Brak sportu= większa waga

Cześć wszystkim

Każdy bloger dostał wiadomość, że platforma bloga zostaje zamknięta w dniu 31 stycznia 2018r. W następnym wpisie podam adres mojego nowego bloga. Gy przeczytałam tą wiadomość, to powiem, że się mocno zdziwiłam. Nie spodziewam się tego, że ta platforma po prostu zniknie.

Ale do rzeczy

Ostatnio byłam w domu i moja rodzina powiedziała mi, że przytyłam. Gdy we wrześniu wyjeżdżałam, to bali się, że stracę na wadze, że będę nie odżywiona itd. Głównym czynnikiem, że przytyłam jest po prostu zbyt mała dawka aktywności fizycznej. Pomimo, że codziennie pokonuje na nogach około 30 minut, to i tak to wszystko jest mało. Brakuje mi basenu i łyżew. No niestety trochę mam daleko do tych miejsc. We wrześniu jeszcze biegałam, ale ostatnio przestałam. Bo gdy przychodzę na mieszkanie, to już jest ciemno, a po za tym jest smog.

Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że sport aż tak wpływa na naszą wagę. Ostatnio mówi się o tym dużo, ale jakoś nie brałam tego do siebie. Dopiero przekonałam się, jak zauważyłam, że ciut więcej ważę. Nie jem pizzy i nie popijam tego colą. Owszem od czasu do czasu sobie pozwolę, ale nie zdarza się to zbyt często.

Wczoraj i dzisiaj byłam na łyżwach. Czuję lekki ból w nogach. Łyżwy odczuwam bardziej niż te 72 baseny. Może dlatego, że długo jeździłam w pozycji schylonej, zgiętej (żeby zmniejszyć opór powietrza i się bardziej „wyszaleć”). Lubię szybką jazdę na łyżwach. Ale za to wciąż nie umiem zrobić przekładanki. Trochę się boję. Dziś na łyżwach był chłopak, który bardzo dobrze jeździł i był też pan, który zaczął się popisywać. Podoba mi się to, że potrafią tak umiejętnie jeździć na łyżwach. Tu komuś zajadą drogę, ale to nic bo zaraz przyspieszą i zrobią przekładankę. To mi się mega podoba. Taka umiejętność opanowania sprzętu i techniki.

Sport jest dla mnie ważny. Specjalnie zabrałam łyżwy na mieszkanie, by pójść w weekend z dziewczynami na lodowisko, które jest około 20 km od mieszkania. No ale czego nie zrobi się dla sportu albo dla zdrowia. Przyznaje się, że ostatnio się lekko zaniedbałam, dlatego chcę to naprawić.

Dobra kończę już. Do następnego wpisu. Cześć :)

Nowy rekord-72

Cześć wszystkim

Po trzech tygodniach stawiałam się w domu. Bardzo rzadko jeżdżę do domu co tydzień. Nie opłaca mi się, więc wolę zostać. Wczoraj wpadłam na pomysł, że po kościele pójdę na basen. A dawno już nie pływałam.

Gdy przebierałam buty na klapki, to odżyły te wszystkie wspomnienia. Wczesne wstawanie, by pójść popływać. Magia wspomnień. Szybka rozgrzewka i startuje. Pierwsze 4-8 basenów, to była męka. Pomyślałam sobie, że wkopałam się na minę. Przy basenie 16 usłyszałam w radiu znaną mi piosenkę i to dodało mi sił do dalszego pływania. Później 30, 40 i 60. Pomyślałam sobie, że już udało mi się złamać 60, to teraz też ją złamie. Zrobiłam 62 baseny, a to jeszcze ze cztery. Skończony 66, to przecież mogę dociągnąć do 70. Jest 70, to przepłynę jeszcze ze dwa baseny. I tak udało mi się ustanowić swój nowy rekord. 72 baseny przepłynięte.

