprowadzam się z domu. Wiem, że już nic nie będzie takie samo, jak w domu. Przeraża mnie kuchnia. Od czasu do czasu, chciałabym sobie zrobić pierogi czy naleśniki. A jak przy kuchence mikrofalowej, to zrobię. No właśnie nie zrobię i z tego powodu bardzo cierpię.

W domu coraz częściej jest napięta atmosfera. Rozmawiam, bo chcę, żeby ta atmosfera była fajna. A jedna osoba mówi, że dla niej taka rozmowa nic nie da. Ona swoje wie i jej nie jest coś takiego potrzebne. Taka postawa doprowadza mnie do szału, żeby tylko spróbować. Kiedyś tak rozmawiałam z tą osobą i powiedziała, że boi się wyjawić swój sekret. Myślę, że jakby wyrzuciła, to co jej leży na serduchu, to by była lepszą osobą i lepsza atmosfera by panowała. U mnie w domu nie ma szczerych rozmów. Jeden drugiemu nie powie co leży na serduchu, przez to atmosfera jest taka jaka jest. Z jednej strony cieszę się, że się wyprowadzam, ale z drugiej trochę się boję, tego wszystkiego. Nie, że histeryzuję, ale odczuwam lekki strach. Słyszałam, że tylko głupi się nie boi. Wszytko będzie nowe dla mnie, ale myślę, że pierwszy tydzień to będzie dla mnie szok, ale później już się przyzwyczaję i będzie okey. Żal mi się rozstawać z moim pokojem, jest taki ładny. To moje królestwo, moje koty. Ich też będzie mi brakowało.

Jestem zorganizowana, więc myślę, że sobie poradzę. Nawet przerobiłam nieużywany notes, który siedział w szufladzie chyba ze dwa lata. Przerobiłam go  na plannera. Mi się on podoba, a przede wszystkim, to ja sama mogłam mogłam go przerobić. Uwielbiam moją kreatywność i taką pracę manualną. Podoba mi się, że to właśnie ja jestem twórcą i  to są moje pomysły. W szkole jednym z przezwisk dla mnie było pozytywnie zakręcona. Tu jakiś pomysł rzuciłam, tu coś pomogłam, tu coś zrobiłam itd. same takie pozytywy. Głównie mój dobry humor płynął ze sportu. Bo, przecież to wina endorfin :) Chcę być nadal taką pozytywną osobą, a nie jak w domu, atmosfera nadęta, domownicy w kiepskich humorach itd.

Wiem, że będzie dużo nauki itd., ale bardzo chcę się zgłosić do wolontariatu. Nie wyobrażam sobie życia bez pomagania.

A chyba najbardziej będzie mi brakowało sportu. Mają być trzy godziny wf-u. Od podstawówki byłam w klasie sportowej i tego będzie mi brakowało. Myślę nadal kontynuować swoją przygodę z bieganiem. Ale chciałabym też popływać i pojeździć na łyżwach. Tam gdzie będę chodzić do szkoły, to nie ma pływalni. Jest to małe miasteczko. W 20 minut jazdy autobusem i jestem w większym mieście. Tam jest basen i lodowisko itd. Jest to miasto większe od mojego rodzinnego miasta. Patrzyłam już na cennik i na wygląd tych obiektów i powiem szczerze, że w moim mieście rodzinnym jest o wiele lepiej. Większe lodowisko, mogłam się porządnie wyszaleć. Tego będzie mi po prostu żal. Od miasta, w którym będę mieszkać do mojego rodzinnego miasta podróż twa około 1,5 godziny. Więc czas, tu gra ogromną rolę. Nie mam pojęcia jak będą wyglądać lekcje wychowania fizycznego, oby były tak super jak w gimnazjum. Tu basen, albo łyżwy, albo stadion, albo podchody itd. Najgorsze co może zrobić nauczyciel, to dać piłkę, żeby uczniowie sobie grali. Dramat. Przepraszam za słowo, ale cholernie będzie mi brakowało czasówek na basenie, rywalizacji, wszelkich zawodów jak łyżwiarskie czy pływackie.

