Więzienie

Cześć wszystkim

Mój kolejny wiersz

 

Cały czas widzę

Świat przez kraty

Mam na sobie

Wciąż te same łachy

Promienie słoneczne

Docierają do mojej twarzy

Przez szpary

Tylko tak

Postrzegam ten świat

Nawet przyleciał

Do mnie ptak

I wyćwierkał mi piosenkę

Że polubiłam tą Ankę

A może niezbyt miłą fankę

Żyję pewną nadzieją

Że może kiedyś

Polepszy się mój los

Mówiąc wprost

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Kawowy ratunek

Cześć wszystkim

Kilka miesięcy temu w mojej klasie zdarzyła się niesamowita przygoda. Był wtorek. Mieliśmy lekcje od 8:00 do 14:15. W dodatku mieliśmy trzy lekcje pod rząd z naszą wychowawczynią. Na trzeciej lekcji był wos, za lekcję religii.

Mój sympatyczny kolega Mikołaj, był nie wyspany. Godzinę wcześniej mieliśmy matmę. Jest, a raczej był to kolega, który na lekcjach często dogadywał. Zagadywał nauczycieli, by nie mogli przerobić materiału nauczania. Brzmi do dziwnie, ale zawsze znalazł jakiś temat do dłuższej rozmowy z nauczycielami. Nie na przerwach, ani na dyżurach, ale właśnie na lekcjach często zagadywał.

Wracając do wosu. Poprosił nauczyciela o kawę. Tak, właśnie o kawę. Zapytał się w prost. Co prawda nauczyciel, nie zgodził się. Wcześniej zapytał matematyczkę, ona również się nie zgodziła. Pierwsza lekcja polskiego, później druga, a następie historia. Mikołaj próbował dalej, nie poddawał się.

Na początku lekcji, gdy pani weszła do sali, trzymała w dłoni filiżankę z kawą. Mój kolega usiadł pierwszej ławce i delektował się aromatem kawy. Grzecznie podziękował i poszedł umyć filiżankę. Sam zgodził się, żeby pani go przepytała.

W ubiegłym tygodniu zakończyłam gimnazjum. Jak to zwykle bywa daje się prezenty. Zaraz napiszę co ja dałam mojej wychowawczyni, ale jeszcze chcę coś napisać o Mikołaju. Nie wiem, co on dał pani, ale powiedział przy całej klasie, że dziękuje za tamten ratunek. Prawdopodobnie była to kawa i coś jeszcze słodkiego.

Ja dałam lilie. Może brzmi to zbytnio zwyczajnie. Codziennie zaglądałam do ogródka, żeby lilia rozkwitła. Była często podlewana. W piątek z rana mama mnie budzi radosnym głosem i mówi, że lilia się rozwinęła. Od zakończenia roku szkolnego minęło kilka dni, a żadna lilia się nie rozwinęła. Tak sobie myślę, że ten kwiat był specjalnie dla tej osoby.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Rozmowa

Cześć wszystkim

Wczoraj już od samego rana działo się coś złego. Na przebudzenie dostałam mocną dawkę adrenaliny. Otóż spadłam z drabiny. Nie jest to mała wysokość, podobno spadałam jak piłka. Mam stłuczoną lewą stopę, kilka siniaków. Przy chodzeniu boli mnie noga. Ale da się przeżyć.

Jutro mam jechać z kopią świadectwa i kopią egzaminu do szkoły ponadgimnazjalnej. Już o 5:50 pobudka, chociaż już są wakacje. Mój autobus jest o 6:20, później muszę łapać kolejny, który jedzie o 6:30. Muszę szybko iść, by zdążyć.

Gdy byłam w łazience, to mama zapytała się czy długo jeszcze. Niby zwykłe pytanie, ale z jakim tonem wypowiedziane. Były tam emocje negatywne. To trochę mnie dobiło i się rozpłakałam. Dobrze, że zabrałam ze sobą telefon, z którego grała muzyka.

Już się nie mogę doczekać września, kiedy się stąd wyprowadzę. Będzie ciężko, ale dam radę. Przynajmniej będę daleko od tego bagna. Nikt w domu mnie nie rozumie. Coraz częściej przekonuje się sama, że dobrą decyzję podjęłam.