Zawsze najgorsze są te pierwsze baseny do przepłynięcia. Później organizm przyzwyczaja się do wysiłku. Pod koniec pływania wpadłam w coś w rodzaju takiego transu. Na początku co 10 basenów robiłam sobie małą przerwę. Wdech i wydech pod wodą. A pod koniec nie robiłam tych przerw, by zaoszczędzić czas. Jedna długość, odbicie od ściany i druga długość. Pod koniec pływania czułam, że czas nie ma dla mnie znaczenia. Jest tylko woda i ja.

Moja mama, gdy usłyszała ile przepłynęłam, mocno się zdziwiła. Oczywiście było by to normalne, że przepłynęłam 72 baseny, ale nie po czteromiesięcznej przerwie. Od wakacji nie pływałam. Gdy wyszłam z basenu, to czułam lekkie zawroty głowy. Nogi mi się trochę plątały. Ale to chyba nic dziwnego po takim wysiłku. Gdy wróciłam do domu, to czułam lekki ból w łydkach. Ale szybko przeszedł. Dobiłam bym do 80, ale miałam ograniczenie czasowe. Ledwo zdążyłam na autobus. Ale było warto pójść i pomęczyć się z własnym wewnętrznym głosem, który mówił, żebym odpuściła. A ja się uparłam i go pokonałam. Także po raz kolejny moja upartość wygrała. Niby to wada, ale nie do końca.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Uwaga! Poszukiwany proszę się zgłosić w trybie natychmiastowym

Cześć wszystkim

Ostatnio coraz częściej piszę o chłopakach. W szkole cały czas o nich gadam. Myślę, że jest to spowodowane odnalezieniem tego jedynego, prawdziwego przyjaciela. Więc chyba dla tego szukam w chłopakach. Chciałabym mu się wygadać, chciałabym powierzyć mu moje tajemnice, chciałabym aby mnie wspierał. Co prawda mam takiego wujka, do którego mogę zadzwonić z byle powodem albo, żeby po prostu się wygadać. Ale chciałabym znaleźć takiego odpowiednika tylko, że w moim wieku.

W nowej klasie za kumplowałam się z trzema dziewczynami. Ale nie chcę im zdradzać moich sekretów, boję się, że wygadają. Czuję, że są bliskimi koleżankami, ale nie przyjaciółkami. Ostatnio mam chęć wygadania się, że prowadzę bloga. Ale powiem to jednej, to ta drugiej, a tu rozniesie się po całej klasie. I jeszcze nie daj Boże, żeby zaczęli go czytać. To chyba musiałabym usunąć tego bloga albo założyć nowego. A tego bardzo, ale to bardzo nie chcę.

Jedna dziewczyna zaczęła pisać swoją książkę a ja poradziłam jej, żeby założyła sobie konto na blogu czy wattpadzie i to opublikowała. Ona boi się, że ludzie będą negatywnie ją oceniać. O mały włos nie zdradziłam jej, że ja sama prowadzę bloga już od prawie 1,5 roku i nie spotkałam się z negatywnym odzewem. Są same plusy, aż nie wspomnę jak dostaje komentarze. W tedy jest taka radość :)

Z jednej strony chciałam się pochwalić, że prowadzę bloga. Ale z drugiej boję się, że poproszą mnie o linka i zaczną go czytać.

A teraz chciałabym opowiedzieć o pewnym chłopaku:

Pisałam już o nim wcześniej, że jest tajemniczy. Chodzi ze mną do klasy a ja wiem tylko o nim, tyle gdzie mieszka. Nie mam pojęcia czym się interesuje, bo nie chce sam tego zdradzić. Z wyglądu mi się nie podoba, ale pociąga mnie ta jego tajemniczość. Ostatnio z nim gadałam i nie był chętny do dalszej rozmowy. Więc odpuściłam. Chcę go poznać, ale nie wiem jak, skoro on jest skryty i bardzo zamknięty w sobie. Przeciwieństwo całej mnie. Chcę zdobyć jego zaufanie, tylko nie wiem jak. Na korytarzu stoi sam, rzadko z kimś rozmawia. Może go gryzie jakiś problem, z którym nie umie sobie poradzić i przez to jest taki mało rozmowny. Chciałam mu dać jakiś znak, że ktoś jest nim zainteresowany, tylko dziś jakoś nie było okazji. W środę mam ochotę mu podrzucić na ławkę taką karteczkę, na której podpisałam się Tajemnicza Znajoma. Zastanawia mnie czy będzie szukał autorki, czy pozostawi to dla siebie. Nie tylko chcę go poznać, bo wydaje się ciekawą osobą, ale też dla tego, że mamy ze sobą spędzić 4 lata. Bo przecież w wieczność nie można się izolować. Wiem, że jeżeli jest typem samotnika, to nie da rady go zmienić ot tak. Może w końcu się otworzy i ściągnie z siebie te wszystkie maski? Ja chcę go tylko poznać a czy da mi szanse, to czas pokaże.

Także kończę już. Jutro mam sprawdzian z historii, kartkówkę z biologi leśnej. A ja nic nie umiem i w dodatku oczy mi się kleją. Ale co tam, wpis do napisania był najważniejszy.

Dobra, to do następnego wpisu. Cześć a raczej dobranoc :)

Wena

Cześć wszystkim

„Wena”

Przychodzi kiedy chce

Telefonów nie odbiera

Co chwilę zmienia numer

I adres zameldowania

 

W żaden sposób

Nie można się skontaktować

Potrafi być kapryśna

A czasem jest zbytnio głośna

 

Zabiera klucze

I prędko wychodzi

Nic jej nie obchodzi

 

Nie raz pokaże

Swe trzy pazury

A przed domem

Stoją niezłe fury

 

Czasem krzyknie

Czasem fiurgnie

Ale i tak

Każdy wie

Że bez niej

Nie da się działać

Tylko pozostaje

Zasady łamać

*Życie w XXI wieku

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nareszcie :)

Cześć wszystkim

Zacznę od tego, że nie bez powodu w tytule jest buźka. Jest to spowodowane moją radością z dzisiejszego dnia.

Ale po kolei

Kilka dni temu padł komunikat z wolontariatu, że 16 listopada będziemy pakować kartki. Dopiero wczoraj się zapisałam. Na początku byłam niepewna, bo szkoła. Mieliśmy mieć sprawdzian z przedsiębiorczości, ale zdecydowałam, że jestem w wolontariacie to trzeba pomóc. A nie być zapisanym i nic nie robić. Raz się żyje.

Było nas około 10 osób. Tak się złożyło, że był prawie każdy profil. Chłopaki byli z informatycznego, ja z leśnika, inna dziewczyna z ekonoma jeszcze inna z gastronoma. Jedne dziewczyny rozdzielały koperty po 50 sztuk, a w pudełku było chyba z 500. Inne dziewczyny rozdzielały kartki po 5 sztuk. A jeszcze inna dziewczyna łączyła te kartki, czyli 5 tych, 5 tamtych i tak do 50 sztuk. A ja to wszystko pakowałam do jednej wielkiej koperty, czyli 50 kartek, 50 koper i jeden plakat plus pismo. Później te wielkie koperty trzeba było pakować do pudeł, w których miało być po 15 sztuk tych kopert. A chłopaki nosili pudła do samochodu. Jak to zwykle chłopaki są zobowiązani do noszenia ciężarów.

Te wielkie koperty miały adresy całej polski i był Tomaszów Mazowiecki, Łódź, Kraków, Uniejów i Podegrodzie. A były takie miasta, o których dopiero się dowiedziałam, że takie istnieją. Można było sobie zrobić kawę czy herbatę. Później dostałyśmy drożdżówki. I ta atmosfera podczas pracy była super. Grało radio. Praca szła dobrym tempem. Od 8:30 do 13:30 byliśmy tam. Trochę roboty odwaliliśmy. Nie żałuję, że tam poszłam.