Dobra, cały czas mówię, że będzie mi brakowało tego czy tam tego. Bo w prawdzie taki był mój styl życia, bez sportu, nie dam rady funkcjonować. Okropnie żałuję, że to wszystko już się skończyło, ale dobra trzeba się skupić tu i teraz. Koniec z marudzeniem. Może wf nie będzie aż tak zły, jak sobie to wyobrażam. Są też zawody jak przełaj czy lekkoatletyka, ale bardzo zależy mi na pływackich czy łyżwiarskich. Może w klasie też będą takie dziewczyny, które kochają sport, tak jak ja. Zobaczę za nie cały miesiąc.

Dzięki, że wyrwaliście do końca. Muszę skupić się na tu i teraz, a nie na przeszłości. Ona zawsze pozostanie w mojej głowie.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wakacje po mojemu

Cześć wszystkim

W ubiegłym tygodniu działo się bardzo dużo. Ciągle brakowało mi siły do napisania wpisu.

Środa

W środę miałam imieniny. Zanika ta tradycja, że składa się życzenia właśnie na imieniny. Ale moi najbliżsi pamiętali o mnie. Już od rana, dzwonił mój telefon (oczywiście z życzeniami). Tata po racy przywiózł dużą pizzę. Podobno miała średnicę 60 cm. Zdziwiłam się, że jest aż taka wielka. Nawet była smaczna. Przed południem zadzwonił do mnie mój wujek. Bardzo się ucieszyłam, że z nim porozmawiałam. Powiedział mi, że się cieszy, że piszę wiersze i fotografuje. Po tych wszystkich rozmowach i życzeniach, czułam się tak radośnie, że jednak ktoś o mnie pamięta. Później poszłam do pani doktor. Wyniki mam dobre. Pani powiedziała, że jestem okazem zdrowia. I w końcu mogę chodzić na basen. A bąble na nodze znikły. Ta maść i tabletki na alergię dużo pomogły. Wieczorem zadzwoniła znów do mnie babcia. Powiedziała, żebym przyjechała, bo coś się jej zepsuło.

Czwartek

Wstałam bardzo wcześnie, żeby już z rana pojechać do babci. Akurat podwiózł mnie tata, bo jechał do pracy. W autobusie wyciągnęłam książkę, ale jakoś nie mogłam się skupić na czytaniu. Około 40 minut jazdy i jestem na miejscu. Gdy przyszłam do babci, to mój kuzyn ponownie się ucieszył, że przyjechałam. Jeszcze przed moim wyjazdem, chciałam pójść na spacer z psem. Gdy szłam z Puszkiem, to zobaczyłam znów tego chłopaka, ale był przy pracy. Ciął drzewo u mojego wujka. Gdy przyjechałam do domu, to te myśli jakoś zniknęły. Zobaczyłam samochód mojego innego wujka przed domem. Chyba po nie całych pięciu minutach, ciocia i wujek zaczęli mi składać życzenia. To było takie fajne. Przyjechali w odwiedziny, ale też złożyć mi życzenia. Podobają mi się takie szczere życzenia. Wieczorem tata powiedział jedno zdanie, które bardzo podniosło mi ciśnienie. Ogromnie się zdenerwowałam na niego. Postanowiłam, że jutro pójdę do fryzjera.