Ktoś mi powiedział, że jestem osobą wrażliwą. Zgadza się, jestem wrażliwa na sztukę, jak i na cierpienie ludzi. Ten dom zabija we mnie te cechy. Gdy tak nie raz płaczę, to czuję jak łzy spływają mi po policzkach. Czuję ich smak, ale równocześnie przychodzi ulga, że te emocje wypłynęły.

A zapominałam bym dodać o wczorajszej kłótni z babcią. Porównuje to zazwyczaj do takiej bomby, która zaraz wybuchnie. Wystarczy głupi powód, a zawieszka zostaje pociągnięta. To tylko kwestia czasu, kiedy wybuchnie.

Czasami już nie daję rady. Albo medytuję, albo płaczę albo piszę wiersze. Zauważyłam u siebie, że jak przychodzi dołek emocjonalny, to chcę się komuś wygadać. Najczęściej słucham smutnych piosenek. Gdy mam ten dołek, to czuję to w środku, czuję taki duży dół. Ale zawsze po jakimś czasie mija. Dobrze, że są to emocje, które nie są na stałe.

Dzisiaj przyjechał mój wujek, z którym chciałam pogadać. Mieszka on bardzo daleko, więc rzadko on przyjeżdża. Zawsze wszyscy chcą z nim pogadać, ja wtedy usuwam się na bok. Ale już nie dałam rady i musiałam z nim pogadać. Co prawda było dużo ludzi, ale poszliśmy do samochodu i zaczęliśmy gadać. Tego bloga traktuje jako pamiętnik. Każdy kto go czyta, wchodzi do mojej prywatności, ale tym razem nie napiszę wszystkiego. Część zachowam w tajemnicy.

Mogę napisać o moich wnioskach, które wyciągnęłam z tej rozmowy. Zrozumiałam, że należy patrzyć na świat szeroko, być obserwatorem. Minęła jakaś godzina, a ja w środku mam mętlik. Ale już pewna refleksja powstaje. Dużo czasu spędziłam rozmawiając. Skupiłam się tylko na rozmowie. Wszystkie problemy zostały zepchnięte na tor boczny. Powiem wam coś w tajemnicy, chociaż ten wujek, z którym rozmawiałam, mam do niego duże zaufanie, ale nie powiedziałam o blogu. O tym nikt nie wie. Wiecie tylko wy, co czytacie tego bloga.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Koniec :(

Cześć wszystkim

Dzisiaj zakończyłam edukację w gimnazjum. O godz. 9:00 rozpoczęła się Msza Święta.

Następnie udaliśmy się do szkoły na salę gimnastyczną. Program, który był przygotowany był wzruszający. Była piosenka pt. „Ona tańczy dla mnie”. Oczywiście w przerobionej wersji. Był przygotowany filmik, który opowiadał o naszej szkole. Na koniec występu, została zaśpiewana piosenka pt. „Pokolenie”, też w przeróbce. Również dziewczyny z mojej klasy zaśpiewały bardzo wzruszającą piosenkę. Jedna z dziewczyn, która to śpiewała się rozpłakała. Wszyscy, którzy byli na scenie ryczeli. Mi też łezka w oku się zakręciła, ale nie ryczałam.

Później udaliśmy się do sal, by otrzymać świadectwa. Na początku przedstawiciele klasy podeszli do pani i wręczyli jej prezent. Pani się poryczała, choć powiedziała, że jest twarda i nie będzie płakać. Wygłosiła wzruszającą przemowę, przy której część osób się popłakała.

Rozdanie świadectw i czas ruszać w świat. Ale nie tak prędko. Przed rozstaniem, przeczytałam swój wiersz, który dla pani napisałam. Pani zaproponowała, że pójdziemy na lody, ale ktoś rzucił hasło, że pizza. Więc poszliśmy do pizzerii.

Jeszcze wczoraj patrzyłam do ogródka, żeby lilia się rozwinęła. Specjalnie dla pani wychowawczyni się rozwinęła. Wręczyłam jej, gdy wszyscy wyszli. Powiedziała mi bardzo ważną rzecz, którą na pewno zapamiętam na długo. A mianowicie, żebym była tak oryginalna i kreatywna jak jestem i, że byłam sobą przez cały czas i, żeby tak zostało i, żebym nadal pisała wiersze.