Pod koniec trochę zrobiło się luźniej i chłopaki przyszli do nas. Jeden miał taką pewność siebie i był zabawny, a drugi zaś był też zabawny, ale trochę wycofany. Było trochę śmiechu. Jedna dziewczyna się popłakała z ich dowcipów. Ja zaś miałam oczy zaszklone, ale się nie popłakałam, choć blisko było. Mega podoba mi się takie poczucie humoru u chłopaków. Było naprawdę super. Następnym razem idę na taką akcję bez zastanowienia się. A jest jeszcze jeden pozytyw, a mianowicie bardziej się zintegrowaliśmy.

Teraz czuję taką radość, że zrobiłam coś dobrego. W tytule napisałam nareszcie również nie bez powodu. Nareszcie mogłam zrobić dobry uczynek, a tak od dawana chciałam go zrobić. Wiem, że powinno codziennie się pomagać. Chciałam rozdawać te moje karteczki na ulicy, ale zawsze brakuje mi czasu. Ale w końcu nadarzyła się taka okazja, jak dzisiaj. Polecam każdemu, kto się waha czy zapisać się do wolontariatu. Teraz odczuwam tą radość, że mogłam coś pomóc. Było tak super. Te wspomnienia na pewno zapiszą się w mojej głowie na długo. Wolontariat jest super. Polecam. Warto się zapisać. Nie pożałujesz :) :) :) :) :) :) :) :) :) :)

Do następnego wpisu. Cześć :)

Integracja

Cześć wszystkim

Dawno nie publikowałam wpisów. Moim jedynym wytłumaczeniem jest brak czasu. Zasypiam z zeszytem. Ciągle jestem niewyspana. Szkoła, dorosłość. Myśle, że to dobre określenia. Dzisiaj po raz pierwszy zaspałam do szkoły. Obudziłam się o 7:45, a o 8:00 zaczyna się lekcja i jest na pierwszej lekcji kartkówka z chemii. Spóźniłam się tylko 10 minut. Łóżko zostawiłam nie pościelone, bo czasu już nie było. Szybkie mycie zębów, śniadanie jadłam w pośpiechu. Takie tępo miałam dzisiaj rano, że chyba bym wygrała zawody jakieś :)

Dobra teraz będą lepsze informacje. Człowiek to nie maszyna, jemu też zdarzają się pomyłki.

W ubiegłym tygodniu byłam na wycieczce integracyjnej. Było tyle rzeczy, że nawet nie było kiedy siąść na spokojnie. Było ognisko, zajęcia integracyjne, karaoke, dyskoteka, zawody na wesoło, spacer. Tańczyliśmy belgijkę, to był i jest super taniec. Aż nawet chcieliśmy zatańczyć jeszcze raz i zatańczyliśmy ponownie. Karaoke też było fajne. Podobało mi się, to że robimy to wspólnie. Później była dyskoteka. Nie umiem tańczyć, a podobno z jednym chłopakiem wymiatałam na parkiecie (i nie tylko ja). A następnego dnia bolały mnie nogi od tego tańczenia. Oh, te wspomnienia teraz. Nie żałuję, że poszłam tańczyć. A niektórzy podpierali ścianę. Chciałam niektóre osoby wyciągnąć do tańca, ale się nie udało. Przynajmniej rozerwałam się po przez taniec i zapomniałam o wszystkich problemach.