Piątek

Miałam jechać autobusem po 9:20, ale bardzo chciało mi się spać. Obudziłam się po 7, ale stwierdziłam, że nie pojadę autobusem po 9. Spałam do 11:40. Nie żartuje. Na wakacjach wstaje około 7:30. Ale chyba ciśnienie było słabe. Jednak po południu się zebrałam i pojechałam do fryzjera. W moim mieście jest bardzo dużo zakładów fryzjerskich. Wchodzę do jednego, a tam klientka z nałożoną farbą. Wchodzę do drugiego, a tam za chwilę ma przyjść umówiony klient. Wchodzę do trzeciego, a tam też pani z nałożoną farbą. Ale przyszła druga pracownica i to właśnie ona mnie obsłużyła. Chciałam z myciem, to miałam z myciem. Jestem bardzo nie zadowolona z tego salonu. Masażu głowy nie było. Bardzo dużo zapłaciłam, a były tylko podcinane końcówki. Mam włosy aż po łopatki. Ta pani przystawiła mi tylko maszynkę do włosów i gotowe. Chciałam mieć ścięte na prosto, a jak wyszłam to tego nie widziałam. Jestem zrozpaczona, bo wydałam tak dużo, a usługa mnie nie zadowala. Podobno włosy są w bardzo dobrej kondycji. Teraz, gdy zapuszczam włosy, to z myślą o przeznaczeniu ich na perukę. W 2014r ścięłam włosy aż do linii ucha. Ścięte włosy oddałam na perukę. Minęły trzy lata, a włosy urosły mi do łopatek. Myślę je jeszcze trochę zapuścić i ściąć.

Sobota

W sobotę miałam gości. Przyjechały moje ciotki. Ja ich zbytnio nie znam, ale moja babcia je zna. Były u nas chyba z trzy godziny. Później sprzątanie i takie tam inne zajęcia. Miałam bardzo dużo rzeczy do ogarnięcia, więc nie miałam czasu na pisanie wpisu.

Niedziela

Jak to zwykle bywa w ten dzień, że idzie się na Msze Święta. Ja chodzę na 7, są później, ale ja wolę z rana. Następnie z tatą pojechałam na ryby. Mam wykupioną licencję, więc trzeba korzysta. Straż rybacka pojawia się bardzo często, więc trzeba się pilnować. Jak złapią kogoś bez dokumentów, to potem ten ktoś będzie miał duże konsekwencje. Złapałam 2 małe okonie i jedną płotkę. Było dużo brań, ale ryba jakoś nie chciała się złapać. Amury wygrzewały się pod powierzchnią wody, ale jakoś nie chciały zostać złapane. Ja łowię na spławik, czyli metodą spinningową. Gdy przyjechaliśmy do domu, to zjadłam obiad i położyłam się. Bardzo fajnie jest tak pojechać nad stawy i tak się zrelaksować, odpocząć od tego wszystkiego.

Dzięki, że wytrwaliście do końca :)

Do następnego wpisu. Cześć :)

To już roczek- wow :)

Cześć wszystkim

Dokładnie 25 lipca 2016r. na tym blogu pojawił się pierwszy wpis. Pierwsze urodzinki mojego bloga. Może to nic wielkiego, bo o blogowaniu mogą mówić te osoby, które piszą już kilka lat. Ale jakby się tak zastanowić, to one też musiały mieć jakieś początki.

Bardzo się cieszę, że odważyłam się założyć bloga. Po pewnym czasie zaczął dręczyć mnie pewien problem, żeby usunąć konto i porzucić bloga. W tedy myślałam, że nikt nie czyta moich wpisów itd. Ale teraz z perspektywy czasu, nie żałuje, że mam bloga. Mój tata zawsze powtarza „Cierpliwość jest zawsze wynagradzana”. To są święte słowa, a czasami jestem w gorącej wodzie kąpana.

Podam wam prosty przykład. Zbliżał się koniec zawodów wędkarskich. Chyba zostało 5 minut do zakończenia. Ja chciałam już wyciągać wędkę, a tata mówi, żebym jeszcze zostawiła. Posłuchałam go i nie żałuję. Akuratnie pod koniec zawodów złapałam rybę. Warto było czekać.

