Wspólne robienie ciasta

Cześć wszystkim

W sobotę ostro się pokłóciłam się z mamą. Zdenerwowałam się na nią i zaczęłam czytać książkę, którą dostałam ostatnio w prezencie. Jest to trzeci tom serii Więzień labiryntu. Pierwsze dwa tomy ciekawe, polecam, jak ktoś lubi fantastykę to jest idealna seria dla nie go. Może zrobię kiedyś wpis o tej serii. Naprawdę polecam.

Po pewnym czasie zeszłam na dół. Patrzę, a tam mama przygotowuje składniki na ciasto. Od razu założyłam fartuszek i zaczęłam rozdzielać żółtka od białek. Trochę mama się na mnie zdenerwowała, bo ona dopiero co przygotowywała składniki, a ja już chciałam robić.

Przy robieniu wspólnego biszkoptu, cała wcześniejsza złość gdzieś wyfrunęła. Można by rzec, że prawie całe ciasto zrobiłam sama, ale mamie też przypisuje się pewny udział. Ja zajęłam się ubijaniem piany z białek. Później resztę składników wymieszałam i tradycyjny krzyżyk. Ciasto mogło wylądować w piekarniku. Oczywiście nie mogło by się obyć bez wylizania miski. Tym razem musiałam się podzielić z mamą.

Po około 40 minutach ciasto było już gotowe do jedzenia. W kilkanaście minut trzy baby zjadły pół ciasta. Musiałyśmy zostawić trochę pewnemu panu, którym był tata. Niestety w ubiegłą sobotę pracował, więc nie było go w domu. W ciągu jednego dnia cały biszkopt został zjedzony. Aż do teraz wspominam jego smak, był przepyszny.

Później jak to zwykle bywa, przychodzi czas na porządki. Odkurzanie, wycieranie kurzy i tym podobne zadania wypełniły resztę soboty. Ale wiecie, wspólne robienie ciasta jakoś pozytywnie zadziałało na mnie i na mamę. Minęła jej już złość, to był dobry pomysł z robieniem wspólnego biszkoptu.

Do następnego wpisu. Cześć :)