Radość

Cześć wszystkim

smiley-427160_640

Na początku tego wpisu chcę wam zadać pytanie: Co lub kto wam daje prawdziwą radość lub szczęście? A teraz drugie pytanie: Kiedy ostatnio odczuwałaś/eś tą szczerą radość?

W ostatnim czasie zadziwia mnie ludzki umysł. Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Po spotkaniu z panem Andrzejem i po krótkiej rozmowie, następuje u mnie duży skok endorfin. I właśnie tu rodzi się problem, że krótka rozmowa i spotkanie z pozytywną osobą daje tyle radości. Wydaje się, że to spotkanie nie miało zbyt dużego znaczenia, a jednak zmienia coś w naszym życiu.

Kot przyszedł do ciebie, żebyś go pogłaskał, pani w sklepie życzyła tobie miłego dnia, w radiu leci twoja ulubiona piosenka, wcześnie wstałeś, co nie zdarza się zbyt często. Wydaje się, że takie drobnostki to tylko drobnostki, ale to one potrafią zmienić nasz dzień na lepszy.

Stereotyp mówi, że nie lubi się poniedziałków. Owszem, czasem też zbytnio za nimi nie przepadam, gdy kończy się weekend i trzeba rano wstać do szkoły. Ale to właśnie poniedziałek jest pierwszym dniem tygodnia. Mówi się, że jaki poniedziałek taki cały tydzień. Na pewno coś w tym jest, ale to właśnie w poniedziałek możemy zacząć coś nowego. Stary tydzień się już skończył, więc zaczął się nowy.

Chcesz zacząć biegać. W ubiegłym tygodniu byłeś zbytnio zmęczony. Teraz zaczął się nowy tydzień, więc można zacząć biegać.

Oboje z panem Andrzejem dowiedzieliśmy się, że we czwartek ostatni raz było otwarte lodowisko. Planowaliśmy, że oficjalnie się pożegnamy z łyżwami w niedzielę. Niestety pogoda zrobiła nam psikusa. Alternatywą był basen. Na początku to ja pana zmotywowałam, a później to on mnie. W piątek napisałam do niego, że może przyjdzie na basen. A w niedzielę po kościele, zbytnio to mi się nie chciało iść na basen. Ale wiedziałam, że jak obiecałam, to muszę dotrzymać słowa. W tym wypadku to pan mnie zmotywował.

Po przebraniu butów na klapki, pan Andrzej wręcza mi mały upominek. Mówię mu, ze nie trzeba było, podziękowałam. Dostałam kalendarz, ale nie taki zwykły, bo jest to kalendarz ze złotymi myślami, humorem. Taki motywujący i inspirujący.

Gdy szłam na basen, trochę nie wiedziałam, czy mam pływać z nim na jednym torze, jak będziemy rozmawiać. Wszystko wyszło w czasie. Moje obawy automatycznie zniknęły z mojej głowy. Po przepłynięciu dwóch, może trzech basenów, krótko rozmawialiśmy.

Musiałam wyjść wcześniej, by zdążyć na autobus. Pan okazał się gentilmente i zaproponował mi podwózkę. Ja się nie zgodziłam, ponieważ nie chcę nikogo wykorzystywać. Tłumaczyłam się tym, że mam bilet miesięczny.

Już w autobusie zaczęłam przeglądać ten kalendarz. Po przeczytaniu kilku cytatów, uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy przyszłam do domu, nie odczuwałam zbytnio tej rzeczywistości. Basen okazał się dobrą odskocznią. Nie rozumiem tylko tej rzeczy, że po spotkaniu pana Andrzeja, dzień staje się lepszy. Czuć wewnętrzną radość. Spojrzałam w lustro, by widzieć swoje odbicie. Na mojej twarzy malował się szeroki, szczery uśmiech. To on dominował w moim odbiciu.