Podobnie jest z blogiem. Warto było czekać. Gdy dostaje komentarze od Was, to czuję niesamowitą radość, że jednak ktoś czyta moje notatki. W maju nie było żadnego sensownego wpisu, już to wyjaśniałam, jaka była przyczyna. Ale chcę powiedzieć, że jak przez dłuższy czas nie piszę, to czuję, że czegoś mi brakuje. Podobnie mam ze sportem. Porównuje to do obrazka puzzli, gdy brakuje tego jednego elementu, to obrazek nie jest kompletny. Tak właśnie ja to odczuwam.

Bardzo dużo wpisów jest z kategorii pamiętnik, ale wierszy też jest dużo, no może nie tak dużo jak pamiętnika, ale jest. Na moim blogu można znaleźć poradniki i coś na temat wiary. Bloga traktuje jako pamiętnik, ale nie tylko.

Może niedługo pojawią się inne wpisy z całkiem innej kategorii, to wszystko zależy od mojej wyobraźni i od weny. Bo, przecież bez weny nawet nie napisze wypracowania na polski. Wyobraźnię łatwo uruchomić, ale wenę już nie. Choć może to idzie razem w parze?

Pisałam już,  że jedna z wielu moich pasji jest fotografia. Zdjęcia zabierają bardzo dużo miejsca na blogu. Postanowiłam założyć specjalnie fotobloga. A tu link do niego:
https://foto-hobby.flog.pl/

Ktoś mi powiedział, że prowadzenie pamiętnika, nie jest takie złe. Bo za kilka lat możemy zobaczyć, jak myśleliśmy w danych chwilach. Czasami ludzie wyśmiewają, że on czy ona prowadzi bloga czy pamiętnik. Zapisywanie swoich odczuć, jest dobrym sposobem, by wyrzucić pewne rzeczy, które ciążą nam tam w środku. Bo przecież każdy w środku jest sam.

Wiem, że już wspominałam, że nikomu nie powiedziałam o blogu, ale czasem mam ochotę powiedzieć. Nie lubię plotkowania, a ludzie to uwielbiają. Blog niech to będzie naszą wspólną tajemnicą.

I wiecie,co na chwilę obecną nie zamierzam porzucać bloga. Zamierzam go nadal kontynuować. Bardzo się cieszę, że czytacie mojego bloga i bardzo Wam za to Dziękuje :) Jak widzę jakiś nowy komentarz, to od razu mam lepszy humor i pojawia się wielki uśmiech na mojej twarzy. Naprawdę Wielkie Dzięki Wam za to :)

A teraz może coś o mnie. Bo nie ma żadnych informacji z kim macie do czynienia :)

Tak więc mam na imię Ania. To imię już padło w wierszu pt. „Ucieczka”. W nadchodzącym roku szkolnym będę chodziła do klasy leśniczej. Obecnie w klasie będzie nas aż 8 kobiet i 11 chłopaków.  Już jest to pewne na 200%. Wrażliwa, kochająca uprawiać sport i nie wyobraża sobie życia bez sportu, lubiąca sprawiać miłe niespodzianki, lubiąca włączać się w różne akcje charytatywne, lubiąca czytać fantastykę.

Bardzo lubię zwierzęta. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie nieraz są tak okrutni. Porozrzucane kawałki kiełbasy, z haczykami. Pies przywiązany do torów. Całe szczęście, że jakiś pan przechodził i uwolnił tego pasa. Albo pies zostawiony na bagnach, z workiem przywiązanych kamieni do szyi. Ten pies też został uwolniony. Naprawdę nie rozumiem tego.

Sama mam dwa koty. Z czego jednego przygarnęłam, bo ktoś wyrzucił małe kotki nad rzeką. Jeden trafił do nas, a drugi do mojej koleżanki. Mama nie chętnie się zgodziła, bo mieliśmy już jednego, ale w końcu, go przygarnęliśmy. Nazwaliśmy go Ciapek, bo ma charakterystyczne plamki na futerku. A drugi jest Felek.