Jest piątek, a ja wyjątkowo jadłam mięso w ten dzień. Zawsze trzymam post, ale dzisiejszy dzień był inny. Źle się z tym czuję, bo zawsze poszczę. No trudno, pójdę najwyżej do spowiedzi. Demokracja zwyciężyła, jakie były pizzy, a wszystkie były z mięsem.

Większość jadła pizzę rękami, ale tylko nie liczi posługiwali się sztućcami. Mnie też namawiali, żebym jadła rękami, ale ja zostałam przy swoim. Pani zafundowała nam deser. Była to szarlotka lodami. Trochę ją to wyniosło. Powiedziała, że jesteśmy ostatnią gimnazjalną jej klasą, i że byliśmy super klasą.

Obok nas siedziała klasa przeciwna, ale już bez ich wychowawczyni. Nie to co nasza wychowawczyni. Piękne momenty wzruszeń na pewno zapadną na długo w pamięci. Dobrze, że są wspólne zdjęcia. Teraz, gdy piszę ten wpis uświadomiłam sobie, że żałuje tego, że się roztajemy. Przez 9 lat wspólnie. Teraz chce mi się płakać. Za dwa miesiące nie będzie to już samo. Najlepsza wychowawczyni na świecie. Dopada mnie dołek z tego powodu, że to już koniec.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Teatr

Cześć wszystkim

Rok szkolny się kończy, a ja mam kilka historii do napisania związane ze szkołą.

Chyba w połowie marca bieżącego roku moja klasa była w teatrze. Dużo osób nie pojechało, gdyż spektakl był wieczorem i był w piątek. Ja się od razu zgodziłam. W prawdzie wolę pójść do teatru niż na film do kina.

Musieliśmy mieć kilka lekcji. A około południa wyruszyliśmy w stronę Krakowa. Moja nauczycielka postanowiła, że przed teatrem wejdziemy do Galerii Krakowskiej. Ja od razu postanowiłam, że idę do pizzerii Hut. Moim zdaniem jest to najlepsza pizzeria. No chyba, że oprócz włoskiej, ale jeszcze jej nie próbowałam.

Przykleiła się do mnie koleżanka, z którą siedziałam w autobusie. Na początku byłam lekko zdenerwowana, ale później było fajnie. Do naszej dwójki dołączyły się jeszcze dwie inne osoby. Była to również koleżanka i kolega. Oni we trójkę zamówili sobie dużą pizzę, zaś ja sobie zamówiłam małą. Gdy kończyłam jeść ostatni kawałek, czułam, że jestem najedzona. Reszta moich towarzyszy mi po dziękowała za ten pomysł. Oni nie wiedzieli, co mają zrobić ze swoim czasem wolnym. A tak to ja rzuciłam pomysł i było fajnie.

Czekając na pizze, pogawędziliśmy sobie. Nie rozumiem jednej rzeczy. A mianowicie, jak kelnerka przyniosła nam jedzenie, to moi współbiesiadnicy zaczęli jeść pizzę rękami. Były talerze i były szczućce. Ja od początku posługiwałam się szczućcami, zaś niektórzy z mojego stolika stwierdzili, że pizzę ciężko się kroi to wezmę ją w palce.

A tak narzekali na lekcje techniki, gdy pani nam opowiadała różne takie rzeczy np. na temat szczućów. Zrozumiałam bym, gdyby to był fast- food, ale nie pizzeria. Kiedyś też byłam, ale to z inną koleżanką w pizzerii. Jej zachowanie było karygodne. W tedy miałyśmy po 15 lub 14 lat. Nie umiała się zachowa w takim miejscu.

Wiem, ten wpis miał dotyczyć wycieczki, ale jeszcze przytoczę wam ostatnią historię.

Rok temu moja klasa była na dwudniowej wycieczce. Mieszkaliśmy w pensjonacie. Przyszliśmy na obiad. Przy stoliku siedziałyśmy we cztery osoby. Pani przyniosła wazę, w której była zupa. Był chyba rosół. Jak to bywa w rosole jest jeszcze marchewka, pietruszka i takie tam inne. Jak dziewczyny sobie to nalewały, to była jakaś masakra. Tylko, żeby nie było marchewki na talerzu.