A najlepsze jest to, że pani w kasie okazała się miłą osobą. Gdy przychodziłam, ze szkoły ta pani, była nie miła, chamska itd., same negatywne cechy. Ale gdy ja przyszłam, to automatycznie zmieniła swój stosunek do mnie. Na początku powiedziałam jej zwykłe dzień dobry, nie mam pojęcia czy ono podziałało, ale gdy wchodzę do sklepu od razu mówię dzień dobry. Tak samo robię z do widzenia.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Niesamowite spotkanie

Cześć wszystkim

spotkanie

W środę po południu dostałam wiadomość na pocztę internetową. Była to wiadomość od pana Andrzeja. Napisał, że może przyjdzie na basen popatrzeć jak pływam, ale nie był pewny czy przyjdzie.

Gdy przyszłam na basen, w oczy rzuciła mi się jego kurtka. Ale nie byłam pewna, czy to na pewno jego. Raczej nikt nie ma takiej samej jak on. Podekscytowana ruszyłam do szatni. Szybka rozgrzewka i weszłam do wody. Na rozgrzewkę miałyśmy przepłynąć kilka basenów. Pod koniec rozgrzewki odzywa się jakiś głos. Nie byłam pewna, czy pan Andrzej jest na basenie. Więc nie przyglądałam się ludziom, którzy pływali na torach obok.

Byłam zaskoczona, że wśród 8 osób, tak szybko mnie poznał. Wcześniej nie wiedział, jaki mam strój, czepek itd., ale on szybko mnie poznał. Przez chwilę obserwował, jak pływamy, a później mnie zaczepił. Naprawdę byłam zaskoczona, że po kilku minutach poznał mnie. Przez chwilę rozmawialiśmy, ale nie zbyt długo bo dziewczyny poganiały mnie. Tak się złożyło, że tym razem pływałyśmy na jednym torze, a ja płynęłam jako trzecia.

Chciałam dłużej z nim porozmawiać, ale trzeba było pływać, to nie tak jak na lodowisku, że można rozmawiać jeżdżąc. Ale patrząc z perspektywy czasu, to może nawet lepiej, bo chciałam z nim porozmawiać na tematy, które nie powinny słyszeć osoby trzecie. Np. moje koleżanki, ale by miały informacji do plotek. Pan Andrzej stał się takim moim przyjacielem, a jak się mówi komuś tajemnicę, to zbyt dużo osób nie powinno tej tajemnicy usłyszeć.

Gdy kończyłam suszyć włosy, pan Andrzej wyszedł z szatni. Powiedział mi, że go zmobilizowałam pójść na basen. Podobno nie pływał aż od 6 lat. Gdybym nie ja, to by może nie przyszedł. Naprawdę poczułam wewnętrzną radość, że mogłam zrobić dobry uczynek.

Gdy szłam na basen miałam taki średni humor, ale po rozmowie z panem Andrzejem od razu wyskoczył na mojej twarzy szeroki uśmiech. Czułam wewnątrz dobry humor. Niby zwykłe spotkanie, krótka rozmowa, a potrafi zdziałać cuda.

Oczywiście nie odbyło się bez komentarza moich koleżanek. Jedna chciała się dużo informacji dowiedzieć, mówiąc w skrócie była wścibska. Ale szybko ucięłam temat i rozmowa ucichła. Ale co tam, nie będę się przejmowała ich opinią, liczy się to, że mam nowego znajomego, z którym mogę szczerze porozmawiać. Z nim można pogadać na wszystkie tematy, chętnie doradzi przy wyborze itd.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Warto być sobą

Cześć wszystkim

1377884853

Pani z niemieckiego zadała nam zadanie odnośnie dialogu u lekarz. W podręczniku był już gotowy przykład. Oczywiście, gdy usłyszałam co będzie na zadanie, automatycznie zapaliła mi się lampka kreatywności. Kombinowałam, jak mogłam, by mieć bardzo oryginalny dialog.

Pierwsza koncepcja zakładała, że małoletnia córka wzywa pogotowie. Matka jest nie przytomna, gdy dociera pogotowie na miejsce, pytają się tej dziewczynki o mamę (robią wywiad). Ona nic nie wie, ale przynosi niebieską kopertę. Po jakimś czasie matka albo w karetce albo w szpitalu odzyskuje przytomność i wtedy jest ten cały dialog.