Felek 2 felek 3felek 4felek 6Ciapek Ciapek 2ciapek 3ciapek 4

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wakacyjne wydarzeia

Cześć wszystkim

Tak więc, wróciłam we wtorek do domu. Autobus do domu miałam kilka minut po 9. Gdy wróciłam, to dom był pusty. Mama w mieście, babcia pojechała do ciotki a tata w pracy. Nie miałam nawet czasu zobaczyć, co się dzieje w świecie. Mama na przystanku dała mi torby z zakupami. Wtedy naprawdę wyglądałam jak „baba z jarmarku”. Walizka w jednej ręce, torby w drugiej. Zanim się wypakowałam i włączyłam pralkę, to trochę czasu to zajęło. A jeszcze kot domagał się jedzenia. Mama powiedziała, żebym jeszcze odkurzyła. Po południu akurat, gdy włączyłam laptopa, to przyjechał tata i powiedział, żebym się zbiegała, bo jedziemy po zakupy. Kupiliśmy komplet pościeli i poszliśmy do sklepu papierniczego. Gdy mieliśmy wychodzić, to powiedziałam, że jest przywieszony fajny plecak. Bardzo rzucał się w oczy, bo był stonowany, a wszystkie inne plecaki były pstrokate. Mi się od razu spodobał. Ma bardzo dużo zakamarków, takie plecaki lubię. Jestem zadowolona, że ja pierwsza przed rodzicami wypatrzyłam ten plecak. Gdy przyjechaliśmy, to był już późny wieczór. Nawet nie miałam już siły pisać wpisu.

W środę był ładny kabaret. Rano pojechałam do miasta, by zakupić jeszcze kilka rzeczy. Gdy wróciłam do domu, to zauważyłam, że na nodze mam wielkie bąble. Byłam tylko na malinach Nie wiem co mnie ugryzło. Pojechałam do lekarza. Lekarka przepisała tabletki i maść na alergię. Wczoraj miałam badanie krwi. Zobaczymy co ono pokaże. Jak na razie nie mogę chodzić na basen. A tak bardzo chciałam pójść popływać. No trudno muszę poczekać. Ale noga już dzisiaj wygląda ładnie. Te bąble zmieszają się i powoli znikają.

Gdy czekałam w kolejce do lekarza, to poznałam pewną panią. Poświęciła swoje zdrowie dla swojej niepełnosprawnej córki. Tamtą panią spotkała bardzo smutna historia. Ach to życie, płata takie figle. Zanim pani pielęgniarka pobrała mi krew, to też musiałam czekać w kolejce. Wstałam wcześnie, więc chciało mi się spać, ale przyszedł pewien pan, który zaczął opowiadać historię ze swojego życia. To mi nie pozwoliło zasnąć. Kilka godzin później pojawiła się pewna refleksja w mojej głowie. Ciekawych ludzi spotyka się w kolejce do lekarzy. Interesujące jest poznanie drugiej osoby. Spojrzenie jak ona postrzega pewne sprawy. Nie wścibskość, ale empatia.

Wakacje u babci

Oczywiście mój ośmioletni kuzyn był uradowany, że ja przyjechałam. W żartobliwy sposób się z nim po przedrzeźniałam, gdy graliśmy w grę słowną. Gdy wstawiliśmy ciasto do piekarnika, to mogliśmy w końcu wylizać makutrę. Jak sobie to przypomnę, to mam duży uśmiech na twarzy. Moje palce i twarz Mateusza wyglądała jak nie wiem co. Babcia się bardzo ucieszyła, że razem tak dobrze się dogadujemy. Czas jaki tam spędziłam był pracowity. Babcia jest po lekkim udarze. Pisałam we wcześniejszych wpisach o tym. Trzeba jej dużo pomagać, ale sama też chce robić dużo rzeczy. Cały czas pomagałam jej przy gotowaniu, myciu naczyń itd.