Ja też nie jestem święta, bo w domu też wybrzydzam. Ale no, jak jestem gdzieś u obcego to jem wszystko. A nie, że tego nie lubię czy tam tego.

Dobra czas wrócić do wycieczki.

O 19:30 rozpoczął się spektakl. Był bardzo ciekawy. Było dużo muzyki. Aktorzy na bis przyszli i zagrali jeszcze jeden przebój. Nawet nasz nauczyciel, który jest trochę sztywny, wtedy się rozluźnił. Nie żałowałam a ni tego czasu, a ni pieniędzy. Oglądając przedstawienie, skupiłam się na tym co tu i teraz. Wkręciłam się i sama zaczęłam śpiewać. Było dużo śmiechu. Takie coś, to ja lubię. Po skończonym spektaklu, nauczyciele się mnie pytali czy zrozumiałam sztukę. A ja mówię, że tak. Moim zdaniem chodziło o to, żeby robić to co się lubi,a nie to co nam społeczeństwo narzuca.

Miasto wieczorem wyglądało bajkowo. Nie zapomnę tam tego dnia. To była cudowna przygoda.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Miłe niespodzianki+ egzamin

Cześć wszystkim

Moja klasa miała plan, żeby nie przyjść do szkoły, ale musieliśmy przyjść, aby otrzymać kody do wyników z egzaminu.

Uwielbiam robić miłe niespodzianki. Więc postanowiłam zrobić taką właśnie niespodziankę pani bibliotekarce i pani od niemieckiego.

Dla pani bibliotekarki napisałam taki wiersz, z którego bardzo się ucieszyła. Pokazała mi, że w portfelu cały czas nosi przy sobie moją karteczkę z napisem miłego dnia. Gdy powiedziałam jej, że mam wiersz dla niej to ona powiedziała, że się chyba rozpłacze, choć tego nie zrobiła. Widziałam jej szczery uśmiech, który na pewno zapamiętam. Mi też zrobiło się miło, gdy pokazała mi tą karteczkę. Pani bibliotekarka dała mi cenną wskazówkę, żebym od toksycznych ludzi się odcinała.

Pani od niemieckiego postanowiłam podarować własnoręcznie robionego tulipana, ale nie takiego zwykłego. W środku był lizak. Cały bukiet słodkości zrobiłam, ale połowę zjadłam i trochę porozdawałam. Został ostatni kwiatek, postanowiłam, że zrobię komuś miłą niespodziankę. Tak sobie teraz myślę, że ten kwiatek był specjalnie przeznaczony dla tej osoby. Pani bardzo się ucieszyła. To był naprawdę szczery uśmiech. Podziękowałam jej również za to, że mnie wysłuchała. Powiedziała, że to działa w dwie strony.

Wiem to na 200% uwielbiam robić miłe niespodzianki, które wywołują szczery uśmiech. Nie tylko osoba obdarowana jest szczęśliwa, również ja sama się cieszę, że komuś to się podoba.

Cały ten egzamin udowodnił, że język polski jest moim najlepszym przedmiotem. Zdobyłam niecałe 80% z polskiego. Wypracowanie napisałam 6 pkt. na 10 pkt. Myślę, że punkty poleciały mi za interpunkcję. Temat był dość prosty, bo dotyczył marzeń i była to rozprawka. Jeszcze w dodatku chciałam się rozpisać, a mi miejsca zabrakło. Wykorzystałam na maxa miejsce, które było przeznaczone na wypracowanie. Trzy punkty mi odleciały w zadaniach zamkniętych. Machnęłam się na tym, że dwie odpowiedzi muszą być prawidłowe, żeby otrzymać 1 punkt. A ja miałam jedną dobrze, zaś drugą źle.

W wosie popełniłam tylko jeden błąd, a w historii znów się machnęłam, że zaznaczyłam tylko jedną odpowiedź, a druga była źle. Ale i tak jestem zadowolona, bo uzyskałam niepełne 70%. Nasza wychowawczyni, która uczy historii i polskiego przed egzaminem bardzo nas męczyła tymi powtórkami. W piątek o 7:10 była dodatkowa lekcja historii, żeby sobie wszystko powtórzyć. Historia wychodziła nam dziurkami w nosie, a pani mówi „wyciągamy historię albo na jutro przynieście historię”. Godziny wychowawczej w ogóle nie było, była albo historia albo polski i tak w kółko do egzaminu. Ale teraz patrząc z perspektywy czasu to, jak pani nas przyciskała to przyniosło efekty. Przedmioty humanistyczne napisaliśmy podobno lepiej niż klasa przeciwna, choć zawsze tamta klasa była najlepsza.

