Miłe niespodzianki+ egzamin

Cześć wszystkim

Moja klasa miała plan, żeby nie przyjść do szkoły, ale musieliśmy przyjść, aby otrzymać kody do wyników z egzaminu.

Uwielbiam robić miłe niespodzianki. Więc postanowiłam zrobić taką właśnie niespodziankę pani bibliotekarce i pani od niemieckiego.

Dla pani bibliotekarki napisałam taki wiersz, z którego bardzo się ucieszyła. Pokazała mi, że w portfelu cały czas nosi przy sobie moją karteczkę z napisem miłego dnia. Gdy powiedziałam jej, że mam wiersz dla niej to ona powiedziała, że się chyba rozpłacze, choć tego nie zrobiła. Widziałam jej szczery uśmiech, który na pewno zapamiętam. Mi też zrobiło się miło, gdy pokazała mi tą karteczkę. Pani bibliotekarka dała mi cenną wskazówkę, żebym od toksycznych ludzi się odcinała.

Pani od niemieckiego postanowiłam podarować własnoręcznie robionego tulipana, ale nie takiego zwykłego. W środku był lizak. Cały bukiet słodkości zrobiłam, ale połowę zjadłam i trochę porozdawałam. Został ostatni kwiatek, postanowiłam, że zrobię komuś miłą niespodziankę. Tak sobie teraz myślę, że ten kwiatek był specjalnie przeznaczony dla tej osoby. Pani bardzo się ucieszyła. To był naprawdę szczery uśmiech. Podziękowałam jej również za to, że mnie wysłuchała. Powiedziała, że to działa w dwie strony.

Wiem to na 200% uwielbiam robić miłe niespodzianki, które wywołują szczery uśmiech. Nie tylko osoba obdarowana jest szczęśliwa, również ja sama się cieszę, że komuś to się podoba.

Cały ten egzamin udowodnił, że język polski jest moim najlepszym przedmiotem. Zdobyłam niecałe 80% z polskiego. Wypracowanie napisałam 6 pkt. na 10 pkt. Myślę, że punkty poleciały mi za interpunkcję. Temat był dość prosty, bo dotyczył marzeń i była to rozprawka. Jeszcze w dodatku chciałam się rozpisać, a mi miejsca zabrakło. Wykorzystałam na maxa miejsce, które było przeznaczone na wypracowanie. Trzy punkty mi odleciały w zadaniach zamkniętych. Machnęłam się na tym, że dwie odpowiedzi muszą być prawidłowe, żeby otrzymać 1 punkt. A ja miałam jedną dobrze, zaś drugą źle.

W wosie popełniłam tylko jeden błąd, a w historii znów się machnęłam, że zaznaczyłam tylko jedną odpowiedź, a druga była źle. Ale i tak jestem zadowolona, bo uzyskałam niepełne 70%. Nasza wychowawczyni, która uczy historii i polskiego przed egzaminem bardzo nas męczyła tymi powtórkami. W piątek o 7:10 była dodatkowa lekcja historii, żeby sobie wszystko powtórzyć. Historia wychodziła nam dziurkami w nosie, a pani mówi „wyciągamy historię albo na jutro przynieście historię”. Godziny wychowawczej w ogóle nie było, była albo historia albo polski i tak w kółko do egzaminu. Ale teraz patrząc z perspektywy czasu to, jak pani nas przyciskała to przyniosło efekty. Przedmioty humanistyczne napisaliśmy podobno lepiej niż klasa przeciwna, choć zawsze tamta klasa była najlepsza.

Przedmioty przyrodnicze też dobrze napisałam, lecz trochę gorzej niż humanistyczne. Uzyskałam wynik 64%. Z biologi się machnęłam raz, z fizyki to samo. Z geografii dwa zadania źle, z chemii też chyba dwa zadania źle zaznaczyłam. Z chemią miałam ubaw. Nie dość, że jej nie rozumiem, to i tak jestem zadowolona. Po pierwszym dniu egzaminów byłam bardzo zmęczona. Wieczorem bardzo chciało mi się spać, ale chciałam sprawdzić w internecie coś na temat chemii. Myliło mi się które węglowodory są łączone podwójnym wiązaniem, a które pojedynczym. Napisałam sobie to na karce, choć bardzo chciało mi się spać. Karteczkę zabrałam w dniu egzaminów do szkoły. Przed egzaminem spojrzałam na tą kartkę i powtórzyłam sobie. Gdy zobaczyłam egzamin, na którym jest zadanie z chemii, żeby zaznaczyć tam łańcuchy węglowodorów to się lekko do siebie uśmiechnęłam. To co wieczorem sobie sprawdzałam, to mi uratowało jednego punkta. A podobno jeden punkt jest liczony na kilka procent, więc dobry i ten jeden punkt.