Mój kuzyn nie chce słuchać babci. Jakiś sąsiad został jego niby „wujkiem”. Ten chłopak jest nie wiele starszy od mnie. Miałyśmy z babcią przesadzać kwiatka i te chłopak przyszedł akuratnie gdy to robiłyśmy. Babcia mówiła mu, że Mateusz nie chce jej słuchać. Mi się bardzo spodobało jak ten chłopak z moją babcią rozmawia. Babcia poczęstowała go ciastem i ucięła sobie z nim pogawędkę. Gdy oni sobie rozmawiali, to ja byłam na spacerze z Puszkiem. Później podpytałam się babci o tego chłopaka. Powiedziała mi, że miał on też ciężką historię. Ten chłopak używa bardzo sensownych argumentów. No dobra przyznam się. No spodobał mi się trochę ten chłopak, nie tylko z wyglądu, że jest przystojny, ale zaimponował mi jego sposób myślenia. W poniedziałek wieczorem, jak grałam z Mateuszem na ganku w kolory, to ten chłopak przyszedł do mojego wujka. Gdy wchodził do domu, to powiedział mi cześć. Oczywiście odpowiedziałam mu. Myślę, że to jeszcze nie zakochanie, ale zauroczenie.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Niedzielna przeprawa+ informacja

Cześć wszystkim

Wczoraj byliśmy oglądać pokój, który jest dla mnie zarezerwowany. Jechaliśmy aż 2 godz. Bo były korki. Lokalizacja jest blisko szkoły. Wystarczy przejść między uliczkami i za około siedem  minut jestem w szkole.

Pokój mały, ale przyjazny. Akurat dla jednej osoby. Spodobał mi się. Łazienka też spoko, ale kuchnią jestem zawiedziona. Mała lodówka, czajniki elektryczne i mikrofalówka. Kuchnia bardzo uboga. A ja myślałam, że będę sobie pichcić. A to zrobię naleśniki, pierogi czy placki kartoflane. Jestem przyzwyczajona do kuchenki gazowej, a tak muszę się przerzucić na mikrofalę. Będzie to dla mnie mały „szok”, ale będę musiała się przyzwyczaić.

Później pojechaliśmy poszukać koszuli dla mnie. Musi być czysta biała i pod krawat. Mam w domu białe koszule, ale mają wcięcie na dekolcie. Jest biała bluzka, ale z zamkiem, a to z naszywkami. W kolejnym sklepie był tylko świat męskich koszul. No w końcu po długich poszukiwań znaleźliśmy. Czysta biała i w dodatku 100% bawełny. Mama się śmieje, bo wybrałam sobie taki profil, że będzie mundurek. Najważniejsze, że już mam kupioną tą koszulę.

Moja babcia, gdy usłyszała, że jest mikrofalówką, to zaczęła histeryzować. Ja ja mówię, żeby nie robili dramy. Ciągle słyszę, że sobie nie poradzę itd. Wiem, że będzie ciężko, będą dołki, ale również będą momenty radości. Żeby szesnastolatka się wyprowadzała z domu, przecież ona nie da rady sobie sama. No dwudziestolatka to owszem, ale taka nastolatka. Pokażę  im wszystkim, którzy we mnie wątpią, że dam radę.

Ja uważam, że jak teraz złapię tego ”bakcyla” odpowiedzialności i samodzielności, to jak pójdę na studia nie będę miała takiego szoku. Przez 4 lata będę miała ciekawą przygodę. To będzie dla mnie wielkie wyzwanie.

Na koniec dodam, że już jutro wyjeżdżam do babci. Z samego rana już będę w autobusie. Całe życie w podróży :) Planuję zostać na tydzień. Więc, w najbliższym czasie nie będzie wpisów, jak przyjadę to napiszę coś. Pewnie zapytacie, że u babci mogę dodawać wpisy. U babci na wsi jest internet, ale do domu nie jest podłączony. Nie będę odcięta od cywilizacji, bo jest jeszcze telefon i telewizja. Będzie to dla mnie wielki odpoczynek i regeneracje przed wrześniem.