Zrezygnowałam z tego pomysłu, bo stwierdziłam, że się pogubię. Wpadałam na inny pomysł, że zrobię tradycyjny dialog, ale z małym wyjątkiem. Dodam coś od siebie, a była to inna choroba. Miałam dylemat czy stawiać na ocenę czy na oryginalność. Poszłam na kompromis z oceną. Postawiłam na tą drugą opcję.

Niektórych zwrotów szukałam bardzo długo po internecie oraz po słowniku, trochę się denerwowałam, że znalazłam, ale ma to brzmieć trochę inaczej. Ale wiecie co wam powiem, że warto było. Poświęcić te kilka godzin, na zrobienie czegoś samemu. Mogłam pójść na łatwiznę i skorzystać z podręcznika, ale zadałam sobie ten trud i szukałam, aż wyszukałam.

Dostałam 4, mój kolega dostał +4, ale poszedł na łatwiznę. Pomimo tego, że mam tę 4,a mogło być wyżej, to jestem zadowolona, ponieważ ciężka praca się opłacała i pozostałam sobie samej wierna. Jakbym dostała tą +4, nie radowało mnie tak jak ta 4. Posłuchałam swojego wewnętrznego głosu i jestem szczęśliwa.

Przez to, że wyszłam poza schemat, pokazuje to, że jestem sobą.Na koniec pani powiedziała, że się po mnie tego spodziewała, że wybiegnę poza schemat. Powiedziała, też, że powinnam pisać książki.

Pamiętajcie!

Warto słuchać swojego wewnętrznego głosu i pozostać sobie wiernym. Warto też ciężko pracować, bo wynagrodzenie przynosi większą satysfakcję. Warto być sobą!

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Zaskakująca niedziela

Cześć wszystkim

large_znak_zapytania

O dziwo obudziłam się dziesięć minut przed dzwonieniem budzika. Punktualnie o 6 rano zadzwonił budzik. Wczoraj chciało mi się naprawdę wstać z tego łóżka. Szybko się ogarnęłam i poszłam do kościoła. Ciekawe kazanie wygłosił ksiądz. Dotyczyło ewangelii, ale było bardzo pouczające. Bardzo uważanie słuchałam. Nauka mówiła, żeby nadstawić drugi policzek, iść 2 tys. kroków oraz oddać szaty. Nie ma to zbytnio znaczenia dosłownego, choć można i tak to potraktować.

Jedyną zagadką wczorajszego dnia było to czy lodowisko będzie otwarte. Telefon w ruch. Były dodatnie temperatury, ale było otwarte. Mama się śmiała, że miałam pożegnanie z łyżwami. Łyżwy do ręki, plecak na plecy i ruszam na autobus. Po mimo zaskoczenia lód był dość dobry do jazdy, nie tak jak we czwartek. Pierwsze, gdy przyszłam na lodowisko, to patrzyłam czy jest pan Andrzej.

Dzieci ćwiczą w hokeja, a pana nie widzę. Po myślałam sobie, że może jeszcze przyjdzie. Negatywne emocje mnie dopadły. Ubrałam łyżwy, zrobiłam ze trzy kółka. A tu do mnie odzywa się znajomy głos. Tak to był on, pan Andrzej. Miał na sobie czarny strój, dlatego go nie mogłam poznać. Przeważnie miał na sobie jasną kurtkę. Nie wiem kiedy zleciało pierwsze pół godziny.

Zaczęliśmy gadać, jak podczas każdego spotkania na łyżwach. Okazało się, że jest lekko przeziębiony, dlatego go nie było we czwartek. Martwiłam się, że już nie chce ze mną rozmawiać. Ale na szczęście tak nie jest. Też nie mam pojęcia, kiedy zleciało drugie pół godziny. Polecił mi bardzo ciekawego coacha i psychologa pana Mateusza Grzesiaka.