Przedmioty przyrodnicze też dobrze napisałam, lecz trochę gorzej niż humanistyczne. Uzyskałam wynik 64%. Z biologi się machnęłam raz, z fizyki to samo. Z geografii dwa zadania źle, z chemii też chyba dwa zadania źle zaznaczyłam. Z chemią miałam ubaw. Nie dość, że jej nie rozumiem, to i tak jestem zadowolona. Po pierwszym dniu egzaminów byłam bardzo zmęczona. Wieczorem bardzo chciało mi się spać, ale chciałam sprawdzić w internecie coś na temat chemii. Myliło mi się które węglowodory są łączone podwójnym wiązaniem, a które pojedynczym. Napisałam sobie to na karce, choć bardzo chciało mi się spać. Karteczkę zabrałam w dniu egzaminów do szkoły. Przed egzaminem spojrzałam na tą kartkę i powtórzyłam sobie. Gdy zobaczyłam egzamin, na którym jest zadanie z chemii, żeby zaznaczyć tam łańcuchy węglowodorów to się lekko do siebie uśmiechnęłam. To co wieczorem sobie sprawdzałam, to mi uratowało jednego punkta. A podobno jeden punkt jest liczony na kilka procent, więc dobry i ten jeden punkt.

Pamiętam do dziś cotygodniowe kartkówki z geografii, a z fizyki co dwa tygodnie. Przed egzaminem do szkoły chodziłam całkowicie wykończona. Ciągłe powtarzanie wykończyło mnie bardzo, ale teraz nie żałuje  tego czasu, który poświęciłam na powtarzanie.

Matma nie należy do moich ulubionych przedmiotów. Choć napisałam ją lekko powyżej średniej krajowej, to i tak jestem zadowolona. Pogubiłam się w otwartych, ale i tak coś tam za otwarte dostałam.

Najgorzej poszedł mi język, którym był angielski. Zaznaczyłam dobrze, a w ostatniej chwili zmieniłam na złą odpowiedź. A poza tym moja nauczycielka angielskiego jest zbytnio łagodna, nie to co pani od niemieckiego. Na niemieckim jest jakaś dyscyplina, ale jest od czasu do czasu luźniej. Nie to co na angliku, każdy siedzi na telefonie, chociaż jest zakaz, nie ma dyscypliny. A szkoda gadać. Ale i tak ten egzamin napisałam lepiej niż próbny, który był w grudniu.

Do technikum leśnego wiem, że się dostanę bo jest 20 osób chętnych, a miejsc 30.

Moja klasa odnosi wysokie wyniki w sporcie. Przez egzaminem nawet dostaliśmy zakaz chodzenia na zawody, bo egzamin itd. Chłopcy bardzo dobrze grają w kosza. Lekkoatletyka w tych zawodach też dobrze nam idzie. Zawody przełajowe no i przecież pływanie. Przecież od pierwszej klasy podstawówki jesteśmy klasą sportową. Rywalizacja nie jest nam obca. Oj te wszystkie zawody, ta rywalizacja i ten dreszczyk adrenaliny to było coś, czego nie zapomnę.

Oj, ten wpis jest bardzo długi, ale dzięki, że wytrwaliście do końca.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Zwyczajny czy nie zwyczajny tekst?

Cześć wszystkim

Mój kolejny wiersz, z dnia 18.06.2017

 

Myślałam, że chociaż na ciebie mogę liczyć,

Myślałam, że mogę tobie się wygadać,

Myślałam, że mogę do ciebie przyjechać,

A twoją wymówką,

Okazała się praca,

Po części cię rozumiem,

Ale miałam choć najmniejszą nadzieje w tobie,

Tą informacją,

Dobiłeś mnie,

Teraz czuję,

Pustkę w sobie,

Wiesz, że rzadko proszę o pomoc,

A to są pilne sprawy,

Podczas rozmowy z tobą,

Mój głos się łamał,

Byłam bliska płaczu,

Już mi lepiej,

Gdy napisałam te parę linijek,

Zwyczajnego teksu,

A może nie takiego zwyczajnego,

Zależy dla kogo jaki jest ten tekst.