Ostatnio czytałam pewien artykuł, w którym pewien socjolog zrobił na sobie mały eksperyment. Pocztę internetową czyta o pewnych godzinach, podobnie używa telefonu komórkowego. Nie było to dla niego łatwe. Kiedyś zaprosił swoich przyjaciół na kolację. Poprosił ich również, żeby odłożyli swoje telefony. Niektórzy nie byli w stanie wytrzymać. Na szczęście nie jestem aż tak uzależniona. Ale gdy nie piszę wpisów, to czuję, że czegoś mi brakuje. Dobra to było na tyle.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Szkolne historie

Cześć wszystkim

Rok szkolny się już skończył około dwóch tygodni temu, a ja mam głowę pełną wspomnień. Może tym wpisem chcę trochę oszukać mój mózg, że we wrześniu nadal spotkam się z moją byłą klasą. Choć to już nie jest prawdą, trzeba się pogodzić z teraźniejszością. Wpis ten będzie miał kilka historii.

Pierwsza historia

Bardzo zależało mi na piątce z biologii. Wychodziło mi +4, a na koniec dostałam mocną 4, z której jestem bardzo zadowolona. No szkoda, że nie 5, ale jest dobrze. Pamiętam ten sprawdzian, z którego brakło mi jednego punkta do 5. Ja zawsze mam takie szczęście. Albo pół punkcika z kartkówki z wosu też do 5. Za mną siedziała koleżanka, nazwijmy ją Magda, której też brakło chyba jednego punkta do piątki. Pani z biologi wpuszczała nas przed dzwonkiem do sali i zawsze najpierw rozdawała prace uczniom, a później wpisywała oceny do dziennika. Chodziły plotki, że Magda już na technice dopisywała sobie + przed oceną , tak więc zamiast 4 miała +4. Jej też zależało na piątce z biologii. Moja koleżanka wpadła na pomysł, że poprawi pewne zadanie, żeby zdobyć tego punkta. Pamiętam do dziś tą złość, którą w środku czułam. Cały sprawdzian ściągała, bo siedziała z jedną z najlepszych uczennic w klasie. Słyszałam pewne rzeczy, które działy się na sprawdzianie, bo przecież siedziałam tuż przed nimi. Gdy podeszła do pani i wskazała, że to zadanie ma dobrze, to myślałam, że po prostu się ugotuję ze złości. Ale gdy okazało się, że jednak brakuje jej pół punkta, to poczułam w trybie ekspresowym tą radość. No w końcu widziałam tą sprawiedliwość. Zaś Magda czuła tą złość, a ja radość.

Druga historia

Przez cały rok szkolny siedziałam w ławce z moim kolegą. Mało tego siedzieliśmy razem na większości przedmiotów. W pewnej sali siedzieliśmy w takiej ławce, która jest na widoku nauczyciela. Postanowiliśmy się, co jakiś czas zmieniać, czyli raz ja siedzę po lewej stronie, a raz on. Nazwijmy go Wiktor. Były to lekcje z moją byłą wychowawczynią, a tych lekcji w tygodniu było z osiem. Zauważyłam, że pani, gdy rozdawała sprawdziany, to łatwiejsza grupa była po lewej stronie. Wiktor nie chciał się zmieniać. Więc, ja postanowiłam pierwsza przed nim wchodzić do sali i zajmować krzesło po lewej stronie. Zbiegiem czasu było mi to już obojętne, po której stronie siedzę. Nie zapomnę tych naszych kłótni, które były prowadzone w sposób żartobliwy. Te ciągłe przekomarzania, nie zapomnę tego. I będzie mi tego brakowało we wrześniu.