Pamiętam do dziś cotygodniowe kartkówki z geografii, a z fizyki co dwa tygodnie. Przed egzaminem do szkoły chodziłam całkowicie wykończona. Ciągłe powtarzanie wykończyło mnie bardzo, ale teraz nie żałuje  tego czasu, który poświęciłam na powtarzanie.

Matma nie należy do moich ulubionych przedmiotów. Choć napisałam ją lekko powyżej średniej krajowej, to i tak jestem zadowolona. Pogubiłam się w otwartych, ale i tak coś tam za otwarte dostałam.

Najgorzej poszedł mi język, którym był angielski. Zaznaczyłam dobrze, a w ostatniej chwili zmieniłam na złą odpowiedź. A poza tym moja nauczycielka angielskiego jest zbytnio łagodna, nie to co pani od niemieckiego. Na niemieckim jest jakaś dyscyplina, ale jest od czasu do czasu luźniej. Nie to co na angliku, każdy siedzi na telefonie, chociaż jest zakaz, nie ma dyscypliny. A szkoda gadać. Ale i tak ten egzamin napisałam lepiej niż próbny, który był w grudniu.

Do technikum leśnego wiem, że się dostanę bo jest 20 osób chętnych, a miejsc 30.

Moja klasa odnosi wysokie wyniki w sporcie. Przez egzaminem nawet dostaliśmy zakaz chodzenia na zawody, bo egzamin itd. Chłopcy bardzo dobrze grają w kosza. Lekkoatletyka w tych zawodach też dobrze nam idzie. Zawody przełajowe no i przecież pływanie. Przecież od pierwszej klasy podstawówki jesteśmy klasą sportową. Rywalizacja nie jest nam obca. Oj te wszystkie zawody, ta rywalizacja i ten dreszczyk adrenaliny to było coś, czego nie zapomnę.

Oj, ten wpis jest bardzo długi, ale dzięki, że wytrwaliście do końca.

Do następnego wpisu. Cześć :)

7 myśli nt. „Miłe niespodzianki+ egzamin”

  1. Jeśli chodzi o prezenty dla bibliotekarki i nauczycielki niemieckiego to nigdy bym na to nie wpadła ;)
    Mi egzaminy poszły dobrze ale tez z angola zawalilam :( chociaż i tak jestem zadowolona bo napisalam dużo lepiej niż na próbnych :)

    1. Dzięki za komentarz :) Prezenty mogą być różne. Najważniejsze, żeby płynęły prosto z serca i, żeby trafić w gust obdarowywanego.

      1. No właśnie wiem ze takie prosto z serca są najlepsze niż byle jakie kupne, ale gdy ja juz cos wymyslam to później sama nie mogę się przekonać żeby go dac, bo obawiam się ze właśnie nie trafie w gust :\

        1. Ja też zawsze się boję, że się prezent nie spodoba. Ostatnio, gdy napisałam wiersz dla mojej wychowawczyni,to bardzo się bałam jej reakcji. Rok temu mojej koleżance na urodziny kupiłam poduszkę ozdobną. Dlaczego poduszka? Bo jest śpiochem, ten prezent do niej pasuje. Ale zanim dałam jej ten prezent, to też się bałam, że się nie spodoba. Ostatnio byłam u niej i widziałam, że tą poduszkę cały czas ma na łóżku. Jeszcze inni znajomi, pytają się jej skąd ma taką poduszkę. Bardzo się bałam, że się nie spodoba. Ale jej reakcja wskazywała, że się bardzo cieszy. Czasem przy rozmowie powie, że nadal ma ten prezent i, że jej się podoba. Czasami trzeba zaryzykować. Można się podpytać danej osoby, co lubi, tylko dyskretnie, albo kogoś kto daną osobę dobrze zna. :)

          1. No z tym pytaniem się danej osoby co lubi to ryzykowne :) ostatni ok byłam na urodzinach u kolegi którego lubię i wgl ale jak miałam mu kupić prezent to miałam pustkę w głowie. Gdy inni się pytali to mówił ze nic wiec stwierdziłam ze muszę zaryzykować i tak się cieszył z tego prezentu jak nikt inny (nie napisze co mu dalam ale ma go do tej pory i mówił ,,ty to wiesz jak zrobić komuś niespodziankę” czy cos podobnego i wtedy bardzo podniosło mnie to na duchu) ;)

          2. Warto zaryzykować. Nie tylko osoba obdarowywana się cieszy, ale my też :) Dzięki za wszystkie twoje komentarze :). Taki komentarz, też podnosi na duchu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>