 

Do następnego wpisu. Cześć :)

Plewienie sposób na rozładowanie złości

Cześć wszystkim

Wczoraj sama zostałam w domu. Babcia pojechała do ciotki, mama do babci, tata do pracy, a ja zostałam w domu. Mama pojechała autobusem po 9, gdy zadzwoniła to się ucieszyłam, gdyż nie przyjechała pewna ciotka z drugą ciotką. Bardzo nie lubię tych dwóch osób.

Włączyłam sobie muzykę, odkurzyłam. Po pewnym czasie zaczął padać deszcz, a pranie było na polu. Więc musiałam po nie wyjść. Akuratnie, gdy wyszłam to moje ciotki zamykały bramkę. Pierwszą emocją, którą w tamtym czasie poczułam to złość.

Mówiły, że musiały przyjść, by odpocząć. O 11:40 miały autobus. A gdy podałam im wodę to zegarek wskazywał 11:05. Siedzenie z nimi w jednym pokoju to była prawdziwa męka. Musiałam przebrnąć przez ogień pytań. Pytania były różne. Najgorsza była martwa cisza, której nie znoszę. Co chwilę spoglądałam na zegarek i myślałam sobie kiedy one sobie pójdą. Nie lubię ich, bo można je zaliczyć do wścibskich i fałszywych ludzi, których nie znoszę.

Mama i babcia razem przyjechały autobusem, więc ominęła ich ta katorga, przez którą ja musiałam przejść. Gdy babcia przyszła do domu, to zaczęła się druga męka. Zdenerwowałam się na nią, zabrałam telefon i poszłam plewić. Włączyłam muzykę i zaczęłam wyrywać chwasty z buraczków. Można by rzec, że wczoraj prawie cały ogródek wyplewiłam. Niestety nie zdążyłam wyplewić grządki z cebulką i szczypiorkiem, bo przyszła burza.

Ale i tak jestem z siebie zadowolona, z mojego plewienia. Wyplewiłam buraczki, marchewkę, pietruszkę, pomidory, ziemniaki i fasolę. Co prawda to zajęcie dużo czasu mi zajęło, ale o to mi chodziło. A przy okazji się zrelaksowałam. Cały wór chwastów się nazbierał, a nie długo są zielone śmieci.

Resztę plewienia dokończyłam dzisiaj. Dzięki plewieniu zeszła ze mnie cała złość, a przy okazji pojawił się dobry humor, że taką prace wykonałam. Przy wyplewianiu nie przeszkodziły nawet bolące kolana. Polecam to zajęcie, gdy jesteście zdenerwowani. Same korzyści płyną z plewienia, my pozbędziemy się złości, a rośliny zyskają więcej słońca do rośnięcie.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Szpital okiem odwiedzającego

Cześć wszystkim

W tym tygodniu miałam ognisko klasowe, które było u mojej wychowawczyni. Oczywiście musieliśmy mieć kilka lekcji, ale około godz.11 wyruszyliśmy ze szkoły. Kwadrans później  byliśmy na miejscu.

Bardzo spodobało mi się, jak nauczycielka mieszka. Za domem ma grilla. Wokół tego paleniska rosły drzewa, które nadawały charakterystyczny nastrój. To miejsce wyciszało, pozwalało wejść w kontakt z samym z sobą. To miejsce bardzo, ale to bardzo mi się spodobało.

Ludzie z mojej klasy wykupili pół sklepu. Kupili kilka  chlebów, kilka paczek chipsów, szaszłyki, ziemniaki, kiełbasy, ketchup, picie itd. Wiem, że zapłacili dużo, ale to poszło z pieniędzy klasowych. A ich trochę się uzbierało. Dla każdego coś się znalazło do jedzenia. Nawet nauczycielka z domu przyniosła karkówkę. Wybór był bardzo duży.

A najlepszy był piesek, który chodził i żebrał. Dużo nie na żebrał, ale zawsze coś tam dostał. Na koniec było wspólne zdjęcie. Podobało mi się całe to ognisko. Było super.