Ten człowiek to prawdziwy człowiek sukcesu. Z jego filmików i artykułów można się dużo się nauczyć. Polecam, zajrzyjcie.

Oczywiście mało co znów się nie spóźniłam na autobus, ale zdążyłam. Dobry humor ogarnął mnie. W internecie spędziłam bardzo dużo czasu, słuchając i czytając artykuły tego pana. Zaciekawiła mnie jego książka pt. „Ty myśl. Inaczej zrobią to za ciebie”.

W mojej głowie pojawił się duży mętlik. Moje myśli można porównać do kłębka włóczki. Nie mogę się na niczym skupić. Pan Andrzej zdradził mi, że szykuje dla mnie prezent. Ma być to kalendarz ze złotymi i inspirującymi myślami. Podobno chce mi się odwdzięczyć, bo mu kiedyś ja zrobiłam miłą niespodziankę.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Porządkowa sobota

Cześć wszystkim

sprzatanie

O jak dobrze, gdy pojawia się sobota. Można sobie odespać, tak właśnie ja zrobiłam. Wstałam około 8:40, ale zanim zje się śniadanie, ubierze się to trochę mija. W sobotę wszystko robi się wolniej. Wiem, że niedziela służy do odpoczynku, ale to już w sobotę robi się mały odpoczynek.

Zegar wskazywał godzinę 11, gdy popatrzyłam drugi raz już wskazywał 11:20, ale ten czas szybko leci. Jak to bywa w sobotę odrabia się lekcje z minionego tygodnia. Muszę się nauczyć na: fizykę, historię, geografię, chemię, biologię i na wos.

Wczorajszy dzień był normalny. Odkurzanie, ścieranie kurzy ogólnie porządki. Cały czas sprawdzałam pogodę, by pójść na łyżwy. Ten wpis jest  krótki.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Szybki piątek

Cześć wszystkim

Szybkość-strony

Jak się zawali sen już na samym początku tygodnia, to jest bardzo źle. Musiałam wstać o 5:30, bo jechałam na dodatkową historię, która była o 7 rano. Autobus mam o 6:20, więc trzeba około godziny wcześniej wstać. Najgorsze jest to wstawanie. Ubieranie się nie jest tak trudne, jak sam fakt wstania z łóżka.

Wczoraj miałam mini sprawdzian z fizyki, (miała być to kartkówka na 20 minut, a była na godzinę). Już na pierwszej lekcji miałam sprawdzian z matmy, a później była normalna historia. Miała być kartkówka, ale zagadaliśmy panią, więc jej nie było. Jedynie co mi się podobało to zajęcia artystyczne.

Większość narzeka na artystkę, bo ma spine z panią. Nauczycielka jest fajna, ale chłopaki nie przynoszą potrzebnych materiałów, a do tego przeszkadzają. Robiliśmy bukiet słodkości. Robi się normalnego kwiatka, tylko zamiast środka wkłada się jakąś słodkość. Wszystko nam wytłumaczyła, ona jest nawet spoko. Nawet dała mi kilka drucików, miałam swoje druty. A ona podeszła do mnie i dała mi, ja mówiła, że mam swoje. Mogła wybrać kogoś innego, a dała akuratnie mi. Ciekawe uczucie towarzyszyło mi, myślę, że chciała zrobić dobry uczynek.

Piątek jakoś szybko mi minął w porównaniu do poprzednich tygodni, gdzie się okropnie dłużył. Na samym końcu lekcji miałam biologię. Już na samym początku pani narzuciła bardzo szybkie tempo. Bardzo dużo pisaliśmy, najgorsze gdy mi się skończył atrament w piórze, a nauczyciel dyktuje notatkę. Zanim się pióro rozkręci i włoży nowy nabój, a później się go zakręci to mija może ze trzy minuty może ze dwie, różnie bywa. Wczorajszy piątek minął mi bardzo szybko.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Fatalny czwartek

Cześć wszystkim

Tapety.joe.pl-drewniany-ludek-jest-smutny

Postanowiłam sobie, że jeżeli we czwartek będzie redukcja wf, to idę na łyżwy. Mogłam sobie pospać te dwie godziny, ale nie. Wybrałam łyżwy. Dzień zaczęłam źle, w porównaniu do środy czwartek to istna tragedia.