Trzecia historia

We wtorki miałam na 8:50, ale nie miałam autobusu na tą godzinę. Więc, godzinę przeważnie siedziałam w szkole. Naszą miejscówkę, w której się przesiedziało tyle godzin, była szatnia. Po zawodach, bardzo często spędzaliśmy tam czas. Ale wracając do tematu. Były tam ławki, ale pewnego dnia pozabierali te ławki i nie było miejsca, gdzie usiąść. No oczywiście była podłoga, a ja wpadłam na pomysł, że piętro wyżej są krzesła, tuż obok biblioteki. Poszłam sobie tam usiąść. W ubiegłym roku szkolnym zmienił się mi dyrektor. Nie przypuszczałam, że będzie akuratnie on tam tędy przechodził. Już mu miałam mówić „dzień dobry”, a no pierwszy rzucił hasło „Cześć młoda”. Później oczywiście mu odpowiedziałam to zwykłe „dzień dobry”. Na pierwszych lekcjach edb, bo mieliśmy akuratnie z nim, pokazał taki dystans. Pierwsze lekcje były sztywne, cisza, ale później przyzwyczaiłam się do niego. I to co na korytarzu mi pierwszy powiedział, zaskoczyło mnie. Chyba chciał pokazać, że on też jest taki młodzieżowy, i że nie należy się go bać.

Czwarta historia

To jest dopiero historia, bo dotyczy klasowego prima aprilis. Pierwszy kwiecień wypadał w sobotę, ale ja wpadłam na pomysł, by zrobić psikusy nauczycielom. Co prawda było to w piątek i w ostatni dzień marca, ale był ubaw. Pierwszą lekcją była fizyka, postanowiliśmy, że w szatni zostawimy nasze plecaki. Pani przyniosła dziennik, ale gdzieś wyszła. Na parapecie była przygotowana dekoracja. Ktoś rzucił pomysł, by tam schować dziennik. Gdy pani weszła do sali, to od razu skapnęła się, że dziennika nie ma. Zabawiliśmy się w zabawę ciepło- zimno i dziennik się znalazł. Później kazała wyciągnąć zeszyty, a my mówiliśmy, że nie mamy plecaków. Nauczycielka nie chciała nam uwierzyć, ale w końcu się przekonała, że mówiliśmy prawdę. Wzięłam lakier do paznokci i posmarowałam nim kredę. Niestety to nie wypaliło, bo pani przełamała kredę na pół. Później był niemiecki i angielski. Postanowiliśmy, że zamienimy się kolejnością tych lekcji. Następnie był wos. Tym razem wymyśliliśmy, że schowamy się w szatni. Niestety nikt nie przewidział tego, że pan od wosu miał tam dyżur. Wpadliśmy, ale było trochę śmiechu. Naszej wychowawczyni chcieliśmy schować torebkę, ale akuratnie wtedy weszła do sali. Ale i tak miło wspominam tamten dzień. Było tyle śmiechu.

Piąta historia

Po egzaminach pani od polskiego zadała nam przeczytanie ostatniej lektury. Żeby było tego mało, to mieliśmy przeczytać tą książkę na weekendzie majowym. Ja stwierdziłam, że będę odpoczywać u babci, a nie czytać lekturę. Mieliśmy przeczytać Wiedźmina „Ostatnie życzenie” Andrzeja Sapkowskiego. Pani dała nam dłuższy termin. Powiem szczerze, że nie chciałam tego czytać. Ja jak nie przeczytam książki, to nic nie rozumiem ze streszczenia. Tą książkę przeczytało 5 osób na 27. Tym osobą, które przeczytały tą książkę, pani dała cząstkową 5 z polskiego. Bardzo ta lektura mi się spodobała. Bardzo mnie wciągnęła. Ja jak czytam książkę, to sobie to wyobrażam i przenoszę się w świat, który jest tam przedstawiony. Nawet mi się głupio zrobiło, że nie chciałam tak świetnej książki przeczytać. Polecam, bardzo ciekawa i wciągająca książka.

Dobra to już koniec. Dzięki, że wytrwaliście do końca. A może i Wy macie jakąś ciekawą historię

Do następnego wpisu. Cześć :)