W drodze na autobus wstąpiłam do szpitala do babci. Babcia już normalnie funkcjonuje, oprócz prawej ręki. Co prawda ma czucie i ćwiczy tą rękę, ale nie będzie miała już 100% sprawności.

Obok niej leży starsza pani, która też miała udar. Ta pani nie miała na tyle szczęścia co babcia. Przez udar nie może mówić i ma sparaliżowaną połowę ciała. Gdy ujrzałam tą kobietę, to uświadomiłam sobie, co udar potrafi zrobić z człowiekiem. Przychodzi to niespodziewanie, z dnia na dzień człowiek staje się w połowie rośliną. Teraz normalnie funkcjonujesz, a za parę godzi „dopada” cię udar. Niektórzy mają więcej szczęścia, a nie którzy mniej.

Gdy przyszłam w odwiedziny do babci, zobaczyłam, że ta pani siedzi na krześle i jest przypięta pasem. Po jakimś czasie przyszła pielęgniarką i jej tłumaczyła, że musi być przywiązana, bo inaczej by spadła. Widać było, że nie może się pogodzić z tą sytuacją. Nie dziwię się jej.

Gdy idzie się do szpitala na odział i widzi się tych ludzi, którzy cierpią, to naprawdę robi się przykro. Współczuje im tego wszystkiego. A zarazem jest to dobry moment dla tych, którzy odwiedzają chorych, żeby sobie uświadomili pewne rzeczy.

Do następnego wpisu. Cześć :)

Basenowa przygoda

Cześć wszystkim

W niedzielę byłam na basenie. Gdy przebrałam buty na klapki, pani poinformowała mnie, że na dużym basenie są zawody. Nie chciałam się wycofywać, gdyż chciałam popływać. Pani powiedziała, że dostępny jest tylko mały basen. Nie chętnie, ale się zgodziłam. Pomyślałam sobie, że najwyżej mniej basenów przepłynę.

Zazwyczaj przepływam 60 długości basenów. Każdy basen ma długość 25, więc te 25 razy 60 daje wynik 1500 metrów, które przepływam. W prawdzie mówiąc jak zrobię tą sześćdziesiątkę to jestem później padnięta, ale równocześnie zadowolona, że aż tyle zrobiłam. Z czasem może zacznę robić więcej basenów, myślę nad 70 lub nawet 80. Bilet na basen jest na 75 minut, ale trzeba się wysuszyć i przebrać, więc trochę schodzi.

Poszłam na mały basen, trochę ludzi tam było, ale dla mnie miejsce też się znalazło. Starałam się tak pływać, by nikomu nie przeszkadzać, nawet specjalnie robiłam dłuższe przerwy, by pewna pani mogła sobie popływać. W pewnym momencie zagadała do mnie, że ona dopiero uczy się pływać. I jest tego zdania, że dzieci w podstawówce już powinny mieć basen. Moim zdaniem ta pani miała 40 lat. Ale muszę przyznać, że nawet te początki dobrze jej wychodziły. Jej szwagier dawał jej rady. Jego głos brzmiał jak głos  prawdziwego instruktora. Ale to dobrze, że jej mówił, nad czym musi popracować.

Od pierwszej klasy podstawówki byłam w klasie sportowej. Przez 9 lat chodziliśmy na basen. Nawet w trzeciej klasie gimnazjum też chodziliśmy na pływalnię. Miło wspominam ten czas.

Po około półgodzinie zachciało mi się sikać, więc musiałam wyjść na górę i przejść obok dużego basenu. Idę do szatni, a na dużym basenie pływa jakiś pan. Wracając ze szatni ujrzałam pana ratownika. Podeszłam do niego i się zapytałam, czy można już pływać, bo podobno były tam zawody. A ten mi odpowiedział, że zawody się już skończyły.

Zrobiłam szybką rozgrzewkę i wskoczyłam do wody. Co prawda przepłynęłam tylko 20 basenów, bo już czasu nie było na więcej. Ale i tak jestem zadowolona z tego wypadu na pływalnię. Chciałam się odprężyć od tego wszystkiego. Może w następną niedzielę uda mi się porządnie popływać.

Do następnego wpisu. Cześć :)