Ciągle byłam nie wyspana, w dodatku nie miałam siły uczyć się na kartkówkę z wos-u. Poszła mi bardzo źle, a chciałam mieć na koniec 5. Ale może się jakoś jeszcze wykaraskam.

Poszłam do sklepu spożywczego, by kupić sobie coś słodkiego. Zapłaciłam banknotem dwudziestozłotowym, a suma moich zakupów wynosiła 7zł z groszami. Pani wydała kilka drobnych monet, nie zwróciłam uwagi i szybko włożyłam pieniądze do portfela. A jeszcze przed zapłatą próbowała mi wepchnąć, coś czego nie chciałam. Trochę mnie zbałamuciła i przez to nie wróciłam uwagi, że wydała mi za mało. Miała mi wydać 12zl, z groszami. Wydała mi chyba 2 zł z groszami. Zapomniała mi wydać 10 zł. Po chwili wróciłam do sklepu i jej mówię, a ona, że nie pamięta jak mi wydała. Powiedziała, że mogą sprawdzić na kamerach, ale odmówiłam. No trudno, w ten sposób zostawiłam 10 zł za darmo. A dzień wcześniej, gdy wkładam pieniądze do portfela zastanawiałam się czy zabrać ze sobą banknot dziesięciozłotowy lub dwudziestozłotowy. Wybrałam ten drugi i teraz mam skutki swojego wyboru.

Poszłam na łyżwy. Chociaż tu pani w kasie była miła, bo wpuściła mnie 10 minut przed otwarciem. Ale zanim ubiorę łyżwy, zanim je zawiąże (bo mam figurówki) to mnie z 10 minut. Na początku normalnie jeździłam, ale gdy wybiła godzina 9, to co chwile wpatrywałam się na wejście i na zegarek czy przypadkiem nie idzie pan Andrzej. Niestety nie przyszedł. Mój czas na lodowisku dobiegł końca i poszłam do szkoły.

Jak już wcześniej wspomniałam miałam kartkówkę z wos-u. To była istna tragedia. Ale no cóż. A najgorsze było to, że strzeliłam niezłą gafę przed panią wicedyrektor. Jest to nawet fajna pani. Chciałam jak najszybciej zapaść się pod ziemię. W tamtym momencie naprawdę chyba nie myślałam, w ogóle tamten dzień był zły. Tydzień rozpoczęłam w dobrym humorze i pełna energii, a gdy się zbliża koniec tygodnia to kończę go w złym nastroju.

Nauczyciele bardzo dużo od nas wymagają. Każdy z nich uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy. A oni nie mogą te go zrozumieć, że potrzeba też czasu na sen. Doba ma tylko 24h, a trzeba w ciągu niej zrobić mnóstwo rzeczy.
Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Radosna środa

Cześć wszystkim

Wczoraj miałam trochę problem ze wstaniem z łóżka, ale jakoś się udało. Humor miałam lepszy niż we wtorek. Już od samego rana, chciałam się dzielić dobrym humorem. Poszłam na autobus. Weszłam do szkoły, ściągnęłam kurtkę, czapkę i miałam przebierać buty, gdy nagle mnie coś oświeciło. Szybko się z powrotem ubrałam i wyszłam ze szkoły. Nie poszłam na wagary, tylko zabrałam moje karteczki, na których jest uśmiechnęła buźka z napisem miłego dnia. Poszłam rozdawać te karteczki ludziom, czułam w sobie, że muszę coś zmienić. Ciągła rutyna męczy mnie, więc zdecydowałam zrobić coś na spontanie. Czułam, ze muszę się podzielić dobrym humorem z innymi.

Na początku na chodniku była sama młodzież, ale z upływem czasu byli też dorośli. Najpierw rozdawałam kobietą, bo one akurat szły chodnikiem. Prawie wszystkie się szczerze uśmiechnęły i podziękowały, później dałam panom karteczkę i ci chętnie podziękowali.