A teraz trochę o chłopakach

W wcześniejszych wpisach pisałam o pewnym chłopaku, że chyba się zakochałam. Już mi przeszło do niego. Choć jak widzę, go na korytarzu, to specjalnie odwracam wzrok i patrzę gdzieś indziej. No, jeszcze mi się podoba, ale dał mi taką odpowiedź, a ja jego decyzję uszanuje. Jeden chłopak podoba mi się z mojej klasy. Tylko jest jeden problem, bardzo mało mówi osobie i jest zamkniętą osobą. Jedna dziewczyna zapytała się jakie ma hobby, to ominął odpowiedź i kompletnie nic nie wiem o nim. Nawet jak była ta dyskoteka, to jego nie było. To jak mamy się z nim integrować, jeżeli on nie chce? Może uda mi się niedługo z nim pogadać. Fajnie by to było, bo ja naprawdę chcę z nim pogadać.

Ja lubię z charakteru chłopaków, którzy są męscy i mają poczucie humoru. On trochę odbiega od mojego ideału, ale coś mnie ciągnie, żeby go bliżej poznać. Jeszcze jeden z pierwszej chyba ekonoma mi się podoba, ale bardziej skupię się na chłopaku z mojej klasy.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Nagroda za frekwencję

Cześć wszystkim

Ostatnio coś mam gorsze dni. Wczoraj lekko pokłóciłam się z mamą. Ale myślę, że nie długo sytuacja się naprostuje. Jak to zwykle bywa są te lepsze dni i te gorsze.

Nauczyciele nas cisną, bo już przed świętami kończy się pierwsze półrocze. Coś około 27 listopada jest wywiadówka, więc trzeba się spiąć, by te oceny były jak najlepsze. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Poniedziałek i środa, to są najgorsze dni pod względem kartkówek, pytań czy sprawdzianów.

Dzisiaj okazało się, że mamy prawie najlepszą frekwencje w szkole za wrzesień. Wyprzedziła nas tylko druga informatyczna. Za 1-3 miejsca jest przyznawany jeden dzień bez pytania, kartkówek. Miła nagroda na koniec tygodnia. Moja klasa miała do wyboru albo jutrzejszy dzień albo poniedziałek. Wybrali piątek. W poniedziałek mamy na każdej lekcji albo pytanie albo kartkówkę. A jest z 4 przedmioty zawodowe, wos, historia i geografia. Więc trochę tej nauki jest. A jutro mam dwa razy angielski, dwa razy religię i dwa razy polski. Niby nie ma nic do nauki, ale mamy bardzo ostrą nauczycielkę z angielskiego.

Języka może nauczy, ale nie ma takiej empatii, wyrozumiałości.  Np. nauczycielka z historii, powiedziała, że nie będzie pytać. A z anglika pyta co chwilę. Jest taka wredna, że nawet nie chce się jej słuchać, a co dopiero patrzeć na nią. Jest mega ostra. Ale przynajmniej jutro nie będzie pytać i nie będzie kartkówki. Dobra kończę już. To takie miłe, że mamy taką nagrodę do wykorzystania.

A jeszcze jedno. Raz zdarzyło się, że mieliśmy zastępstwo. I jeden nauczyciel przedmiotów zawodowych miał na raz lekcje z dwoma klasami. Z trzecią leśną i z moją klasą (czyli pierwszą leśną). Podobał mi się ten luz, który ta starsza klasa wprowadzała. Czuć taką fajną atmosferę. Ktoś rzuci żart, jest śmiech itd. Poczucie humoru u chłopaków bardzo mi się podoba, ale już nie podoba mi się cwaniakowanie.

Dzisiaj też była taka trochę dziwna sytuacja z zastępstwem. Koniec końców wylądowaliśmy na sali gimnastycznej. Druga leśna miała wf i grali w siatkówkę. Chłopaki w pewnym momencie zaczęli grać na główkę. Widać było, że się popisują. Ale też dało się wyczuć taką fajną atmosferę. To mi się bardzo, bardzo podoba.

Dobra to już koniec tego wpisu. To do następnego. Cześć :)

Odwiedziny

Cześć wszystkim

Niedawno wróciłam z podróży. Niby to tylko albo aż 1,5-rej godznki. Podróże męczą. Ale nie o negatywnych informacjach będzie ten wpis.