Gdy się obudziłam towarzyszyła mi myśl bądź cytat, który siedział mi w głowie przez bardzo długo a brzmiał on tak:Wszystko się zmienia, kiedy ty się zmieniasz” i druga myśl „Jeżeli chcesz zmieć świat zacznij, najpierw od siebie”. Całą drogę do szkoły te cytaty zadręczały mi myśli. Postanowiłam coś z tym z robić, już dawno miałam zrobić coś pozytywnego, ale jakoś czas uciekał.
W poniedziałek pani od wf-u powiedziała nam, że we czwartek jej nie będzie i, że możemy mieć redukcje lub zastępstwo. We czwartek wf mamy na pierwszych dwóch lekcjach. Bardzo chciałam, żeby była redukcja, bo chciałam iść na łyżwy i spotkać się z panem Andrzejem. Udało się, pani powiedziała, że mamy mieć  redukcję.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Wtorkowe przygody

Cześć wszystkim

bieganie

Jak wiadomo, gdy w kalendarzu pojawia się data 14 lutego, to oznacza, że nadchodzi święto zakochanych, ale nie o tym będzie dzisiejszy wpis.
Wczorajszy dzień zaczęłam w średnim humorze. Byłam lekko niewyspana, ale takie są efekty, gdy idzie się późno spać, a wcześnie się wstaje. Przed walentynkami wpadłam na pomysł, by wysłać naszej pani wychowawczyni walentynkę z podpisami uczniów. Niektórzy, nie byli zadowoleni tym pomysłem, ale się udało.

Pocztę walentynkową rozdawano w połowie lekcji trzeciej, a z panią mieliśmy mieć na czwartej  lekcji. Nauczycielka wchodząc do klasy, uśmiechnęła się. Można było wnioskować, że jednak dostała walentynkę. Ale nic nam nie powiedziała, świetnie grała aktorsko. Rozdała nam mandarynki, rok wcześniej nic nie dostaliśmy na walentynki, a ni dwa lata temu. Za to na mikołaja rozdała nam po kilka cukierków. Przez chwilę się zastanawiałam, czy dostała walentynkę. Ale przecież musiała ją dostać.
Szybko wrócić do domu i pójść biegać. Taki miałam plan, który wdrożyłam w życie. W połowie treningu spotkałam dwóch pijaków. Jak mama ostrzega, to się tylko przytakuje. Gdy ich zobaczyłam, szybko zrobiłam nawrót i pobiegłam szybko do domu. Już w poniedziałek ich spotkałam, tylko jeden się zataczał, a drugi szedł normalnie. Szczęście w tym, że gdy ich ujrzałam to przeszłam na drugą stronę ulicy i zaczęłam pędzić sprintem. Aż się za mną kurzyło. W dniu wczorajszym bałam się, że pójdą za mną, ale tak się nie stało. Całe szczęście. Wydaje się, że miasto, normalna droga i zero pijaków, ale tak nie jest. Bałam się naprawdę, serce jeszcze szybciej zaczęło bić.

W drodze powrotnej biegłam poboczem, a tu nagle samochód daje  mi sygnał dźwiękowy. Wypasiony samochód, kierowca mniej więcej miał +40 i jechał z prędkością 70 km/h w terenie zabudowanym. A znak wskazuje na 40km/h. Niektórzy to prawa jazdy nie powinni mieć. Biegłam lewą stroną, a ten daje sygnał. Co za człowiek.
Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)

Luty mięsiącem sportu

Cześć wszystkim
W ostatnich dniach dużo się wydarzyło. Nie wiem od czego zacząć. Są to pozytywne rzeczy. Po tych negatywnych w końcu nadeszły te lepsze czasy.

bieganie

Może od początku.

W niedzielę gdy przyszłam na lodowisko, zobaczyłam pana Andrzeja. Ćwiczył sobie z kijem hokejowym i krążkiem. Gdy już ubrałam łyżwy i weszłam na lód od razu zaczęliśmy rozmawiać. My jesteśmy jak dwie bratnie dusze. Pan sam mi zaproponował, żebym sobie poćwiczyła z kijem i krążkiem. Nie chętnie, ale się zgodziła. Dotychczas nie miałam okazji, trzymać w rękach prawdziwego kija hokejowego. To naprawdę trudne, jechać na łyżwach a do tego prowadzić krążek. Jak na pierwszy raz trochę się gubiłam, bo jechałam a ten krążek mi gdzieś uciekał. Nawet lubię grać w unihokeja, ale w prawdziwego hokeja to raczej nie. Na koniec spotkania wymieliliśmy się adresami e-mailowymi.

Postanowiłam zasięgnąć porady eksperta. Wysłałam kilka moich wierszy i zdjęć. Jestem wdzięczna panu Andrzejowi, że wyraził szczerą oraz ciekawą opinię na temat mojej twórczości. Po mimo że był zmęczony po łyżwach i później pory znalazł czas, aby wysłać mi odpowiedź.

Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że takie wiersze pokazują charakter człowieka i jego wnętrze. Komentarz do mojej twórczości, który dostałam, uświadomił mi wiele rzeczy. Każdy człowiek jest inny i każdy z nas jest wyjątkowy, nie ma drugiego człowieka jak my sami. Nawet jak znajdzie się podobny, to nie będzie taki sam. Każdy z nas jest wyjątkowy.

Wiersze piszę czasem pod wpływem różnych emocji. Nie mówię innym o swoich uczuciach, więc zapisuję to na kartce papieru. Mówiłam panu, że to są takie moje początki, a on jako ekspert uważa, że są super, żebym nie przestawała pisać. Jak to robię? Kartka papieru plus długopis(lub coś do pisania) plus inspiracja. Przepis gotowy.

Dobra, a teraz czas na poniedziałek.

Z łóżka czasem trudno wstać. No, ale trzeba. Ulubiona muzyka, świeże powietrze i kilka ćwiczeń dla rozciągnięcia się. Postanowiłam sobie, że z domu wyjdę w dobrym humorze. Swój plan wdrożyłam do życia. Pierwsza lekcja matematyka, wszyscy siedzieliśmy cicho, aż nie poznałam niektórych osób, że tak potrafią. Ja oczywiście w dobrym humorze byłam pod czas lekcji, ale nie chciałam zbytnio, go pokazywać. Później niemiecki nie wytrzymałam i zaśmiałam się, nie mam pojęcia jak ja to robię, gdy ja się śmieję śmieją się inni. Nawet u pani pokazał się lekki uśmiech na twarzy. Mówiąc w dużym skrócie dobry humor towarzyszył mi aż do końca dnia.

Powrót do domu, okazał się nudny. Postanowiłam, że pójdę biegać, oczywiście mama nie była  zachwycona, ale no trudno. Termometr wskazywał -5 stopni Celsjusza, a odczuwalna była -8 stopni.  W tym wypadku to ja decyduję. Po czerto-miesięcznej przerwie poszłam biegać. Pierwszy raz w tym roku kalendarzowym. Nie raz po tak długiej przerwie, nie mogłam biegać. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Głowa mówi: zatrzymaj się, a nogi chcą biegać. Podobno dochodzi do konfliktu świadomości. Ale tym razem go nie miałam. Myślę, że czas, który poświęciłam w domu na ćwiczeniach pomógł. Brzuszki normalne i z ugiętymi nogami, deska, przysiady, rozciąganie nóg, skłony i takie tam ćwiczenia naprawdę dużo dają. Podczas biegu, głowa nie mówiła zatrzymaj się, po prostu biegłam. Po przebiegnięciu jakiegoś tam odcinka, dopadły mnie hormony szczęścia. Uśmiech od ucha do ucha. Biegłam radując się.
Ach, ale ten wpis jest długi. No, ale no trudno.

Komentujcie

Do następnego wpisu. Cześć :)