Byłam dzisiaj w moim byłym gimnazjum. Porozmawiałam sobie z tymi nauczycielami, z którymi chciałam. Wszyscy mówili mi, że ładnie wyglądam w mundurze. Jedna pani mówi: „Jak dobrze widzieć cię taką uśmiechniętą”. Jestem bardzo zadowolona ze szkoły i z mieszkania. Mama mówi, że wygrałam los na loterii. I chyba to prawda. Na razie wygląda, że podjęłam słuszną decyzję. Z panią bibliotekarką chyba najdłużej rozmawiałam. Super kobieta i pogadasz i coś tobie pomoże. Było kilka momentów, w których podczas rozmowy się wzruszyła.

Jeszcze wstąpiłam do jednej szkoły, do której chodzi większość osób z mojej byłej klasy. Ich miny mówiły same za siebie. Byli zaskoczeni (oczywiście pozytywnie). Mnóstwo tematów do rozmowy, a tak mało czasu. Na pewno na facebooku będziemy utrzymywać kontakt.

To było cudowne uczucie, tak wrócić i porozmawiać z tymi wszystkimi osobami. Wczoraj miałam lekki problem z dostaniem się do domu.  Wciąż korki, stłuczki itd. Ale dziś wiem, że było warto. Zdenerwowanie, podwyższone ciśnienie, co chwilę spoglądanie na zegarek, złość, ból nóg to wszystko zostało dziś wynagrodzone.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Rykowisko czyli impreza leśników

Cześć wszystkim

Wczoraj miałam rykowisko, czyli takie kocenie pierwszaków. Czwarta leśna jest organizatorem całej tej imprezy.

W pierwszych dniach szkoły, gdy usłyszałam właśnie o rykowisku, to się trochę przestraszyłam. Ale naprawdę było fajnie.

Zanim Sylwan nas mianował na braci leśnych, to musieliśmy przejść przez nie lada zadania. Obgryzania kory (dali nam bardzo gruby patyk drewna i musieliśmy, go obgryźć) Bardzo smaczne to było, z koleżanką się śmiejemy, że przejdziemy na dietę korową. Ale tak na serio, to nie życzę nikomu jedzenia kory. Łapanie kury, naśladowanie odgłosów zwierząt, wypicie tajemniczego napoju, przejście po torze z szyszek (to było naprawdę super, taki masaż :) ) i przecinanie drewna chyba tyle było konkurencji.

Oj było śmiechu co nie miara. W dodatku przez całą tą imprezę, to mieliśmy przyczepione te ogony. Maturzyści, byli później zadowoleni, bo nauczyciele i dyrektor powiedzieli, że to było najlepsze rykowisko (a oni rzucili nam wyzwanie, że musimy, ich przebić, będzie trudno, ale może się uda). Naprawdę było super.

Dzisiaj mieliśmy ślubowanie. Wszyscy elegancko ubrani, a my w mundurach. Wyróżniamy się i to bardzo. Ale mi się nawet, to podoba. Jedna dziewczyna wstydzi się munduru, to ja się jej pytam, to po co przyszłaś do szkoły mundurowej. Ona nic mi nie odpowiedziała.

Ale szczerze mówiąc, to nawet podoba mi się ten mundur. I mogę dumnie paradować nawet przez środek miasta. Dobra kończę już, ale zanim zakończę, to powiem chyba już po raz setny, że atmosfera i ludzie są naprawdę fajni.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Ps Chyba dam sobie spokój z tym chłopakiem. Wszystko wskazuje na to, że on nie jest mną zainteresowany (chyba, że jest nieśmiały). Może za wcześnie mu napisałam tą wiadomość, ale jestem osobą niecierpliwą. Jest to cecha, nad którą z pewnością powinnam popracować.